Ruch prawostronny, czyli jak Grzyb chciał zrobić prezent
18.10.2009
Nawet fachowcy z magazynu Liga+ zauważyli, że niemal wszystkie ofensywne akcje Ruchu w piątkowym spotkaniu przeprowadzone zostały prawym skrzydłem. Podobnie było w Wodzisławiu Śląskim. - Fajnie, że po moim dośrodkowaniu padła zwycięska bramka. Moment wcześniej równie dobrą sytuację, jak Andrzej Niedzielan, miał Artur Sobiech. Minimalnie się pomylił - opisywał Grzyb, który mecz na prawej flance zaczął z Arielem Jakubowskim, skrajnym obrońcą.
Doświadczony kolega popełniał jednak rażące błędy, które omal nie doprowadziły do straty bramki. Szybko został zmieniony. - Byłem zaskoczony jego stratami, ale od razu muszę Ariela usprawiedliwić, bo były one wynikiem kontuzji, której nabawił się w tygodniu. Widać chciał zagrać "na ambicji", lecz uraz się odnowił - tłumaczył Grzyb. Za jego plecami pojawił się więc Krzysztof Nykiel i omal nie cieszył się z asysty. Niedzielan trafił jednak w poprzeczkę.
Potem kilka kolejnych rajdów przeprowadził niezmordowany Grzyb. - Niestety, obrońcy najczęściej przecinali moje dogrania - kręcił głową. Nie podał tylko raz, w samej końcówce do Marcina Zająca. Rezerwowy dołożyłby tylko nogę. - Rzadko się zdarza, że nie spojrzę, czy jest ktoś lepiej ustawiony. Tym razem piłka została mi pod nogą i nie miałem na to czasu. Chciałem strzelić gola i zrobić prezent tacie, bo w niedzielę obchodzi urodziny. Nie udało się, ale z wygranej i tak jest chyba zadowolony. Kupię mu jeszcze krawat i będzie git - śmiał się "Grzybek".
Doświadczony kolega popełniał jednak rażące błędy, które omal nie doprowadziły do straty bramki. Szybko został zmieniony. - Byłem zaskoczony jego stratami, ale od razu muszę Ariela usprawiedliwić, bo były one wynikiem kontuzji, której nabawił się w tygodniu. Widać chciał zagrać "na ambicji", lecz uraz się odnowił - tłumaczył Grzyb. Za jego plecami pojawił się więc Krzysztof Nykiel i omal nie cieszył się z asysty. Niedzielan trafił jednak w poprzeczkę.
Potem kilka kolejnych rajdów przeprowadził niezmordowany Grzyb. - Niestety, obrońcy najczęściej przecinali moje dogrania - kręcił głową. Nie podał tylko raz, w samej końcówce do Marcina Zająca. Rezerwowy dołożyłby tylko nogę. - Rzadko się zdarza, że nie spojrzę, czy jest ktoś lepiej ustawiony. Tym razem piłka została mi pod nogą i nie miałem na to czasu. Chciałem strzelić gola i zrobić prezent tacie, bo w niedzielę obchodzi urodziny. Nie udało się, ale z wygranej i tak jest chyba zadowolony. Kupię mu jeszcze krawat i będzie git - śmiał się "Grzybek".
Polecane
Ekstraklasa