Ruch - Lechia 0-0. Im temperatura niższa, tym mecz słabszy
26.02.2011
Ruch wrócił do ustawienia z dwoma napastnikami. Odważnie, bo trzema ludźmi w ataku, rozpoczęła też Lechia. Na papierze zapowiadało się zatem ciekawe widowisko... I początek był naprawdę niezły. Prostopadłe podania kierowane przez pomocników "Niebieskich” sprawiały sporo problemów wysoko ustawionej defensywie Lechii. Najpierw Sebastian Olszar niemal zdołał się oderwać od swojego obrońcy. Niemal, bo w ostatniej chwili jego strzał został zablokowany. Jeszcze w pierwszej połowie ten sam gracz Ruchu znów wprowadził trochę chaosu w polu karnym gości, lecz efekt był identyczny.
Najlepszą okazję zmarnował Wojciech Grzyb. Dostał tak dobre podanie, że miał przed sobą jedynie Sebastiana Małkowskiego. - Gdybym zaczął kombinować, to pewnie strzeliłbym bramkę, bo wtedy człowiek ma sekundę, dwie do namysłu. Minąłbym pewnie bramkarza i posłał piłkę do siatki. Niestety, przyjąłem ją na swoją słabszą, lewą nogę i to nią oddałem strzał. Mam do siebie pretensje. Przeproszę kolegów w szatni, bo być może ten gol dałby nam zwycięstwo - mówił niepocieszony "Grzybek".
Z każdą biegnącą minutą w Chorzowie obniżała się nie tylko temperatura, ale również poziom widowiska. - Czekamy na wiosnę. Nie jest normalnym grać przy minusowych temperaturach. Mięśnie nie mogą się należycie rozgrzać - narzekał Łukasz Surma, dziś kapitan Lechii, a kiedyś Ruchu. Efekt? Gdańszczanie nie skonstruowali ani jednej naprawdę stuprocentowej okazji. Ruch z kolei zdołał się pod bramkę Małkowskiego zapędzić jeszcze dwa razy. Maciej Jankowski zbyt mocno lobował Małkowskiego. Marek Zieńczuk także nie wstrzelił się w światło bramki.
- Momentami było to ciekawe spotkanie, a momentami słabe. Szkoda, że nie udało się nam wywieźć trzech punktów, bo Ruch będzie grał coraz lepiej - przekonywał Tomasz Kafarski. Fanom "Niebieskich" pozostaje liczyć, że te słowa się sprawdzą. Do składu powinni wrócić przecież tak ważni piłkarze jak Gabor Straka czy Marcin Malinowski. - Nie daliśmy się w tym eksperymentalnym składzie - pocieszał się dzisiaj Waldemar Fornalik.
Najlepszą okazję zmarnował Wojciech Grzyb. Dostał tak dobre podanie, że miał przed sobą jedynie Sebastiana Małkowskiego. - Gdybym zaczął kombinować, to pewnie strzeliłbym bramkę, bo wtedy człowiek ma sekundę, dwie do namysłu. Minąłbym pewnie bramkarza i posłał piłkę do siatki. Niestety, przyjąłem ją na swoją słabszą, lewą nogę i to nią oddałem strzał. Mam do siebie pretensje. Przeproszę kolegów w szatni, bo być może ten gol dałby nam zwycięstwo - mówił niepocieszony "Grzybek".
Z każdą biegnącą minutą w Chorzowie obniżała się nie tylko temperatura, ale również poziom widowiska. - Czekamy na wiosnę. Nie jest normalnym grać przy minusowych temperaturach. Mięśnie nie mogą się należycie rozgrzać - narzekał Łukasz Surma, dziś kapitan Lechii, a kiedyś Ruchu. Efekt? Gdańszczanie nie skonstruowali ani jednej naprawdę stuprocentowej okazji. Ruch z kolei zdołał się pod bramkę Małkowskiego zapędzić jeszcze dwa razy. Maciej Jankowski zbyt mocno lobował Małkowskiego. Marek Zieńczuk także nie wstrzelił się w światło bramki.
- Momentami było to ciekawe spotkanie, a momentami słabe. Szkoda, że nie udało się nam wywieźć trzech punktów, bo Ruch będzie grał coraz lepiej - przekonywał Tomasz Kafarski. Fanom "Niebieskich" pozostaje liczyć, że te słowa się sprawdzą. Do składu powinni wrócić przecież tak ważni piłkarze jak Gabor Straka czy Marcin Malinowski. - Nie daliśmy się w tym eksperymentalnym składzie - pocieszał się dzisiaj Waldemar Fornalik.
Polecane
Ekstraklasa