Ruch - Lech 1-2. "Niebiescy" przegrali z nowym mistrzem Polski?

11.05.2010
"Złodzieje, złodzieje, złodzieje" - krzyczeli chorzowscy kibice po końcowym gwizdku, bo ich zdaniem Lech wygrał z pomocą Pawła Gila. - Biednemu zawsze wiatr w oczy - irytował się Grzegorz Baran.
Mecze przy Cichej nie zawodzą! - Widowisko było wyśmienite, jak na polskie warunki. Musieliśmy wydrzeć to zwycięstwo rywalom z gardła - przyznał Jacek Zieliński. Szkoleniowiec Lecha przebył w Chorzowie drogę z piekła do nieba. Zgodnie z oczekiwaniami, nikt się w tym spotkaniu nie bronił. Obie drużyny poszły na wymianę ciosów. To Ruch powinien jednak prowadzić do przerwy. Najpierw Wojciech Grzyb za mocno przelobował wychodzącego z bramki Krzysztofa Kotorowskiego i piłka przeszła nad bramką gości. Potem pięknym podaniem popisał się Michał Pulkowski. Artur Sobiech uderzył bez przyjęcia. Prosto jednak w bramkarza rywali.

"Niebiescy" nie podłamali się tym. Wyszli na drugą połowę i od razu wyprowadzili potężny cios. Kontrę rozpoczął Sobiech, ale sprawę tak na dobre rozegrał Grzyb. Kapitalnie zwiódł Gancarczyka, a potem dograł idealnie na piąty metr, gdzie Kotorowskiego uprzedził Pulkowski. Szał radości przy Cichej, bo ten wynik - przy jednoczesnej porażce Legii - dawał Ruchowi pewne miejsce na podium i udział w europejskich pucharach. - Myślę, że i tak mogę tego pogratulować. Waldemar Fornalik ma bardzo dobry zespół - chwalił Zieliński.

Lech od razu po stracie bramki zabrał się ostro do roboty. Kilka razy oblegał bramkę chorzowian, lecz solidnie spisywała się defensywa i fantastycznie bronił Krzysztof Pilarz. W dodatku stuprocentową okazję zmarnował Sławomir Peszko. - Nie zwątpiliśmy jednak, tylko zakasaliśmy rękawy. "Lewy" w końcu wyrównał, co było połową sukcesu - mówił Jakub Wilk. Ładną asystą popisał się Grzegorz Wojtkowiak, który podłączył się do ofensywy i przedarł w pole karne gospodarzy. Przy stanie 1-1, obaj trenerzy przeszli na ustawienia 4-4-2, co jasno pokazywało, że tutaj każda z drużyn chce wygrać.

Kapitalnie spisywali się obaj bramkarze. Kotorowski w nieprawdopodobny sposób obronił strzał głową Rafała Grodzickiego. Jeszcze lepszą szansę miał Sobiech. Dostał otwierające podanie od Pulkowskiego, lecz mając przed sobą tylko bramkarza, chybił. - Mieliśmy sytuacje. Trzeba było je wykorzystać, a nie byłoby dyskusji o końcówce spotkania - wskazał Fornalik.

Bo już w doliczonym czasie doszło do sytuacji, która wprawiła w ekstazę Poznań i w niesamowity gniew kibiców w Chorzowie. Arkadiusz Piech chciał się urwać Manuelowi Arboledzie. Jednak mijając obrońcę Lecha upadł na ziemię. - Ewidentna czerwona kartka! Po raz kolejny taka sytuacja... Nie wiem, o co chodzi! Bo jesteśmy biedniejsi od całej czołówki? - retorycznie pytał wściekły Grzegorz Baran. Nie dość, że sędzia w omawianym momencie puścił grę, to jeszcze chorzowianie domagali się wykopania piłki poza linię boczną. - Moi zawodnicy stanęli, prosząc wręcz Roberta Lewandowskiego, aby ją wybił - mówił trener Fornalik. Gracz Lecha kontynuował jednak akcję i po chwili Siergiej Kriwiec zapewnił swojej ekipie zwycięstwo. - Robert spojrzał na Piecha, ale że ten się podniósł, to kontynuował grę - tłumaczył Zieliński.

- Arek powinien nadal leżeć na boisku - kręcili głowami niepocieszeni działacze Ruchu. Ich piłkarze powinni teraz wygrać w Kielcach, aby na pewno utrzymać trzecią lokatę.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również