Skowronek: Odchodzę, by w Polonii Bytom mogło dziać się lepiej (wywiad)
28.11.2013
Tylko półtora miesiąca trwała przygoda Artura Skowronka z Polonią Bytom. Co się stało, że podjął Pan tak radykalne kroki?
Artur Skowronek: Pomimo problemów, jakie dotykają Polonię, mając świadomość, że być może będą one dotykać też mnie mocno zaangażowałem się w pracę, ale powiedziałem sobie, że nic na siłę. Nie ma sensu, żebym był zaporą nie do przejścia, żeby w klubie zaczęło dziać się lepiej.
Może po prostu pojawiła się ciekawsza oferta z wyższej klasy rozgrywkowej?
- Chciałbym zaznaczyć, że żadnej oferty nie mam. Na pewno nie jest tak, że opuszczam Bytom, bo ktoś już czeka na mnie z umową. Tak nie jest. Może po prostu tym krokiem dam kolejny sygnał opinii publicznej, że w klubie jest źle i trzeba podjąć szybkie działania, żeby pomóc klubowi wyjść na prostą. Ta stabilizacja jest potrzebna, żeby chłopaki mogli walczyć o przynajmniej II ligę dla Polonii.
Czuł się Pan niechciany w klubie przez włodarzy czy też starcia z zarządem Polonii miały miejsce?
- Z zarządem pozostaję na bardzo dobrej stopie, bo czułem, że działacze chcą ze mną współpracować. Miałem umowę do czerwca i chciałem w klubie pracować przelewając swoje doświadczenia na zespół. Nie ma co ukrywać, że ważnym czynnikiem tej decyzji byli kibice, którzy nie widzieli tego zaangażowania. Moje nazwisko to nie tylko ja, ale też moja rodzina. To też miało wpływ na tę decyzję.
Nie żałuje Pan z perspektywy czasu tej decyzji?
- Jedyne czego żałuję, to, że budowa czegoś co sobie założyłem wraz z zarządem, zespołem i swoim sztabem zostało urwane tylko dlatego, że nie ma narzędzi, by tę budowę kontynuować. Przez to wszystko zostało ucięte.
Pięć punktów, które prawdopodobnie będą odjęte Polonii za zaległości płacowe też miały wpływ na Pana decyzję?
- Polonia jeszcze tych punktów nie straciła, ale na pewno była to pewna składna tej decyzji. Wiem, że klub walczy, żeby te punkty zachować, ale na pewno to kolejny krzyk, by klubowi pomóc, bo dzieje się źle.
Widzi Pan szanse na utrzymanie Polonii w II lidze, czy to całe zamieszanie może owocować kolejną degradacją?
- Druga runda jest zawsze trudniejsza. Rywale, którzy z problemami organizacyjno-finansowymi się nie zmagają na pewno będą mieli łatwiej. Będzie ciężko o awans, ale nie powinno być problemów z utrzymaniem.
Za Arturem Skowronkiem odejdą kolejni pracownicy i zawodnicy Polonii?
- Jestem pewien, że nie jestem jedyną osobą, która tej zimy klub opuści.
Drużyna grająca jesienią przy Olimpijskiej się rozpadnie?
- Tego nie wiem, ale na pewno bez strat się nie obędzie. Moje odejście pozwala działaczom przez półtora miesiąca popracować nad tą organizacją, wypracować formę na najwyższym poziomie i włączyć się do walki o wysokie cele. Zostawiam klub w tym samym miejscu, w którym go przejąłem. Punktowo nie było szału, ale też nie było tragedii. Myślę, że jako trener nie skrzywdziłem Polonii, a teraz daję klubowi dużo czasu, żeby do początku przygotowań zacząć budować coś lepszego.
Jacka Trzeciaka w Polonii Bytom łatwo zastąpić nie było...
- Na pewno nie. To ciążyło nade mną cały czas. Nawet w ostatnim meczu, gdzie graliśmy z liderem tabeli na jego terenie i dostaliśmy w łeb 0-1 po bramce straconej z rzutu karnego kibice znów dali wyraz swojego niezadowolenia. Cieszę się, że poznałem trenera Trzeciaka. Mieliśmy okazję spotkać się i porozmawiać. Nasze relacje są dobre, bo ani on, ani ja nie mieliśmy wielkiego wpływu na zapadające w klubie decyzje.
Będzie wielki comeback i Skowronka w Polonii zastąpi Trzeciak?
- Nie mam pojęcia. Zostawiłem Polonii prawie dwa miesiące do pierwszego treningu w nowym roku. Zarząd ma czasu dużo i to działacze podejmą decyzję.
Jest Pan między młotem a kowadłem. W Bytomiu kibice Pana nie pokochali, a w Radzionkowie sympatii Pan nie zyskał.
- Jasne, że kibiców mogło to zaboleć i mam tego świadomość. Myślę, że ludzie, którzy patrzą na to wszystko obiektywnie wiedzą, że taki jest po prostu mój zawód i trzeba pracować gdzie cię chcą. Ci, którzy rozpatrują całą sprawę tylko pod kątem tego, że jestem wychowankiem Ruchu Radzionków na pewno nie potrafią tej decyzji pojąć. Ja tego nie toleruję, ale muszę z tym żyć. Byłem świadomy, że tak to będzie wyglądało, ale niczego nie żałuję.
Co teraz będzie robił Artur Skowronek? Musi Pan odpocząć czy też wyjedzie na jakiś staż?
- Mam nadzieję, że szybko znajdę pracę. Jestem zmotywowany, by podjąć się nowych wyzwań. Jutro wyjeżdżam na konferencję trzydniową i będę się doszkalał.
Rozmawiał Marcin Ziach
Artur Skowronek: Pomimo problemów, jakie dotykają Polonię, mając świadomość, że być może będą one dotykać też mnie mocno zaangażowałem się w pracę, ale powiedziałem sobie, że nic na siłę. Nie ma sensu, żebym był zaporą nie do przejścia, żeby w klubie zaczęło dziać się lepiej.
Może po prostu pojawiła się ciekawsza oferta z wyższej klasy rozgrywkowej?
- Chciałbym zaznaczyć, że żadnej oferty nie mam. Na pewno nie jest tak, że opuszczam Bytom, bo ktoś już czeka na mnie z umową. Tak nie jest. Może po prostu tym krokiem dam kolejny sygnał opinii publicznej, że w klubie jest źle i trzeba podjąć szybkie działania, żeby pomóc klubowi wyjść na prostą. Ta stabilizacja jest potrzebna, żeby chłopaki mogli walczyć o przynajmniej II ligę dla Polonii.
Czuł się Pan niechciany w klubie przez włodarzy czy też starcia z zarządem Polonii miały miejsce?
- Z zarządem pozostaję na bardzo dobrej stopie, bo czułem, że działacze chcą ze mną współpracować. Miałem umowę do czerwca i chciałem w klubie pracować przelewając swoje doświadczenia na zespół. Nie ma co ukrywać, że ważnym czynnikiem tej decyzji byli kibice, którzy nie widzieli tego zaangażowania. Moje nazwisko to nie tylko ja, ale też moja rodzina. To też miało wpływ na tę decyzję.
Nie żałuje Pan z perspektywy czasu tej decyzji?
- Jedyne czego żałuję, to, że budowa czegoś co sobie założyłem wraz z zarządem, zespołem i swoim sztabem zostało urwane tylko dlatego, że nie ma narzędzi, by tę budowę kontynuować. Przez to wszystko zostało ucięte.
Pięć punktów, które prawdopodobnie będą odjęte Polonii za zaległości płacowe też miały wpływ na Pana decyzję?
- Polonia jeszcze tych punktów nie straciła, ale na pewno była to pewna składna tej decyzji. Wiem, że klub walczy, żeby te punkty zachować, ale na pewno to kolejny krzyk, by klubowi pomóc, bo dzieje się źle.
Widzi Pan szanse na utrzymanie Polonii w II lidze, czy to całe zamieszanie może owocować kolejną degradacją?
- Druga runda jest zawsze trudniejsza. Rywale, którzy z problemami organizacyjno-finansowymi się nie zmagają na pewno będą mieli łatwiej. Będzie ciężko o awans, ale nie powinno być problemów z utrzymaniem.
Za Arturem Skowronkiem odejdą kolejni pracownicy i zawodnicy Polonii?
- Jestem pewien, że nie jestem jedyną osobą, która tej zimy klub opuści.
Drużyna grająca jesienią przy Olimpijskiej się rozpadnie?
- Tego nie wiem, ale na pewno bez strat się nie obędzie. Moje odejście pozwala działaczom przez półtora miesiąca popracować nad tą organizacją, wypracować formę na najwyższym poziomie i włączyć się do walki o wysokie cele. Zostawiam klub w tym samym miejscu, w którym go przejąłem. Punktowo nie było szału, ale też nie było tragedii. Myślę, że jako trener nie skrzywdziłem Polonii, a teraz daję klubowi dużo czasu, żeby do początku przygotowań zacząć budować coś lepszego.
Jacka Trzeciaka w Polonii Bytom łatwo zastąpić nie było...
- Na pewno nie. To ciążyło nade mną cały czas. Nawet w ostatnim meczu, gdzie graliśmy z liderem tabeli na jego terenie i dostaliśmy w łeb 0-1 po bramce straconej z rzutu karnego kibice znów dali wyraz swojego niezadowolenia. Cieszę się, że poznałem trenera Trzeciaka. Mieliśmy okazję spotkać się i porozmawiać. Nasze relacje są dobre, bo ani on, ani ja nie mieliśmy wielkiego wpływu na zapadające w klubie decyzje.
Będzie wielki comeback i Skowronka w Polonii zastąpi Trzeciak?
- Nie mam pojęcia. Zostawiłem Polonii prawie dwa miesiące do pierwszego treningu w nowym roku. Zarząd ma czasu dużo i to działacze podejmą decyzję.
Jest Pan między młotem a kowadłem. W Bytomiu kibice Pana nie pokochali, a w Radzionkowie sympatii Pan nie zyskał.
- Jasne, że kibiców mogło to zaboleć i mam tego świadomość. Myślę, że ludzie, którzy patrzą na to wszystko obiektywnie wiedzą, że taki jest po prostu mój zawód i trzeba pracować gdzie cię chcą. Ci, którzy rozpatrują całą sprawę tylko pod kątem tego, że jestem wychowankiem Ruchu Radzionków na pewno nie potrafią tej decyzji pojąć. Ja tego nie toleruję, ale muszę z tym żyć. Byłem świadomy, że tak to będzie wyglądało, ale niczego nie żałuję.
Co teraz będzie robił Artur Skowronek? Musi Pan odpocząć czy też wyjedzie na jakiś staż?
- Mam nadzieję, że szybko znajdę pracę. Jestem zmotywowany, by podjąć się nowych wyzwań. Jutro wyjeżdżam na konferencję trzydniową i będę się doszkalał.
Rozmawiał Marcin Ziach
Polecane
II liga