Ruch - ŁKS 2-0. Odczarowali Stadion Śląski i wykonali zadanie

23.05.2009
Pierwsze ligowe zwycięstwo Ruchu w Chorzowie w tym roku! - Wstydu nie przynosimy naszemu klubowi - tak Wojciech Grzyb, kapitan "Niebieskich", skwitował wywalczenie utrzymanie.
To spotkanie udowodniło, że w polskiej ekstraklasie wystarczy grać w piłkę przez 45 minut, aby zdobyć komplet punktów. Rozgrywającymi Ruchu w pierwszej odsłonie byli środkowi obrońcy, więc nie dziwi, że okazji nie stworzyli. Mogło się to zemścić za to stratą gola, bo Grodzicki przy kolejnym kontakcie z piłką stracił ją i Biskup stanął w sytuacji sam na sam z Pilarzem. - Zaczęliśmy nerwowo. Na szczęście ŁKS nie wykorzystał tej okazji. A w futbolu takie okazje się mszczą - zauważył Tomasz Brzyski, który należał do najaktywniejszych na boisku.

Numerem jeden pod względem przebiegniętych kilometrów był najpewniej Marcin Nowacki. Ciekawe to tym bardziej, że filigranowy pomocnik zmagał się od kilku dni z anginą! - Miałem w tygodniu 39 stopni, ale rano w rozmowie z trenerem zapewniłem, że czuję się dobrze - tłumaczył. Nowacki oddał pierwszy celny strzał na bramkę Wyparły. Bramkarza rywali próbował też zaskoczyć wkręcając piłkę bezpośrednio z rzutu rożnego.

Gol wreszcie padł, ale potrzebna była decyzja arbitra z Lublina. Jacek Walczewski dopatrzył się faulu obrońcy łodzian w powietrznym starciu dwóch Adamskich - Marcina i Ireneusza. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Wojciech Grzyb. - Odgwizdanie takiego faulu zależy od odwagi sędziego. Ja bym za każdym razem sięgał w takich sytuacjach za gwizdek - stwierdził kapitan Ruchu, który jednego karnego w tym sezonie nie strzelił. - Zapytałem wpierw Grzesia Barana i Remika Jezierskiego. Koledzy obdarzyli mnie zaufaniem - dodał pewny tym razem egzekutor.

ŁKS ruszył do odrabiania strat, ale poza kolejnymi rzutami rożnymi i wolnymi niewiele potrafił zdziałać. Najbliższy szczęścia był Hajto. Rosły obrońca wygrał pojedynek główkowy, ale ładną paradą popisał się Pilarz. Wreszcie Ruch podwyższył rezultat. Brzyski zagrał do Jezierskiego, a rezerwowy mądrze się zastawił i odegrał piłkę do nadbiegającego partnera. - Wpadłem rozpędzony, uderzyłem, a piłka odbiła się jeszcze rykoszetem od obrońcy - przyznał "Brzytwa". Równie dobrych okazji w końcówce nie wykorzystali Grzyb i Sobiech.

W 90 minucie usunięci z boiska zostali za pyskówki Tomasz Hajto i Marcin Smoliński. Łodzianie domagali się podyktowania rzutu karnego.

Pod szatniami

[b]Paweł Drumlak [/b](pomocnik ŁKS-u): Komuś chyba zależało, aby Tomek nie mógł zagrać w następnym meczu. Zwrócił uwagę sędziemu, ale w cenzuralny sposób.

[b]Grzegorz Baran[/b] (pomocnik Ruchu): Po sezonie nikt nie będzie pamiętał o stylu w tym meczu. Liczę, że 34 punkty wystarczą do utrzymania.

Konferencja prasowa

[b]Grzegorz Wesołowski[/b] (trener ŁKS-u): Jeśli nie strzela się goli na wyjeździe, to przytrafiają się nieszczęścia. I tak się stało w tym meczu. Biskup miał stu procentową okazję. Nie wykorzystał jej i potem sędzia podyktował rzut karny. Czerwone kartki to szczyt głupoty. Jestem daleki od tego, aby powiedzieć, że sędzia był stronniczy.
[b]
Waldemar Fornalik [/b](trener Ruchu): Nie układała nam się gra. Na szczęście Pilarz obronił sytuację z Biskupem. ŁKS był dobrze zorganizowany, umiejętnie wyprowadzał kontrataki i grało nam się ciężko. Po przerwie zagraliśmy już trochę lepiej, z większym "zębem" i przyszły tego efekty.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również