Ruch zaczyna walkę na kilku frontach, ale... przeszkadzają powołania

06.08.2012
W czwartek mecz Ligi Europy z Viktorią Pilzno, w niedzielę starcie Pucharu Polski z Pelikanem Łowicz, a w następną sobotę hitowe spotkanie ekstraklasy z Lechem Poznań. "Niebiescy" będą mieli co robić...
Chorzowianie zaczęli wczoraj przygotowania do rewanżowej potyczki z Viktorią. Już na spokojnie, trener Tomasz Fornalik miał kilka refleksji na temat pierwszego meczu z wicemistrzem Czech. - Niektóre elementy naszej gry powinny wyglądać lepiej, nawet jeśli przeciwnik był trudny, ograny w pucharowych bojach, z Ligą Mistrzów włącznie, to pewne błędy nie powinny się nam przytrafiać na tym poziomie. Dostaliśmy lekcję dojrzałej, wytrawnej piłki, na poziomie wręcz fazy grupowej Ligi Europy. Viktoria pokazała nam, gdzie mamy mankamenty, nad czym musimy mocniej popracować. To wszystko jeszcze bardziej mobilizuje, by sprawić niespodziankę i zrewanżować się Czechom na wyjeździe - mówi szkoleniowiec "Niebieskich".

Teraz on i jego zawodnicy będą mieli naprawdę sporo pracy. - Rozpoczyna się dla nas ciężki okres. Mocne granie rozpoczynamy w czwartek w Pilznie. Potem w niedzielę w Łowiczu inaugurujemy zmagania Pucharu Polski, a potem w sobotę czeka nas pierwszy mecz w ekstraklasie. I już na początek zagramy z rywalem z najwyższej półki, z Lechem w Poznaniu - wylicza trener Ruchu.

Zadania w tym trudnym czasie nie ułatwia mu na pewno fakt, że aż ośmiu zawodników Ruchu dostało ostatnio powołania do reprezentacji. Arkadiusza Piech zaprosił na zgrupowanie selekcjoner kadry A. W kadrze do lat 23. mają się pokazać Maciej Jankowski, Krzysztof Kamiński i Filip Starzyński. Michał Kołodziejski i Hubert Kotus będą mieli okazję zagrać w reprezentacji do lat 21., zaś Kamil Włodyka w drużynie narodowej do lat 19. - Z jednej strony to splendor dla tych chłopaków i prestiż dla klubu, a z drugiej rzeczywiście pewna komplikacja dla nas szkoleniowców. Ja jednak osobiście bardzo się cieszę, że dobra praca wszystkich trenerów w klubie owocuje powołaniami do reprezentacji - kończy Fornalik.
źródło: Sport

Przeczytaj również