Ruch wstrząśnięty zarzutami policji. Nie zgadza się z nimi!
17.11.2010
- Przed sezonem komenda miejska w Chorzowie pozytywnie zaopiniowała nasz obiekt. Teraz nagle diametralnie zmieniła zdanie - dziwi się Krzysztof Hermanowicz, kierownik ds. bezpieczeństwa "Niebieskich”. A wszystko przez zamieszki do jakich doszło przed i w trakcie spotkania z Lechem Poznań. Zdaniem działaczy Ruchu, policja nie poinformowała nikogo o tym, że kibice "Kolejorza" dotarli do Chorzowa wcześniej niż wcześniej sygnalizowali.
Dziennik "Sport" dotarł do informacji potwierdzających nieudolne działania policji podjęte w dniu meczu z Lechem. Są świadkowie, którzy widzieli, jak policja przygląda się poznańskim kibicom, którzy po dotarciu na stadion rozwalają kłódkę i ogrodzenie, po czym bez przeszkód dostają się na sektor przeznaczony dla gości. Jeszcze większe pretensje można mieć do policji za opieszałość z interwencją, gdy pseudokibice Ruchu zaatakowali ochronę.
Wezwanie o interwencję na terenie imprezy masowej policja otrzymała o godzinie 18.07, a akcja z jej udziałem rozpoczęła się o godzinie 18.29. Czyli przez 22 minuty policjanci stojący może 20 metrów od miejsca zajścia biernie czekali, aż bandyci zaatakują ochroniarzy. Te zdarzenia prawdopodobnie zarejestrował stadionowy monitoring.
Czy w klubie spodziewają się najgorszego? - Raczej możemy spać spokojnie. W piśmie do wojewody złożyliśmy wszelkie wyjaśnienia. Do całkowitego zamknięcia obiektu nie powinno dojść. Musimy się jednak liczyć z tym, że nałożone zostaną ograniczenia, co do liczby kibiców mogących zasiąść na trybunach - kończy Hermanowicz.
Dziennik "Sport" dotarł do informacji potwierdzających nieudolne działania policji podjęte w dniu meczu z Lechem. Są świadkowie, którzy widzieli, jak policja przygląda się poznańskim kibicom, którzy po dotarciu na stadion rozwalają kłódkę i ogrodzenie, po czym bez przeszkód dostają się na sektor przeznaczony dla gości. Jeszcze większe pretensje można mieć do policji za opieszałość z interwencją, gdy pseudokibice Ruchu zaatakowali ochronę.
Wezwanie o interwencję na terenie imprezy masowej policja otrzymała o godzinie 18.07, a akcja z jej udziałem rozpoczęła się o godzinie 18.29. Czyli przez 22 minuty policjanci stojący może 20 metrów od miejsca zajścia biernie czekali, aż bandyci zaatakują ochroniarzy. Te zdarzenia prawdopodobnie zarejestrował stadionowy monitoring.
Czy w klubie spodziewają się najgorszego? - Raczej możemy spać spokojnie. W piśmie do wojewody złożyliśmy wszelkie wyjaśnienia. Do całkowitego zamknięcia obiektu nie powinno dojść. Musimy się jednak liczyć z tym, że nałożone zostaną ograniczenia, co do liczby kibiców mogących zasiąść na trybunach - kończy Hermanowicz.
Polecane
Ekstraklasa