Ruch - Odra 3-2. Janoszka hat trickiem uświetnił 90-lecie klubu
20.04.2010
Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami. Faworyzowany Ruch, choć wyszedł na boisko bez trzech podstawowych napastników: Andrzeja Niedzielana, Artura Sobiecha i Marcina Zająca, szybko rozwiązał worek z bramkami. Rozgrywający świetne zawody Gabor Straka obsłużył prostopadłym podaniem Wojciecha Grzyba (był na spalonym), a ten po raz pierwszy wyłożył piłkę Janoszce. - Grzechem byłoby takich podań Wojtka nie zamienić na bramki - mówił "Ecik". Ciesząc się z tego gola, nie wiedział, że kibice tego dnia jego nazwisko będą skandowali jeszcze dwukrotnie.
Nim do tego doszło, do roboty wzięli się goście. Po stracie bramki zepchnęli "Niebieskich" do obrony. Długo nie mieli jednak pomysłu, jak poradzić sobie z defensywą Ruchu. Wreszcie Aleksander Kwiek świetnym prostopadłym podaniem uruchomił Brasilię, a ten wykorzystał swoją szybkość i w sytuacji sam na sam z Krzysztofem Pilarzem zachował się jak Tomasz Frankowski. Goście wprawili kibiców Ruchu w konsternację, kiedy wyszli na prowadzenie. Urwał się Robert Kolendowicz, podał do Bueno, a ten znalazł w polu karnym Kwieka.
- Graliśmy dzisiaj naprawdę dobrą piłkę. Utrzymywaliśmy się przy niej i długo wyglądało na to, że coś z Chorzowa wywieziemy. A w naszej sytuacji każdy punkt jest na wagę złota - kręcił głową Arkadiusz Onyszko. Bramkarz z Wodzisławia Śląskiego długimi momentami nie miał roboty. Waldemar Fornalik widząc taki obraz gry, posłał do boju Sobiecha, którego jeszcze w poniedziałek nie było w meczowej osiemnastce. - Przyznam, że były czarne myśli w pewnym momencie, że w dniu tak pięknej rocznicy poniesiemy porażkę. Ale wtedy jeszcze bardziej się wzajemnie mobilizowaliśmy - relacjonował Grzyb, co potwierdził Grzegorz Baran. - Była 80 minuta, kiedy zamieniłem słowo z Wojtkiem. Powiedzieliśmy sobie, że jeszcze jest sporo czasu. I choć nawet kibice już zwątpili, to my nie - podkreślił.
- Pokazaliśmy w tym spotkaniu charakter, bo zdołaliśmy się podnieść i przechylić szalę na swoją korzyść - cieszył się Janoszka. To za jego sprawą "Niebiescy" w cztery minuty po raz drugi objęli prowadzenie, którego już nie oddali. Najpierw wykończył kolejne dośrodkowanie Grzyba, a potem odnalazł się w dużym zamieszaniu. - Przyznam, że niewiele z tej ostatniej sytuacji pamiętam. Piłka spadła mi pod nogę i po prostu uderzyłem ją w światło bramki - opowiadał "Ecik". Sytuacja wzbudziła kontrowersje. - Jeden z moich obrońców był faulowany - przekonywał bramkarz wodzisławian.
Ruch w rocznicę 90-lecia sprawił sobie niemniej miły prezent. - Cieszymy się bardzo, bo podkreśliliśmy w należyty sposób tę piękną datę - mówił Grzyb. A Odra? - Jeśli przegramy następny mecz, z Polonią, to może nie jest koniec, ale o utrzymanie będzie niesłychanie trudno - skwitował Onyszko.
Nim do tego doszło, do roboty wzięli się goście. Po stracie bramki zepchnęli "Niebieskich" do obrony. Długo nie mieli jednak pomysłu, jak poradzić sobie z defensywą Ruchu. Wreszcie Aleksander Kwiek świetnym prostopadłym podaniem uruchomił Brasilię, a ten wykorzystał swoją szybkość i w sytuacji sam na sam z Krzysztofem Pilarzem zachował się jak Tomasz Frankowski. Goście wprawili kibiców Ruchu w konsternację, kiedy wyszli na prowadzenie. Urwał się Robert Kolendowicz, podał do Bueno, a ten znalazł w polu karnym Kwieka.
- Graliśmy dzisiaj naprawdę dobrą piłkę. Utrzymywaliśmy się przy niej i długo wyglądało na to, że coś z Chorzowa wywieziemy. A w naszej sytuacji każdy punkt jest na wagę złota - kręcił głową Arkadiusz Onyszko. Bramkarz z Wodzisławia Śląskiego długimi momentami nie miał roboty. Waldemar Fornalik widząc taki obraz gry, posłał do boju Sobiecha, którego jeszcze w poniedziałek nie było w meczowej osiemnastce. - Przyznam, że były czarne myśli w pewnym momencie, że w dniu tak pięknej rocznicy poniesiemy porażkę. Ale wtedy jeszcze bardziej się wzajemnie mobilizowaliśmy - relacjonował Grzyb, co potwierdził Grzegorz Baran. - Była 80 minuta, kiedy zamieniłem słowo z Wojtkiem. Powiedzieliśmy sobie, że jeszcze jest sporo czasu. I choć nawet kibice już zwątpili, to my nie - podkreślił.
- Pokazaliśmy w tym spotkaniu charakter, bo zdołaliśmy się podnieść i przechylić szalę na swoją korzyść - cieszył się Janoszka. To za jego sprawą "Niebiescy" w cztery minuty po raz drugi objęli prowadzenie, którego już nie oddali. Najpierw wykończył kolejne dośrodkowanie Grzyba, a potem odnalazł się w dużym zamieszaniu. - Przyznam, że niewiele z tej ostatniej sytuacji pamiętam. Piłka spadła mi pod nogę i po prostu uderzyłem ją w światło bramki - opowiadał "Ecik". Sytuacja wzbudziła kontrowersje. - Jeden z moich obrońców był faulowany - przekonywał bramkarz wodzisławian.
Ruch w rocznicę 90-lecia sprawił sobie niemniej miły prezent. - Cieszymy się bardzo, bo podkreśliliśmy w należyty sposób tę piękną datę - mówił Grzyb. A Odra? - Jeśli przegramy następny mecz, z Polonią, to może nie jest koniec, ale o utrzymanie będzie niesłychanie trudno - skwitował Onyszko.
Polecane
Ekstraklasa