Sadlok: Do naszego domu dotrzeć można było tylko łodzią

24.05.2010
Obrońca Ruchu Chorzów wraz z rodzicami został ewakuowany z domu w Dankowicach. - Obudzili nas w nocy strażacy. Nie było czasu na marudzenie. Trzeba było natychmiast uciekać - relacjonuje.
Rodzinna miejscowość Macieja Sadloka leży w urokliwym miejscu w Beskidach. Urok prysł za sprawą Wisły, która tym razem zalała okoliczne miejscowości. - Woda podchodziła już pod dom - wspomina ewakuację 21-latek. - I znów szczęście w nieszczęściu zalana została "tylko" piwnica i parter, na piętro woda już się nie wdarła. Nie wiemy jednak, jakie spustoszenia uczyniła, bo do Dankowic nie udało się dojechać ani przez Czechowice Dziedzice, ani od Bielska-Białej czy Oświęcimia - tłumaczy Maciej.

Sadlok nie zdążył zatem wypocząć przed zgrupowanie kadry, na które wyrusza już jutro. - Niewiele miałem z tych wakacji, a tu jeszcze spotkały mnie takie "atrakcje". No cóż, takie jest życie - kwituje.

Dodajmy, że gracz Ruchu będzie miał szansę zagrać w najbliższych spotkaniach towarzyskich reprezentacji z Finlandią, Serbią i Hiszpanią.
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również