Scherfchen jeszcze pokaże!

20.07.2008
Maciej Scherfchen związał się z „Niebieskimi” rocznym kontraktem. - Myślę, że ani ja, ani pani prezes nie będziemy żałowali - uśmiechnął się po spotkaniu z Katarzyną Sobstyl.
Nie byłem tutaj chyba z dziesięć lat. Hmm... - zamyślił się wczoraj Maciej Scherfchen po wejściu na murawę stadionu przy ulicy Cichej. Scherfchen w ubiegłym sezonie miał sporo czasu, aby wspominać. Przez kilka miesięcy leczył kontuzję, którą doznał w przedziwnych okolicznościach. - Pamiętam doskonale ten dzień. Był to 11 września, ten sam kiedy w USA wydarzyła się wcześniej tragedia. Upadłem obok domu w momencie, kiedy niosłem drewno do kominka . Strzeliło mi coś w barku, pech trwał aż do lutego. Wierzę, że mam to za sobą. Chorzowskie powietrze doda mi zdrowia i dzięki temu będę mógł się skupić jedynie na graniu - „Szeryf” zmrużył oko z uśmiechem.

 - Marcin Zając i Maciej Scherfchen niechciani w Poznaniu, dziś mają stanowić o sile w Ruchu. Co to może oznaczać?

- Ludzie w Poznaniu odpuścili lekką ręką dwóch ludzi. Zupełnie nie rozumiem decyzji, dlaczego pozbyto się Marcina Zająca. Miał on przecież za sobą bardzo dobry sezon, strzelał bramki, dorzucał asysty. Sądzę, że to sprawa i zarazem strata działaczy Lecha, bo odszedł z tego klubu bardzo dobry prawy pomocnik, z którego w Chorzowie wszyscy będą zadowoleni. Ze mną sytuacja była nieco inna. Omijało mnie zdrowie. Limit pecha jednak wyczerpałem, a gdy jestem zdrowy, zostawiam całe serce na boisku i walczę do końca. Myślę, że przekona się o tym drużyna Lecha przyjeżdżając na Cichą. Liczę, że razem z Marcinem przesądzimy o wyniku tego meczu. Jeśli będę grał, to ludzie w Poznaniu szybko stwierdzą, że popełnili błąd.

- Czyli chce pan wygrać z Lechem. Inne oczekiwania związane z przeprowadzką?

- Nie mamy z Marcinem Zającem po osiemnaście lat. Jeśli się nam zaufa i na nas postawi, to odwdzięczymy się dobrą grą. Potrafimy w trudnych momentach pociągnąć drużynę do ataku. Do Chorzowa nie przyjechałem, aby porozmawiać tylko z panią prezes.

- Został pan wypożyczony na rok z Lecha. Nie lepiej było zrobić tak jak Marcin Zając, czyli podpisać od razu kilkuletnią umowę i zapewnić sobie stabilizację?
- Mój kontrakt z Lechem i tak wygasa za rok. Stwierdziłem, że roczne wypożyczenie, z opcją przedłużenia kontraktu o dwa lata, jest rozwiązaniem dobrym. Oba kluby je zaakceptowały, więc nie pozostało nic innego, tylko złożyć podpis.
źródło: SPORT

Przeczytaj również