Ruch - Zagłębie 0-2. "Miedzowi" zdobyli Cichą
30.08.2013
Wydarzenie
W 72 minucie spotkania Dorde Cotra ograł po lewej stronie Martina Konczkowskiego i wyłożył piłkę Arkadiuszowi Piechowi. Były napastnik Ruchu Chorzów nie zwykł marnować takich sytuacji i spokojnie pokonał bezradnego Krzysztofa Kamińskiego.
Bohaterowie
Dorde Cotra. Serb był aktywny i to właśnie lewą stroną boiska "Miedzowi" stwarzali największe zagrożenie. Swój dobry występ udokumentował asystą przy drugiej bramce dla gości.
Rozczarowanie
Martin Konczkowski. Prawy obrońca "Niebieskich" ponosi winę za oba trafienia dla Zagłębia. W pierwszej sytuacji pozwolił spokojnie zacentrować Aleksandrowi Kwiekowi, w drugiej został zbyt łatwo ograny przez Cotrę.
Co ciekawego
- W pierwszych fragmentach meczu przewagę optyczną miał Ruch. Pierwszą sytuację gospodarze stworzyli po kwadransie gry. Pavel Sultes przedryblował kilku obrońców Zagłębia, lecz jego uderzenie wyłapał Michał Gliwa.
- Chwilę później "Niebiescy" znów mieli świetną okazję. Znów za sprawą Pavela Sultesa, który przyjął piłkę w polu karnym i miał sporo czasu, by oddać dobry strzał. Czech zwlekał jednak zbyt długo i piłkę z pod nóg wygarnął mu bramkarz gości.
- Kiedy wydawało się, że to chorzowianie są bliżej wyjścia na prowadzenie...przypomniała o sobie ekipa Zagłębia. Świetnie z lewej strony dośrodkowywał Aleksander Kwiek, a Michal Papadopulos wyskoczył najwyżej w polu karnym i strzałem głową wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.
- "Miedzowi" starali się pójść za ciosem. Chwilę po strzeleniu bramki groźnie uderzał Dorde Cotra, lecz na wysokości zadania stanął Krzysztof Kamiński.
- Gospodarze przebudzili się dopiero w ostatnich 5 minutach pierwszej połowy. Od razu przyniosło to dwie dogodne sytuacje, jednak najpierw strzał Marka Szyndrowskiego nieznacznie minął bramkę gości, a chwilę później Michała Gliwę uratowała poprzeczka po główce Macieja Jankowskiego.
- Chorzowianie próbowali w drugiej połowie odwrócić losy meczu, lecz w większości przypadków brakowało pomysłu, lub przysłowiowego "ostatniego podania".
- Lubinianie mogli w końcówce podwyższyć prowadzenie, lecz strzał jednego z zawodników gości wylądował na górnej siatce bramki Krzysztofa Kamińskiego.
- Zgodnie z oczekiwaniami owacyjnie przy Cichej przywitany został były ulubieniec chorzowskich kibiców - Arkadiusz Piech, który strzelił bramkę, lecz z szacunku do byłego klubu nie celebrował trafienia.
W 72 minucie spotkania Dorde Cotra ograł po lewej stronie Martina Konczkowskiego i wyłożył piłkę Arkadiuszowi Piechowi. Były napastnik Ruchu Chorzów nie zwykł marnować takich sytuacji i spokojnie pokonał bezradnego Krzysztofa Kamińskiego.
Bohaterowie
Dorde Cotra. Serb był aktywny i to właśnie lewą stroną boiska "Miedzowi" stwarzali największe zagrożenie. Swój dobry występ udokumentował asystą przy drugiej bramce dla gości.
Rozczarowanie
Martin Konczkowski. Prawy obrońca "Niebieskich" ponosi winę za oba trafienia dla Zagłębia. W pierwszej sytuacji pozwolił spokojnie zacentrować Aleksandrowi Kwiekowi, w drugiej został zbyt łatwo ograny przez Cotrę.
Co ciekawego
- W pierwszych fragmentach meczu przewagę optyczną miał Ruch. Pierwszą sytuację gospodarze stworzyli po kwadransie gry. Pavel Sultes przedryblował kilku obrońców Zagłębia, lecz jego uderzenie wyłapał Michał Gliwa.
- Chwilę później "Niebiescy" znów mieli świetną okazję. Znów za sprawą Pavela Sultesa, który przyjął piłkę w polu karnym i miał sporo czasu, by oddać dobry strzał. Czech zwlekał jednak zbyt długo i piłkę z pod nóg wygarnął mu bramkarz gości.
- Kiedy wydawało się, że to chorzowianie są bliżej wyjścia na prowadzenie...przypomniała o sobie ekipa Zagłębia. Świetnie z lewej strony dośrodkowywał Aleksander Kwiek, a Michal Papadopulos wyskoczył najwyżej w polu karnym i strzałem głową wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.
- "Miedzowi" starali się pójść za ciosem. Chwilę po strzeleniu bramki groźnie uderzał Dorde Cotra, lecz na wysokości zadania stanął Krzysztof Kamiński.
- Gospodarze przebudzili się dopiero w ostatnich 5 minutach pierwszej połowy. Od razu przyniosło to dwie dogodne sytuacje, jednak najpierw strzał Marka Szyndrowskiego nieznacznie minął bramkę gości, a chwilę później Michała Gliwę uratowała poprzeczka po główce Macieja Jankowskiego.
- Chorzowianie próbowali w drugiej połowie odwrócić losy meczu, lecz w większości przypadków brakowało pomysłu, lub przysłowiowego "ostatniego podania".
- Lubinianie mogli w końcówce podwyższyć prowadzenie, lecz strzał jednego z zawodników gości wylądował na górnej siatce bramki Krzysztofa Kamińskiego.
- Zgodnie z oczekiwaniami owacyjnie przy Cichej przywitany został były ulubieniec chorzowskich kibiców - Arkadiusz Piech, który strzelił bramkę, lecz z szacunku do byłego klubu nie celebrował trafienia.
Polecane
Ekstraklasa