Ruch - Jagiellonia 5-2. To było najlepsze spotkanie w tym sezonie!

08.11.2009
Mecz marzenie w Chorzowie! Szalone tempo i grad bramek. "Niebiescy" szybko przełamali passę bramkarza Jagiellonii i wygrali z drużyną z Białegostoku wymianę ciosów. Gonią tym samym Wisłę!
555 minut zachowywał czyste konto Grzegorz Sandomierski. Sposób znalazł w końcu na niego Artur Sobiech. Piękne było szczególnie to pierwsze trafienie, kiedy przyjął piłkę i oddał strzał zza pola karnego. - To jeden z moich ładniejszych goli. Cieszę się, że pokonałem Grzesia, bo to kolega z reprezentacji młodzieżowej - uśmiechnął się 19-letni napastnik Ruchu, który chorował w tym tygodniu. Nawet w niedzielę nie czuł się najlepiej. - Zdecydowaliśmy jednak z trenerem, że wyjdę na boisko i proszę bardzo.

Zobacz skrót najlepszego meczu tego sezonu! >

Ruch szybko objął prowadzenie, ale Jagiellonia ani na moment w tym spotkaniu się nie podłamała. Grała w otwarte karty. Od razu rzuciła się, aby odrobić straty. Remigiusz Jezierski trafił do siatki dwukrotnie. Pierwszy gol nie został uznany, bo piłka odbiła się jeszcze od Frankowskiego, który znajdował się na pozycji spalonej. - W końcu się udało. Bardzo ładną akcję przeprowadził Kamil Grosicki. Niestety, chorzowianie bardzo szybko odpowiadali na nasze bramki - wskazał "Jezier".

Duża w tym zasługa Cionka. Środkowy obrońca... wkurzył Niedzielana. - Dostałem po pysku od niego. Ale muszę mu... podziękować, bo dał mi tym sposobem dodatkowy zastrzyk energii. Można powiedzieć, że doszło do dosłownej wymiany ciosów, którą wygraliśmy - cieszył się Niedzielan, który potem ośmieszał środkowego obrońcę "Jagi". Odbierał mu piłkę dwukrotnie. Za pierwszym razem Sandomierski obronił strzał "Wtorka", lecz skapitulował po dobitce Sobiecha. Jeszcze przed przerwą "Niebiescy" podwyższyli. Po bardzo ładnej akcji Janoszka dośrodkował w stronę Niedzielana tak, że piłka przelobowała bramkarza gości. Komu przyznać gola? - "Ecikowi". Dotknąłem futbolówki za linią bramkową - zaznaczył Niedzielan. On zaczął trafiać w drugiej odsłonie.

Niemal przez całe spotkanie tempo było wręcz niesamowicie szybkie jak na polskie warunki. Nawet dziennikarze zastanawiali się nad wystawieniem najwyższych not, jakie przewidują ich redakcje. Kiedy wydawało się, że Ruch ma sytuację opanowaną, Michał Probierz wpuścił na boisko Reicha i Niemiec zdobył gola kontaktowego. Radość gości trwała bardzo krótko. Niedzielan włączył piąty bieg, ruszył i uderzył z dystansu. Kibice "Niebieskich" nim wybuchnęli z radości, musieli przecierać oczy! Potem jeszcze raz "Wtorek" wyłuskał piłkę Cionkowi i ustalił wynik. - Dawno Ruch nie strzelił pięciu bramek. To był fajny, obfitujący w dramaturgię mecz. Oby takich więcej - dodał Niedzielan i trudno się pod tymi słowami nie podpisać.

- Sandomierski stracił wcześniej w Chorzowie cztery gole, teraz pięć. To miasto będzie mu się śniło w koszmarach - śmiał się Wojciech Grzyb. Co na to piłkarz ekstraklasy w miesiącu październiku? - Staram się zapominać o meczach. Dzisiaj, po takiej porażce, żal mi naszych kibiców - skwitował golkiper "Jagi".

Michał Probierz (trener Jagiellonii): Piłka nożna jest taką grą, że można pięknie grać i przegrać. Zaprezentowaliśmy się ciekawie. Popełniliśmy zbyt dużo błędów indywidualnych, dlatego "Niebiescy" wygrali zasłużenie. Wiedzieliśmy, że największą siłą Ruchu jest gra z kontry i to się potwierdziło, ale musieliśmy podjąć większe ryzyko. Takie porażki każdego trenera bolą, ale tak to w życiu bywa. Trzeba umieć to przyjąć i pogodzić się z tym.

Waldemar Fornalik (trener Ruchu): Było wszystko: bramki, tempo, szybkość rozgrywania akcji. To się podoba kibicom. Gdybym był na miejscu Michała, to aż tak bardzo bym się nie martwił, bo przegrać po takiej grze, to nie wstyd. Obydwie drużyny dostosowały się do poziomu spotkania, który moim zdaniem był wysoki. Dopisaliśmy sobie kolejne trzy punkty po bardzo dobrym meczu.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również