Ruch - Widzew 1-1. Przyjaźń na trybunach, remis na boisku

25.09.2010
- Może dziś udowodniłem, że zbyt pochopnie się mnie pozbyto z Widzewa? - uśmiechnął się Arkadiusz Piech. Napastnik ten wszedł na boisko z ławki, ożywił grę i uratował Ruch przed porażką.
Na trybunach panowała sielanka. Kibice Ruchu i Widzewa przyjaźnią się ze sobą, więc zasiedli razem na tych samych sektorach i razem dopingowali zawodników. Długo zawodnikom obu drużyn udzielała się ta atmosfera. - A trener nas uczulał, abyśmy o tym w ogóle nie myśleli, tylko skupili się na tym, że trzeba zdobyć komplet punktów - przyznał Maciej Sadlok. Przez większość meczu wydawało się, że bliżsi zgarnięcia pełnej puli są goście, którzy atakowali groźniej i w końcu objęli prowadzenie. Ruch stracił bramkę bliźniaczo podobną do tej w Bełchatowie. Na prawej stronie zabrakło Krzysztofa Nykiela, zszedł na jego miejsce Rafał Grodzicki, co nie było dobrym pomysłem... Całą akcję wykończył Piotr Grzelczak.

- Pocieszające, że zdołaliśmy się podnieść i odrobić straty. Dotąd mieliśmy z tym problemy - wskazał Sadlok, który znów wystąpił na lewej obronie. Skład Ruchu został zresztą z konieczności mocno zmieniony. Po raz pierwszy do pierwszej minuty zagrał Paweł Lisowski, gdyż na kontuzje narzekają Marcin Malinowski i Gabor Straka. Ławka nie wyglądała imponująco, ale paradoksalnie to rezerwowy poderwał "Niebieskich" do walki o zdobycie choćby punktu.

Początkowo zmiana Macieja Jankowskiego na Arkadiusza Piecha wydawała się jednak niezrozumiała, bo 20-latek, który musiał zasiąść na ławce, był najlepszym graczem Ruchu. Waldemar Fornalik miał niemniej nosa, posyłając w bój Piecha. Ruchliwy napastnik rozruszał grę w ofensywie i w końcu zdobył gola. - Dostałem dobre podanie za linię obrony i przyłożyłem głowę - opisywał gracz, z którego swego czasu zrezygnowano w Widzewie. - Dobrze wspominam ten klub. Panowała fajna atmosferka. Może dziś udowodniłem, że zbyt pochopnie się mnie pozbyli z Widzewa? - rzucił.

Nazwisko Piecha mogło się jeszcze mocniej wryć w pamięć kibiców zespołu z Łodzi. - To my mieliśmy piłkę meczową. Arek stanął przed drugą szansą - przypomniał Wojciech Grzyb. Jego młodszy kolega walczył ostro z obrońcami Widzewa. Przewrócił się w końcu w polu karnym. - Zdaje się, że zostałem pchnięty - mówił Piech, lecz jednoznacznie się nie wypowiedział, czy powinna zostać podyktowana "jedenastka".

- Przegrywaliśmy, więc musimy się zadowolić podziałem punktów- ocenił Piotr Stawarczyk, inny eks-widzewiak. Podobnego zdania był Grzyb. - Jeśli nie można wygrać, to należy zremisować.

Bardziej niepocieszeni byli goście. - Straciliśmy taką głupią bramkę... - kręcił głową Paweł Grischok, pomocnik Widzewa, który swego czasy był testowany przy Cichej.
autor: Krzysztof Kubicki, Szymon Ziober

Przeczytaj również