Sadlok podziękował zawodnikowi, z którym grał na podwórku

11.10.2010
Sobotni mecz towarzyski Pasjonata i Ruchu Chorzów był towarzyskim, charytatywnym, a zarazem benefisowym Arkadiusza Bieszczada. To zawodnik-ikona małego klubu z Dankowic.
Może coś o tym powiedzieć Maciej Sadlok. Obrońca Ruchu pochodzi wszak z tej beskidzkiej miejscowości. - Z Arkiem Bieszczadem toczyliśmy piłkarskie boje od moich najmłodszych lat. Zwłaszcza na podwórku przed domem. Przy nim piłkarsko dorastałem i cieszę się, że mogłem wziąć udział w jego pożegnaniu. Cieszę się także z tego, że razem z kolegami wsparliśmy akcję charytatywną, a moja reprezentacyjna koszulka została sprzedana na licytacji za 660 złotych - mówił Sadlok.

Co ciekawe, jego występ w Dankowicach był zapisany w umowie między Ruchem i Pasjonatem. - Mogę powiedzieć, że się wywiązałem ze swoich zobowiązań. Od stycznia będę piłkarzem Polonii Warszawa i raczej ze swoim nowym klubem już do Dankowic nie zawitam. A co będzie z moją grą w reprezentacji? Przed wysyłaniem przez trenera Franciszka Smudę powołań na wyjazd do USA rozmawiałem z selekcjonerem telefonicznie o moich problemach z lataniem. Długo wyjaśniałem sytuację, ale mówiąc szczerze - obawiam się, że to, iż nie poleciałem do Ameryki, może odbić się na mojej reprezentacyjnej przyszłości - westchnął 21-latek.
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również