Śląsk - Ruch 2-1. Ktoś wrzucił drugą piłkę, by nie wyrównali...

20.11.2010
Każda z bramek w tym spotkaniu padła po stałym fragmencie gry. Sęk w tym, że drugiego gola Śląsk zdobył z ewidentnej pozycji spalonej. Wcześniej gospodarze nie wykorzystali rzutu karnego.
Śląsk zaskoczył chorzowian bardzo ostrożną grą. Czekał na "Niebieskich" na własnej połowie, czyli przyjęli taktykę zgoła odmienną od tej, którą zastosowali w zwycięskim meczu z Górnikiem Zabrze (4-0). Ruch posiadał optyczną przewagę, dłużej utrzymywał się przy piłce, lecz nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. Przyznać trzeba, że groźniejszy był Śląsk, bo jeśli już zaatakował, to uderzenia Vuka Sotirovicia i Łukasza Gikiewicza były groźne.

W dodatku po jednej z akcji w 24. minucie piłkę ręką we własnym polu karnym zagrał Krzysztof Nykiel. Sędzia Adam Lyczmański wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Przemysław Kaźmierczak. Były gracz FC Porto nie dał szans na interwencję Matko Perdijiciowi, bo... nawet nie trafił w światło bramki! Ruch się otrząsnął. Na lewej obronie dobrze spisywał się Grzegorz Bronowicki.

Problemem Ruchu była znów ofensywa. Brakowało kreatywnych ludzi, którzy zagroziliby bramce Śląska. Osamotniony był Maciej Jankowski. A gospodarze? Mają w swoim składzie Sebastiana Milę, a ten wyśmienicie wykonuje stałe fragmenty gry. Po wątpliwym faulu Macieja Sadloka dośrodkował piłkę tak, że niefortunnie interweniował Wojciech Grzyb, czym zaskoczył wszystkich, w tym Perdijicia. Co gorsza, niedługo potem miejscowi prowadzili już dwoma golami. Znów dośrodkowywał Mila. Jeden z jego kolegów przedłużył tor lotu piłki, a wszystko wykończył Piotr Celeban, znajdujący się na metrowej pozycji spalonej. Sędziowie tego nie dostrzegli.

Waldemar Fornalik przeprowadził zmiany. Wprowadził Sebastiana Olszara. Po faulu na nim arbiter podyktował rzut wolny na 20. metrze, a świetnym uderzeniem popisał się Andrej Komac. To pierwsza bramka Słoweńca w barwach Ruchu. Kilka minut później gracz z Wrocławia niemal urwał stopę Gaborowi Strace. Nie wiedzieć czemu, Adam Lyczmański nie pozwolił Komacowi na powtórkę uderzenia, tylko nakazał rozegranie rzutu wolnego pośredniego (dopatrując się nakładki, nie faulu).

W samej końcówce doszło do jeszcze jednej kontrowersji. "Niebiescy" wyszli z kontrą i mieli świetną szansę. Co się wówczas stało? Ktoś z boku boiska wrzucił na plac gry drugą piłkę! Dobrze zapowiadająca się akcja została przerwana gwizdkiem arbitra...
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również