Ruch kończy obóz w Wiśle. Wszyscy zadowoleni, bo... dostali wycisk

06.07.2011
Ponad tygodniowy obóz "Niebieskich" w Wiśle dobiega końca. - To był bardzo pożyteczny wyjazd, wykonaliśmy wiele ciężkiej pracy - zapewnia Piotr Stawarczyk, obrońca chorzowian.
W czasie pobytu w Beskidach zawodnicy Waldemara Fornalika trenowali dwa razy dziennie, z czego każdego dnia jedne zajęcia były poświęcone poprawianiu siły. Dodatkowo, "Niebiescy" rozegrali dwa sparingi. W pierwszym rozgromili 4-0 Polonię Bytom, zaś w test-meczu kończącym ten etap przygotowań niespodziewanie ulegli Rakowowi Częstochowa. Wpływ na tę porażkę mogło mieć właśnie zmęczenie.

- Nie było na co narzekać. Bardzo dobrze przepracowany obóz. Wykonaliśmy solidną robotę w odpowiednich warunkach. Myślę, że trener też jest zadowolony i będzie to procentowało w lidze - mówi Arkadiusz Piech, napastnik Ruchu.

Wspomniany szkoleniowiec Ruchu cieszy się również z tego, że tegoroczne przygotowania są łatwiejsze od tych sprzed roku. - Nie powiem tu nic odkrywczego. To komfort móc w całości przepracować okres przygotowawczy, podczas gdy rok temu wcześnie zaczynaliśmy grać w europejskich pucharach. Myślę, że obóz w Wiśle był bardzo ciężki, ale powinien przynieść efekty - twierdzi Waldemar Fornalik.

Co jednak najważniejsze, w chorzowskim obozie obeszło się bez "ofiar" personalnych. Nikt nie doznał poważnej kontuzji, która wykluczałaby go z dalszej części przygotowań. Wprawdzie w sparingu z Rakowem nie mogli wystąpić Matko Perdijć, Andrej Komac i Maciej Jankowski, ale cała trójka narzeka tylko na drobne urazy, więc ich "urlop" w czasie meczu z częstochowianami był tylko dmuchaniem na zimne.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również