Śląsk - Piast 2-1. "Liczy się to, co wpadnie do siatki"

07.11.2009
Gdyby nie pierwsza połowa i Vuk Sotirović, gliwiczanie pewnie wyjechaliby z Wrocławia z choć jednym punktem. A tak pozostaje niedosyt i brak jakiejkolwiek zdobyczy.
Dla podopiecznych Dariusza Fornalaka spotkanie we Wrocławiu nie układało się już od samego początku. W 10. minucie kontuzji doznał Gamla i potrzebna była pierwsza zmiana. A gospodarze robili swoje. Najbardziej aktywna była dwójka Mila-Sotirović. I to właśnie oni sprawili, że trzy punkty pozostały we Wrocławiu. Pierwszy świetnie podawał, drugi wykańczał. Serbski napastnik w cztery minuty rozmontował obronę "Piastunek" dwukrotnie! - Ja chyba nigdy nie będę królem strzelców, ale pomagam drużynie w inny sposób - uśmiechnął się Mila, który kapitalnie otworzył drogę do bramki koledze przy drugim golu.

A Piast? Wcale nie był zespołem gorszym. Szczególnie po kontaktowym trafieniu Krzyckiego gliwiczanie włożyli sporo serca i sił do zmiany rezultatu. Nie udało się... - Uważam, że bardziej sprawiedliwy byłby remis. Ale cóż, liczy się to, co wpadnie do siatki - rzucił obrońca "Niebiesko-Czerwonych", który Kaczmarka pokonał z najbliższej odległości po dośrodkowaniu z rzutu wolnego.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również