Ruch - Śląsk 0-0. Nadal mają sposób na "Niebieskich”

03.04.2010
Osłabiona drużyna z Wrocławia zdołała nie przegrać w Chorzowie. - Straciliśmy dwa punkty, bo szwankowała skuteczność - ocenił Rafał Grodzicki. Ruch mimo to awansował na trzecią lokatę.
Cytowany obrońca oddał pierwszy strzał i to w efektowny sposób, bo z przewrotki. - Choć bramki nie padły, to mecz stał na naprawdę dobrym poziomie - przekonywał Waldemar Fornalik i trudno się ze zdaniem trenera Ruchu nie zgodzić. Długimi fragmentami tempo spotkania było naprawdę przyzwoite. "Niebiescy” atakowali, a goście się odgryzali. Sebastian Mila dwukrotnie bardzo groźnie uderzył z rzutów wolnych.

Najpierw piłka odbiła się od poprzeczki, zaś przy dobitce Sebastiana Dudka świetnie spisał się Krzysztof Pilarz. Przy drugiej próbie piłka trafiła w słupek i odbiwszy się od pleców bramkarza Ruchu wyszła za bramkę. - Miałem jeszcze chęci, aby pokusić się o kolejne trafienie. Piłka dobrze mi leżała dzisiaj na nodze - przyznał Mila, który z końcowego wyniku czuł mały niedosyt. - Bo to był wyrównany mecz, który mogła wygrać każda z drużyn.

- Goście groźnie ostemplowali nasze słupki i poprzeczkę - mówił Wojciech Grzyb, który miał najlepsze szanse pod bramką gości. - Mam trochę żalu do siebie. Szczególnie za tę drugą okazję, bo pierwsza była niewygodna, piłka już mi uciekła. W lepszej niepotrzebnie szukałem dobrze ustawionego partnera w osobie Marcina Zająca. Powinienem był uderzać zewnętrzną częścią stopy - westchnął "Grzybek”, bo w omawianej sytuacji mógł zrobić niemal wszystko, aby pokonać Mariana Kelemena.

I choć w drugiej połowie atakował już wyłącznie zespół Fornalika, to przechylić szali na swoją korzyść się nie udało. Przy kilku ładnie rozegranych akcjach zabrakło dobrego ostatniego podania. Największą złość chorzowskich kibiców wzbudziła sytuacja, w której w polu karnym przewrócił się Łukasz Janoszka. Sędzia gwizdnął i... pokazał pomocnikowi Ruchu żółtą kartkę. - Kontaktu chyba nie było - przyznał się potem "Ecik”. Potem jeszcze piłka meczowa spadła z dużej wysokości na nogę Damiana Świerblewskiego. Rezerwowy spudłował. - Była to fajna okazja, lecz... oślepiły mnie jupitery - tłumaczył.

- Straciliśmy punkty na własnym boisku, ale rozegraliśmy znacznie lepsze spotkanie niż z Zagłębiem Lubin. Jeśli nie można wygrać, to trzeba zremisować - dodał Rafał Grodzicki.

Chorzowianie nie wygrali ze Śląskiem już od dziewięciu lat. Dzisiaj była znakomita okazja do przełamania złej passy. Wrocławianie grali bez sześciu podstawowych zawodników.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również