Skrzydłowy wodzisławian odkupił winy. Piłka znów mu "siedzi"

11.05.2009
Gdy nie strzelił rzutu karnego w ostatniej minucie meczu z Polonią Warszawa, miał łzy w oczach. Pełna rehabilitacja Macieja Małkowskiego nastąpiła w konfrontacji z Cracovią.
- Po spotkaniu z "Czarnymi Koszulami" schodziłem z murawy w całkowicie odmiennym nastroju niż w minioną sobotę. Bardzo zależało mi na rehabilitacji - mówi Maciej Małkowski.

Pomocnik wodzisławian od początku spotkania był motorem napędowym swojego zespołu. Rzutu wolne jego autorstwa siały pod bramką rywali spory popłoch. Po jednym z nich gola zdobył Tomasz Moskal. - Od pierwszej minuty piłka "siedziała" mi na nodze. Przy pierwszym trafieniu zrobiłem to, co do mnie należało. Tomek świetnie znalazł się w polu karnym i nie dał żadnych szans bramkarzowi - mówi skromnie o swojej "wrzutce" Małkowski.

Gdy Cracovia doprowadziła do wyrównania, mało kto spodziewał się, że podopieczni Ryszarda Wieczorka odzyskają prowadzenie. Sprawy w swoje ręce - a raczej nogi - znów wziął jednak skrzydłowy Odry. - Uderzyłem piłkę mocno w pole karne. Ta "poszła" po nodze obrońcy i wylądowała w siatce. Bramka nieco kuriozalna, ale z drugiej strony często takie padają - tłumaczy Małkowski.

Ekipa znad czeskiej granicy jest już praktycznie spokojna o ligowy byt. Na Bogumińskiej myślą tylko o środowym finale Pucharu Ekstraklasy. - W meczach z Jagiellonią i Cracovią zakładaliśmy zdobycie sześciu punktów. Udało się. Teraz wszystkie siły rzucimy na środowy pojedynek ze Śląskiem Wrocław - zapowiada Małkowski.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również