Ruch na pucharach europejskich już zarobił
30.07.2014
Mimo falstartu rozgrywkach i dwóch ligowych porażek na starcie prezes Dariusz Smagorowicz jest dobrej myśli, że nie powtórzy się chorzowski syndrom złego sezonu po bardzo dobrym. – Jestem przekonany, że doświadczeni trenerzy mają wszystko pod kontrolą – uważa sternik „Niebieskich”. – W ciągu dwóch tygodni dołączy jeszcze do zespołu dwóch-trzech ofensywnych zawodników, którzy wzmocnią rywalizację na pozycjach słabiej obsadzonych i dadzą trenerowi Kocianowi większe możliwości rotowania składem w ekstraklasie i w europejskich pucharach, bo nie ukrywam, że zamierzamy latać po Europie jak najdłużej się da – wyjaśnia.
Na przeszkodzie, by kontynuować europejską przygodę nie stoją też finanse klubu. – W kategoriach ekonomicznych przejście FC Vaduz i awans drużyny do tej fazy LE jest nie tylko porównywalne do nagrody za trzecie miejsce w lidze, które wynosi 950 tys. zł, ale nawet mocno je przewyższa, bo Ruch już zarobił w europejskich pucharach ponad milion złotych. A gdybyśmy nie musieli grać w Gliwicach, w dodatku przy ograniczonej liczbie widzów, to przychody z dnia meczowego jeszcze bardziej poprawiłyby ten bilans – uważa prezes Smagorowicz.
Na przeszkodzie, by kontynuować europejską przygodę nie stoją też finanse klubu. – W kategoriach ekonomicznych przejście FC Vaduz i awans drużyny do tej fazy LE jest nie tylko porównywalne do nagrody za trzecie miejsce w lidze, które wynosi 950 tys. zł, ale nawet mocno je przewyższa, bo Ruch już zarobił w europejskich pucharach ponad milion złotych. A gdybyśmy nie musieli grać w Gliwicach, w dodatku przy ograniczonej liczbie widzów, to przychody z dnia meczowego jeszcze bardziej poprawiłyby ten bilans – uważa prezes Smagorowicz.
Polecane
Ekstraklasa