Ruch - Śląsk 1-0. Trzy punkty rzutem na taśmę
21.11.2014
Wydarzenie
Trener Pawłowski uwielbia eksperymentować. W tym roku celuje szczególnie w rotacje na pozycji „dziewiątki”. Nie może grać Marco Paixao, był Machaj. Miał być Angielski, zagrał nowicjusz Kaczmarek. Ale tylko 45 minut. Drugą połowę rozpoczął w roli napastnika wrocławian nominalny pomocnik – Ostrowski – próbowany niegdyś w defensywie. Tak czy inaczej, czego by nie zrobił w tym zakresie szkoleniowiec Śląska, nie wpływa to pozytywnie na grę jego zespołu. Szczególnie w ataku.
Bohater
Rzadko bohaterem meczu zostaje obrońca. No chyba, że strzeli bramkę decydującą o losach meczu. Dzisiaj takiej sytuacji nie mieliśmy. Mieliśmy za to świetny występ, wracającego do wyjściowej jedenastki Ruchu, Marcina Malinowskiego. Kapitan „Niebieskich” koncertowo kierował postawą swoich kolegów z linii obrony, a sam interweniował niemal bezbłędnie. To w dużej mierze dzięki postawie „Maliny” chorzowianie zachowali czyste konto z tyłu.
Rozczarowanie
Często za to w bieżącym sezonie jest tak, że rozczarowuje cały zespół Ruchu. Czasem jest też tak, że rozczarowuje przynajmniej w części danego spotkania. Dziś było podobnie. Pierwsze 45 minut rywalizacji to, poza walką z obu stron, jedynie dwie sytuacje do zdobycia gola i generalnie bardzo mało ciekawej gry. Powyższe dotyczy w tym przypadku zarówno „Niebieskich”, jak i Śląska.
Co ciekawego
- Niespodziankę mieliśmy w wyjściowej jedenastce Śląska. Od pierwszej minuty zagrał debiutujący w Ekstraklasie Konrad Kaczmarek. Był w składzie także Krzysztof Danielewicz, któremu anulowano żółtą kartkę, jaką otrzymał w poprzednim meczu wrocławian.
- W 20 minucie zaatakował Ruch. Najpierw strzał Kowalskiego, w sytuacji sam na sam, wybronił Pawełek. To samo chwilę później zrobił bramkarz Śląska z uderzeniem Łukasza Surmy.
- Minutę przed przerwą mógł za to strzelić Śląsk. Piłka po główce Paixao wylądowała jednak w rękawicach Kamińskiego..
- Ostrowski ostro strzelał w 57 minucie ale Kamiński lepszy. Bramkarz Ruchu złapał też piłkę po strzale Picha w 72 minucie.
- 63 minuta – Kuświk wychodził sam na sam z Pawełkiem, a ten zaatakował go wślizgiem przed polem karnym. Był faul czy raczej nie należało gwizdać?
- W 76 powinna była paść bramka. Kuświk podaniem wyprowadził na czystą sytuację Gigołajewa, ten jednak zamiast strzelać, niecelnie podawał.
Trener Pawłowski uwielbia eksperymentować. W tym roku celuje szczególnie w rotacje na pozycji „dziewiątki”. Nie może grać Marco Paixao, był Machaj. Miał być Angielski, zagrał nowicjusz Kaczmarek. Ale tylko 45 minut. Drugą połowę rozpoczął w roli napastnika wrocławian nominalny pomocnik – Ostrowski – próbowany niegdyś w defensywie. Tak czy inaczej, czego by nie zrobił w tym zakresie szkoleniowiec Śląska, nie wpływa to pozytywnie na grę jego zespołu. Szczególnie w ataku.
Bohater
Rzadko bohaterem meczu zostaje obrońca. No chyba, że strzeli bramkę decydującą o losach meczu. Dzisiaj takiej sytuacji nie mieliśmy. Mieliśmy za to świetny występ, wracającego do wyjściowej jedenastki Ruchu, Marcina Malinowskiego. Kapitan „Niebieskich” koncertowo kierował postawą swoich kolegów z linii obrony, a sam interweniował niemal bezbłędnie. To w dużej mierze dzięki postawie „Maliny” chorzowianie zachowali czyste konto z tyłu.
Rozczarowanie
Często za to w bieżącym sezonie jest tak, że rozczarowuje cały zespół Ruchu. Czasem jest też tak, że rozczarowuje przynajmniej w części danego spotkania. Dziś było podobnie. Pierwsze 45 minut rywalizacji to, poza walką z obu stron, jedynie dwie sytuacje do zdobycia gola i generalnie bardzo mało ciekawej gry. Powyższe dotyczy w tym przypadku zarówno „Niebieskich”, jak i Śląska.
Co ciekawego
- Niespodziankę mieliśmy w wyjściowej jedenastce Śląska. Od pierwszej minuty zagrał debiutujący w Ekstraklasie Konrad Kaczmarek. Był w składzie także Krzysztof Danielewicz, któremu anulowano żółtą kartkę, jaką otrzymał w poprzednim meczu wrocławian.
- W 20 minucie zaatakował Ruch. Najpierw strzał Kowalskiego, w sytuacji sam na sam, wybronił Pawełek. To samo chwilę później zrobił bramkarz Śląska z uderzeniem Łukasza Surmy.
- Minutę przed przerwą mógł za to strzelić Śląsk. Piłka po główce Paixao wylądowała jednak w rękawicach Kamińskiego..
- Ostrowski ostro strzelał w 57 minucie ale Kamiński lepszy. Bramkarz Ruchu złapał też piłkę po strzale Picha w 72 minucie.
- 63 minuta – Kuświk wychodził sam na sam z Pawełkiem, a ten zaatakował go wślizgiem przed polem karnym. Był faul czy raczej nie należało gwizdać?
- W 76 powinna była paść bramka. Kuświk podaniem wyprowadził na czystą sytuację Gigołajewa, ten jednak zamiast strzelać, niecelnie podawał.
Polecane
Ekstraklasa