Ruch - Zagłębie 0-2. Dramat Niedzielana. Z boiska do szpitala!

06.03.2010
Ruch przegrał i co gorsza stracił swojego najlepszego zawodnika. - Jest podejrzenie pęknięcia kości policzkowej i wstrząśnienia mózgu - oznajmił trener chorzowian, Waldemar Fornalik.
Nieszczęście Ruchu rozpoczęło się w momencie, kiedy chorzowianie byli o krok od strzelenia bramki. Im bliżej było przerwy, tym mocniej atakowali bramkę gości z Lubina. Strzałami z dystansu próbował szczęścia Grzegorz Baran i trzeba przyznać, że jego próby były niezłej jakości. Idealną sytuację zmarnował Artur Sobiech, który zamiast strzelać, próbował jeszcze dogrywać do Andrzeja Niedzielana. Podanie było zbyt mocne i okazja została zaprzepaszczona. Co gorsza, w okolicach własnego pola karnego poważnie ucierpiał "Wtorek".

- Zderzyliśmy się głowami - przekonywał Łukasz Hanzel z Zagłębia, ale na powtórkach było widać, że pomocnik z Lubina uderzył Niedzielana łokciem. - Hanzel nie zachował ostrożności - kręcił głową Wojciech Grzyb. Napastnik "Niebieskich" długo był opatrywany przez lekarza i masażystę. Wreszcie chwiejnym krokiem zszedł z boiska i od razu został karetką przewieziony do szpitala. - Jest podejrzenie pęknięcia kości policzkowej i wstrząśnienia mózgu - poinformował trener Waldemar Fornalik.

Od tego momentu Ruch nie miał już klarownych sytuacji. - Pod koniec pierwszej połowy nasza gra zaczęła funkcjonować. Być może to wydarzenie wpłynęło na nasz zespół - przyznał szkoleniowiec zespołu z Chorzowa, który w drugiej odsłonie musiał przełknąć kolejne dwie gorzkie pigułki, które zaaplikował Iljan Micanski. - Nic nas nie usprawiedliwia. Nawet trudne warunki. Po prostu popełniliśmy dwa poważne błędy - bił się w pierś Rafał Grodzicki. Bułgarski napastnik za drugim razem wjechał wręcz do bramki.

- Mam wrażenie, że mnie w Lubinie nie doceniają. A gdybym zagrał cały mecz, to być może strzeliłbym nawet cztery gole - uśmiechnął się rozradowany Micanski. Najwyraźniej służyły mu zimowe warunki. Nad Cichą szalała bowiem śnieżyca. - Do tego stopnia, że nie widziałem kolegów w pewnym momencie - przyznał Wojciech Grzyb. Odrobienie strat w tych okolicznościach było wręcz niemożliwe. - Wiedzieliśmy, że kto strzeli pierwszy gola, ten wygra - dodał Hanzel.

Konferencja prasowa

Marek Bajor (trener Zagłębia): Mecz był wyrównany. Nam dopisało szczęście. Strzeliliśmy gola jeszcze wtedy, kiedy były dobre warunki. Potem, kiedy napadało śniegu, łatwiej się było bronić. W dodatku udało się strzelić drugiego gola. Udało się odrobić punkty, które straciliśmy z Piastem.

Waldemar Fornalik (trener Ruchu): Smuci mnie taka porażka. Co prawda nie było wiele sytuacji, ale skoro się ich nie wykorzystuje, to nie wolno tracić goli. Uczulałem zawodników, że jeden błąd może zaważyć. Byliśmy tymczasem niefrasobliwi i popełniliśmy zdecydowanie zbyt wiele prostych, indywidualnych błędów.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również