Sebastian Olszar: Górnik? Chcę ten nieudany okres skreślić z pamięci

26.08.2010
Debiutował w barwach Górnika w ekstraklasie. Strzelił sześć goli. Odniósł też kontuzję. - Straciłem lekkość, drybling, wszystko to, czego nauczyłem się w Niemczech - podkreśla Sebastian Olszar.
Dziś jest napastnikiem Ruchu, lecz w dorosłą piłkę wchodził w Zabrzu. Górnikowi został podsunięty przez Antoniego Piechniczka, który utalentowanego nastolatka wypatrzył w Ceramedzie Bielsko-Biała. Olszar szybko wkomponował się do składu zespołu z Roosevelta. Sęk w tym, że już w pierwszym sparingu odniósł kontuzję, która ciągnęła się za nim przez pięć lat! Byłem źle leczony. Popełniono duży błąd. Co prawda z Górnikiem zadebiutowałem w ekstraklasie, wszedłem w dorosłą piłkę, uczyłem się od takich zawodników jak Piotr Gierczak czy Adam Kompała, grałem w młodzieżówce, ale tak naprawdę nigdy już potem nie czułem się sobą - uważa dziś 29-latek.

Mimo urazu, był uważany za nadzieję Górnika. Dlatego wszystkich zaskoczyła chęć wyjazdu Olszara do Austrii. Pisano wówczas, że za wszystkim stoi ojciec zawodnika. - Razem z tatą jesteśmy ambitni. Wydawało się nam, że mogę osiągnąć znacznie więcej. Miałem duże oczekiwania wobec siebie. Niestety, kontuzja wszystko zepsuła. Wierzyłem, że za granicą pokażę więcej, ale byłem podstawowym zawodnikiem i trenerzy nie wyrażali zgody na operację. Przekładano jej termin na kolejne pauzy w rozgrywkach. Na nowo zacząłem grać tak naprawdę w wieku 26 lat. Staram się teraz ratować sytuację. Wiem, że nie osiągnę już tego, co chciałem, ale nadal wierzę, że stać mnie na więcej. Chcę jeszcze pograć w ekstraklasie, trochę się podciągnąć, rozwinąć - wyjaśnia w rozmowie z naszym portalem.

Napastnik pozyskany przez Ruch z Piasta Gliwice w niedzielę wyjdzie zatem na murawę stadionu, na której po raz pierwszy zagrał o punkty w czerwcu 2001 roku. Tym razem na wsparcie ze strony trybun liczyć jednak nie będzie mógł. - Niektórym to może przeszkadzać, innych mobilizuje, bo myślą sobie: a ja wam pokażę! Ja zaś podchodzę do tego bez emocji. Cieszę się, że tylu ludzi przyjdzie, aby nas oglądać w akcji - kwituje Sebastian.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również