Ruch w IV rundzie Ligi Europy!
07.08.2014
Wydarzenie
95 minuta gry. Od około dziesięciu Esbjerg prowadzi z Ruchem 2:1 po golu Martina Pusicia. Część piłkarzy gospodarzy jest już myślami w następnej rundzie. Najpierw mamy rzut rożny dla „Niebieskich”. Ci do końca, uparcie prą na bramkę rywali. Niesieni głośnym dopingiem licznej grupy swoich fanów, próbują odrobić stratę. I w końcu udaje się! Lider drugiej linii chorzowian – Łukasz Surma, jest tam gdzie być powinien i to właśnie on daje upragnione wyrównanie. Chwilę później estoński sędzia kończy mecz.
Bohater
Może być tylko jeden: Łukasz Surma! Choć wcześniej wydawać się mogło, że będzie nim Filip Starzyński. To „Figo” dał Ruchowi prowadzenie w 13 minucie, wykorzystując rzut karny. Potem jednak Esbjerg wyrównał, a 5 minut przed końcem strzelił drugiego gola. I wówczas, kiedy niemalże nikt już nie liczył na cud, ten nastąpił. Bo bramce zawodnika z największą ilością spotkań w historii Ekstraklasy „Niebiescy” są w czwartej rundzie Ligi Europy.
Rozczarowanie
Czy można mówić o rozczarowaniu po takim prezencie, jaki dziś sprawili swoim kibicom gracze Jana Kociana? Absolutnie nie! Tym bardziej kiedy awans uzyskuje się w równie niesamowitych okolicznościach. Tak naprawdę rozczarowani się tylko gospodarze meczu w Esbjerg. Przecież jeszcze 5 minut przed końcem konfrontacji to oni byli bliżej awansu. Jednak nieco za wcześnie uwierzyli w swoje szczęście.
Co ciekawego
- Chorzowianie objęli prowadzenie w 13 minucie po golu Starzyńskiego, który zamienił na bramkę rzut karny. Jedenastkę sędzia Kristo Tohver podyktował z zagranie ręką w polu karnym.
- W 29 minucie wyrównującego gola strzelił Casper Nielsen. Piłka po jego strzale, odbiła się jeszcze od Pusicia i kompletnie zmyliła świetnie dysponowanego dziś Krzysztofa Kamińskiego.
- Do przerwy było 1:1 i taki rezultat promował wówczas Ruch. Wiadomym już było, że w tym meczu nie zobaczymy na pewno dogrywki.
- W 68 minucie Pusić nie trafił do bramki z 3 metrów. To była ta naprawdę 200% sytuacja i już wówczas Duńczycy powinni byli objąć prowadzenie.
- Kiedy pięć minut przed końcem rywalizacji zrobiło się jednak 2:1 dla Esbjerg wydawało się, że mówiąc kolokwialnie, jest już „posprzątane”. Doliczony czas gry pokazał jak bardzo nieprzewidywalną, a przez to wspaniałą grą bywa futbol.
95 minuta gry. Od około dziesięciu Esbjerg prowadzi z Ruchem 2:1 po golu Martina Pusicia. Część piłkarzy gospodarzy jest już myślami w następnej rundzie. Najpierw mamy rzut rożny dla „Niebieskich”. Ci do końca, uparcie prą na bramkę rywali. Niesieni głośnym dopingiem licznej grupy swoich fanów, próbują odrobić stratę. I w końcu udaje się! Lider drugiej linii chorzowian – Łukasz Surma, jest tam gdzie być powinien i to właśnie on daje upragnione wyrównanie. Chwilę później estoński sędzia kończy mecz.
Bohater
Może być tylko jeden: Łukasz Surma! Choć wcześniej wydawać się mogło, że będzie nim Filip Starzyński. To „Figo” dał Ruchowi prowadzenie w 13 minucie, wykorzystując rzut karny. Potem jednak Esbjerg wyrównał, a 5 minut przed końcem strzelił drugiego gola. I wówczas, kiedy niemalże nikt już nie liczył na cud, ten nastąpił. Bo bramce zawodnika z największą ilością spotkań w historii Ekstraklasy „Niebiescy” są w czwartej rundzie Ligi Europy.
Rozczarowanie
Czy można mówić o rozczarowaniu po takim prezencie, jaki dziś sprawili swoim kibicom gracze Jana Kociana? Absolutnie nie! Tym bardziej kiedy awans uzyskuje się w równie niesamowitych okolicznościach. Tak naprawdę rozczarowani się tylko gospodarze meczu w Esbjerg. Przecież jeszcze 5 minut przed końcem konfrontacji to oni byli bliżej awansu. Jednak nieco za wcześnie uwierzyli w swoje szczęście.
Co ciekawego
- Chorzowianie objęli prowadzenie w 13 minucie po golu Starzyńskiego, który zamienił na bramkę rzut karny. Jedenastkę sędzia Kristo Tohver podyktował z zagranie ręką w polu karnym.
- W 29 minucie wyrównującego gola strzelił Casper Nielsen. Piłka po jego strzale, odbiła się jeszcze od Pusicia i kompletnie zmyliła świetnie dysponowanego dziś Krzysztofa Kamińskiego.
- Do przerwy było 1:1 i taki rezultat promował wówczas Ruch. Wiadomym już było, że w tym meczu nie zobaczymy na pewno dogrywki.
- W 68 minucie Pusić nie trafił do bramki z 3 metrów. To była ta naprawdę 200% sytuacja i już wówczas Duńczycy powinni byli objąć prowadzenie.
- Kiedy pięć minut przed końcem rywalizacji zrobiło się jednak 2:1 dla Esbjerg wydawało się, że mówiąc kolokwialnie, jest już „posprzątane”. Doliczony czas gry pokazał jak bardzo nieprzewidywalną, a przez to wspaniałą grą bywa futbol.
Polecane
Ekstraklasa