Skaba wcale nie słaby. Czy bramkarz Ruchu zasłużył na krytykę? [ANALIZA]

20.07.2016
Obsada bramki chorzowskiego Ruchu przed rozpoczęciem ekstraklasowych rozgrywek nie była sprawą oczywistą. "Niebiescy" po odejściu z Cichej Matusa Putnockiego szukali kogoś, kto mógłby solidnego Słowaka między słupkami zastąpić. Ostatecznie szansę otrzymał Wojciech Skaba, który wcześniej pełnił rolę zmiennika.
Norbert Barczyk/PressFocus
"Fatalny klops Skaby", "Nieporadna interwencja" - te i inne, mocne oceny padły pod adresem golkipera Ruchu, który w 88. minucie meczu wpuścił piłkę do siatki po uderzeniu Bartosza Śpiączki z najbliższej odległości (bramkę można obejrzeć TUTAJ). Już na pierwszy rzut oka wydawało się, że Skabie nie pomogli jego defensorzy. Łukasz Hanzel pozwolił na podanie Grzegorzowi Boninowi, Mateusz Cichocki dał się wyprzedzić napastnikowi Górnika, a piłkę przepuścił Michał Koj, który zamiast wybijać futbolówkę, próbował blokować rezerwowego Łęcznej. - To dość przykre, że cały dobry, a przynajmniej poprawny występ zawodnika sprowadza się do określeń w rodzaju "klops Skaby" - zgadza się z nami Daniel Pawłowski, autor projektu Trening Decyzji Bramkarza. - Pomijając całą sytuację warto zwrócić uwagę na to, jak w prosty sposób sprowadzić występ zawodnika do tak prymitywnych haseł. Sytuacja bramkowa to błąd systemowy, widać to nawet po zawodnikach Ruchu którzy po stracie gola reagują emocjonalnie. Być może pojawił się jakiś błąd komunikacji bo widać, jak zawodnik z nr 14 (Michał Koj - przyp.red.) zamiast ataku na piłkę blokuje przeciwnika. Zabrakło prostego przekazu w rodzaju "wybij", "idzie na plecy" - tłumaczy autor wielu publikacji na temat bramkarskiego rzemiosła.

Puszczona bramka mocno wpłynęła na oceny całego spotkania w wykonaniu byłego bramkarza Legii Warszawa, Polonii Bytom i Odry Wodzisław. A te wydają się już mocno niesprawiedliwe. Ze statystyk InStat wynika, że Skaba wyróżnił się na tle ligowej konkurencji pod co najmniej kilkoma względami.



Wraz z Michałem Miśkiewiczem z Wisły Kraków zanotował najwięcej obronionych strzałów - 7. Kolejni w tym kontekście bramkarze mieli w I kolejce zdecydowanie mniej roboty, broniąc po maksymalnie 4 uderzenia. A przecież choćby wygrany pojedynek z szarżującym Piotrem Grzelczakiem, czy 2 obronione uderzenia Grzegorza Piesio wcale do najprostszych nie należały. Bramkarz "niebieskich" był też najskuteczniejszy w interwencjach z dala od własnej bramki, wszystkie 6 prób kończąc sukcesem. 

Którą ze statystyk 32-latek mógłby jeszcze poprawić? Pewnie skuteczność podań. 80 procent to dolna granica widełek, w jakich mieścili się golkiperzy na inaugurację Lotto Ekstraklasy. Średnia dla wszystkich 16 bramkarzy wynosiła 85 procent. Ale i tu jest haczyk, bo samych podań bramkarz Ruchu znowu miał niemal najwięcej ze wszystkich - aż 41. Z czego zdecydowana większość została sklasyfikowana do tzw. podań kreatywnych - zdobywających teren, pomagających kolegom w zawiązaniu akcji.

Kiepskie noty za inauguracyjny występ przy Cichej? Według nas mocno na wyrost. Sami już po meczu Ruchu z Górnikiem pisaliśmy, że naszym zdaniem Skaba to jedna z najjaśniejszych jego postaci. Tymczasem duża część opinii ustawiała go raczej na drugim biegunie takich klasyfikacji. Jak występ swojego bramkarza ocenili szkoleniowcy "niebieskich"? Trudno przypuszczać, by na mecz z Jagiellonią Białystok między słupkami chorzowskiej bramki stanął ktoś z dwójki Kamil Lech - Jakub Miszczuk. Zwłaszcza, że wydaje się iż "jedynce" Ruchu po długim rozbracie z regularnym graniem na najwyższym poziomie potrzeba teraz przede wszystkim okazji do nabrania pewności i spokoju.
autor: Łukasz Michalski

Przeczytaj również