Ruch zarobił już na pucharach ponad pół miliona złotych

24.07.2010
Działacze "Niebieskich" powoli zaczynają liczyć zyski z przygody w europejskich pucharach. Z obliczeń wynika, że Ruch zarobił już ponad pół miliona złotych. A przecież jeszcze nie odpadł.
W kolejnej rundzie eliminacji do Ligi Europy Ruch Chorzów zagra z Austrią Wiedeń. Istniała obawa, że kibice "Niebieskich" na mecz musieliby wybrać się do Sosnowca. Wczoraj jednak UEFA zmieniła zdanie i zezwoliła na grę na Cichej. - A jak przekonywałem, że Ruch zawsze walczy do końca, to nie chciano mi wierzyć. Przyznaję, że wykonaliśmy gigantyczną pracę. Faks i komputery były gorące, ale cel osiągnęliśmy - cieszy się szef rady nadzorczej Ruchu, Dariusz Smagorowicz. Pierwsze spotkanie odbędzie się w 29 lipca o godzinie 18:30. Wiedeński rewanż tydzień później, o 20:30.

- Grą w pucharach doskonale promujemy w Europie nie tylko nasz klub, Chorzów, ale także nasz region i śląską piłkę. Promują się świetnie nasi zawodnicy. Przecież pierwsze co robimy przeglądając CV zagranicznych zawodników, to szukamy, czy mają i ile na koncie występów w reprezentacji  ieuropejskich pucharach. Rośnie też wartość naszych piłkarzy, a do klubu sypią się oferty zagranicznych menadżerów oferujących nam swoich podopiecznych. Pojawiają się też zapytania potencjalnych sponsorów - wylicza członek rady nadzorczej, Janusz Paterman.

- Przeczytałem, że Ruch startując w europejskich pucharach, do których zakwalifikował się "oczywiście" przez przypadek, założył sobie pętlę na szyję. Popadł w ruinę finansową, dopadnie go pasmo nieszczęść i w ogóle katastrofa. W życiu nie słyszałem większych bzdur. To wszyscy zarabiają na europejskich pucharach, tylko nie my? - zastanawia się Smagorowicz.

A ile konkretnie zarobił chorzowski klub? - Operacja Karaganda kosztowała nas ponad 90 tysięcy euro. Tyle samo dostaniemy od UEFA, a dodatkowe sumy wpadły na nasze konto jako premie od sponsora i z tytułu "zysk w dniu meczu". Po odliczeniu wszystkich kosztów i premii dla piłkarzy, za przejście Szachtiora Karaganda zostało nam na czysto jakieś100 tysięcy złotych - informuje Smagorowicz. A jak prezentują się dane z dwumeczu z Valettą FC? Jeszcze lepiej! - Czarter do stolicy Malty kosztował 40 tysięcy euro, a za awans UEFA zapłaci już 130 tysięcy euro. Po dodaniu premii od sponsora, wpływów z biletów, a odliczając koszty wychodzi, że jakby nie liczyć, na drugiej rundzie zarobiliśmy jakieś pół miliona złotych - mówią na Cichej.

To nie koniec zysków. Ruch przecież gra dalej. Wiedeń jest o wiele bliżej, spodziewany jest komplet widzów na meczu w Chorzowie i w dodatku austriacka telewizja gotowa jest słono zapłacić za transmisję telewizyjną. - Czyli nie tylko nie stracimy miliona złotych, lecz zyskamy, nawet w przypadku odpadnięcia, w co absolutnie nie wierzę, ponad 600 tysięcy złotych - twierdzi szef rady nadzorczej. Pieniądze przydadzą się na spłatę kredytów. 11 czerwca Ruch wziął kredyt w wysokości 1 miliona 491 złotych, 16 czerwca - 525 tysięcy złotych, a 29 czerwca - 400 tysięcy złotych.
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również