"Ruch musi wygrywać przy Cichej, jeśli chce się liczyć w lidze"
29.08.2011
Lewczuk trafił do Ruchu, bo w "Jadze" został skreślony przez Michała Probierza. Szkoleniowiec ten w niedzielę zasiadł na trybunach stadionu w Chorzowie i pewnie musiał przyznać w myślach, że 26-letni obrońca jest najlepszym zawodnikiem na boisku.
- "Podziękował" mi poprzedni trener Jagiellonii, więc nosiłem się z zamiarem, by coś udowodnić. Krótko przed meczem pomyślałem jednak, że nie ma się co "napalać", bo czasami takie podejście może tylko przeszkadzać na boisku. Skupiłem się więc na tym, by jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki - mówił Igor, który był tego dnia niemal wszędzie. Dzięki temu mało widoczna była słaba dyspozycja Wojciecha Grzyba. Można nawet było odnieść wrażenie, że Lewczuk więcej czasu spędza na atakowaniu.
- Nie, nie. Jestem obrońcą, więc koncentruję się na defensywie - podkreślił, aczkolwiek przyznał, że "szukał bramki". Dwukrotnie mocno strzelał z dystansu. - Niestety, bez skutku. Liczę, że w następnych meczach będzie lepiej. Nie obiecuję, że od razu coś strzelę, ale będę się starał - zapewnił.
Nim zainicjował bramkową akcję Ruchu, świetną szansę miała Jagiellonia. - Jeśli Tomek Frankowski bierze piłkę i ustawia ją na 11 metrze, to trudno przypuszczać, że się pomyli. Na szczęście w Chorzowie nie trafił do siatki. I dobrze, bo gdyby stało się inaczej, to mecz mógłby się różnie poukładać. A zwycięstwo było nam bardzo potrzebne. Ruch musi wygrywać u siebie, jeśli chce się liczyć w tej lidze - podkreślił.
Wczoraj zadanie wykonano, więc po końcowym gwizdku zawodnicy fetowali sukces wraz ze swoimi kibicami. Lewczuk podbiegł później również pod sektor gości. - Grałem dwa lata w Białymstoku. Chciałem podziękować kibicom "Jagi" za to, że pomagali mi w trudnych chwilach. Zaznaczę od raz, że tych milszych momentów było więcej - dodał.
- "Podziękował" mi poprzedni trener Jagiellonii, więc nosiłem się z zamiarem, by coś udowodnić. Krótko przed meczem pomyślałem jednak, że nie ma się co "napalać", bo czasami takie podejście może tylko przeszkadzać na boisku. Skupiłem się więc na tym, by jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki - mówił Igor, który był tego dnia niemal wszędzie. Dzięki temu mało widoczna była słaba dyspozycja Wojciecha Grzyba. Można nawet było odnieść wrażenie, że Lewczuk więcej czasu spędza na atakowaniu.
- Nie, nie. Jestem obrońcą, więc koncentruję się na defensywie - podkreślił, aczkolwiek przyznał, że "szukał bramki". Dwukrotnie mocno strzelał z dystansu. - Niestety, bez skutku. Liczę, że w następnych meczach będzie lepiej. Nie obiecuję, że od razu coś strzelę, ale będę się starał - zapewnił.
Nim zainicjował bramkową akcję Ruchu, świetną szansę miała Jagiellonia. - Jeśli Tomek Frankowski bierze piłkę i ustawia ją na 11 metrze, to trudno przypuszczać, że się pomyli. Na szczęście w Chorzowie nie trafił do siatki. I dobrze, bo gdyby stało się inaczej, to mecz mógłby się różnie poukładać. A zwycięstwo było nam bardzo potrzebne. Ruch musi wygrywać u siebie, jeśli chce się liczyć w tej lidze - podkreślił.
Wczoraj zadanie wykonano, więc po końcowym gwizdku zawodnicy fetowali sukces wraz ze swoimi kibicami. Lewczuk podbiegł później również pod sektor gości. - Grałem dwa lata w Białymstoku. Chciałem podziękować kibicom "Jagi" za to, że pomagali mi w trudnych chwilach. Zaznaczę od raz, że tych milszych momentów było więcej - dodał.
Polecane
Ekstraklasa