Ruch - Piast 1-2. "Twierdza" w Radzionkowie wreszcie zdobyta!

24.09.2011
Przez 10 kolejek obiekt w Bytomiu-Stroszku jawił się jako prawdziwa "twierdza". Przeklęty dla rywali Ruchu stadion został wreszcie odczarowany. Ciągnącą się od blisko czterech miesięcy klątwę zdjął gliwicki Piast.
Wydarzenie
Premierowa porażka "Cidrów" na własnym obiekcie w bieżących rozgrywkach. Radzionkowska "twierdza" została zdobyta po raz pierwszy od 28 maja br. Wówczas, w 32. kolejce poprzedniego sezonu zaplecza ekstraklasy, przy Narutowicza triumf święciła poznańska Warta.

Bohater
Jakub Szmatuła. Przez cały mecz maksymalnie skoncentrowany. Czujny zarówno na linii, jak i na przedpolu. Ukoronowaniem jego dobrego występu była interwencja w samej końcówce dzisiejszego spotkania, gdy nie tyle efektownie, co bardziej efektywnie, zastopował trudny dla golkipera, zmierzający "lobem" w samo okienko gliwickiej "świątyni", strzał Michała Maka.

Rozczarowanie
Karygodne zachowania radzionkowskich "wyjadaczy". Najpierw nie popisał się Marcin Suchański, który w 43. minucie, po dośrodkowaniu Rafała Pietrzaka, wypuścił piłkę z rąk, pozwalając Łukaszowi Krzyckiemu wyprowadzić przyjezdnych na prowadzenie. Tak doświadczonemu, 34-letniemu bramkarzowi, mającemu na swoim koncie kilkanaście występów w ekstraklasie, nie mogą przytrafiać się tego typu "klopsy". W Szczecinie między słupkami radzionkowian stał Mateusz Mika, przed tygodniem ataki "Warciarzy" z Poznania powstrzymywał Suchański, w środę przeciwko warszawskiej Polonii w Pucharze Polski na boisko wrócił były golkiper Ruchu Zdzieszowice, by dziś znów ustąpić miejsca "Suchemu". Artur Skowronek powinien poważnie zastanowić się nad sensem dalszego rotowania na tej newralgicznej pozycji. Rozczarował również Piotr Rocki, który na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem zmarnował "piłkę meczową". Mając przed sobą tylko Szmatułę, przeniósł futbolówkę wysoko nad poprzeczką. I to wszystko stojąc w odległości ok. 5-6 metrów od bramki gliwiczan...

Co ciekawego
- Do Radzionkowa nie przyjechali fani Piasta. Od kilku miesięcy przy Okrzei trwa konflikt na linii kibice - zarząd. Jednym z jego ostatnich akordów było nie zwrócenie się przez tych pierwszych do włodarzy o zamówienie wejściówek na dzisiejsze spotkanie.

- Brak w wyjściowym składzie gospodarzy byłego piłkarza "Piastunek", prawdziwej legendy tego zespołu, Jarosława Kaszowskiego. 33-letni zawodnik ostrzył sobie zęby na spotkanie z klubem, z którym przeszedł drogę od B-klasy do ekstraklasy. "Kasza" na co dzień przegrywa jednak rywalizację na prawej obronie z wychowankiem "Cidrów", Marcinem Trzcionką.

- Dzisiejszy mecz był dopiero trzecią konfrontacją Ruchu z Piastem na zapleczu ekstraklasy. Co ciekawe oba dotychczasowe starcia tych ekip odbyły się poza Gliwicami. W poprzednim sezonie najpierw rywalizowano w Radzionkowie (3:0 dla Ruchu, po golach nieobecnych już przy Narutowicza Miłosza Przybeckiego, Dawida Jarki i Marka Sukera), a nieco ponad pół roku później, na stadionie w Wodzisławiu Śląskim (tym razem "Cidry" wygrały skromniej, 1:0, po samobójczym trafieniu Krzyckiego).

- Trener Skowronek, po raz pierwszy w tym sezonie, znalazł miejsce w podstawowej "11" swojego zespołu dla Damiana Michalika. Wcześniej, 19-letni napastnik wypożyczony latem z zabrzańskiego Górnika, wystąpił tylko w jednym spotkaniu "Cidrów", gdy na inaugurację w Ząbkach (2-2) zmienił po przerwie Szymona Skrzypczaka.

- Na trybunach stadionu w Bytomiu-Stroszku pojawił się były prezes 14-krotnych mistrzów Polski z Roosevelta, Łukasz Mazur.

- W 25. minucie do siatki gospodarzy trafił Ruben Jurado Fernandez. Gol jednak nie został uznany, gdyż arbiter zawyrokował, iż Wojciech Kędziora dośrodkowywał piłkę na głowę Hiszpana już zza linii końcowej boiska.

- W pierwszej połowie Bartosz Kopacz udowodnił, że również w ofensywie czuje się jak "ryba w wodzie". Młody stoper miejscowych ładnym dryblingiem minął w środku pola trzech zawodników Piasta, po czym efektownym "crossem" uruchomił na prawym skrzydle Mateusza Maka. Akcja godna samego Leo Messiego!

- Na pierwszy, naprawdę groźny strzał radzionkowian, miejscowi kibice musieli poczekać aż do 35. minuty. Z soczystym uderzeniem Mateusza Maka zza linii pola karnego doskonale poradził sobie jednak Szmatuła, który fantastyczną robinsonadą wyciągnął futbolówkę, zmierzającą w samo okienko jego bramki.

- Jak on tego nie strzelił?! Kędziora, przy stanie 2:1 dla Piasta miał doskonałą okazję, by gliwiczanie znów odskoczyli miejscowym na dwa "oczka". Jednak 31-letni napastnik gości fatalnie spudłował, nie trafiając w bramkę z... 3 metrów!

- Widać, że ten chłopak grał kiedyś w ataku! O kim mowa? O Marcinie Kowalskim, który w 56. minucie, w swoim stylu, zapędził się pod pole karne przeciwnika. Biegnąc z piłką przy nodze przez dobre kilkadziesiąt metrów, na pełnej szybkości minął kilku rywali, po czym idealnym podaniem obsłużył Mateusza Maka. Temu ostatniemu pozostało tylko dołożyć nogę i zmusić do kapitulacji golkipera niebiesko-czerwonych.
autor: Tomasz Majka

Przeczytaj również