Ruch - Jagiellonia 0-0. Remis pogodził Fornalika z Probierzem

28.11.2010
Każda z drużyn miała po jednej stuprocentowej okazji. Ani jedna nie została wykorzystana, dlatego końcowy wynik jest sprawiedliwy. Mecz nie był niestety tak porywający jak ten sprzed roku.
Michał Probierz i Waldemar Fornalik znają się doskonale. Są dobrymi kolegami. Pewnie zatem trudno im siebie wzajemnie zaskoczyć. W dodatku obaj szkoleniowcy bardzo duży nacisk kładą na dyscyplinę taktyczną. Nic zatem dziwnego, że w bezpośrednim meczu dogodnych sytuacji nie było zbyt wiele. Dominowała niesamowita momentami walka w środku pola. Nikt nie odpuszczał choćby metra kwadratowego.

Pierwszą dogodną szansę stworzyła sobie Jagiellonia za sprawą długiego podania do Kamila Grosickiego. Napastnikowi gości zabrakło jednak pomysłu na to, jak pokonać Matko Perdijicia, który wyszedł daleko ze swojej bramki. Kolejne ataki lidera ekstraklasy rozbijała defensywa, a przede wszystkim Piotr Stawarczyk. Ten obrońca był numerem jeden w zespole z Chorzowa. Grał bardzo pewnie i solidnie.

Bramce Jagiellonii najczęściej zagrażał Maciej Sadlok. A to za sprawą rzutów wolnych. 21-latek spróbował trzy razy i za każdy razem zziębnięci kibice widzieli piłkę w siatce. - Po treningach często zostaję i ćwiczę. Niestety, piłka nie poleciała w światło bramki. Może następnym razem się uda? - zastanawiał się Sadlok.

Najlepszym zawodnikiem Ruchu w ofensywie był Maciej Jankowski. Choć znów osamotniony, to radził sobie bardzo dzielnie z obrońcami. Gdyby na przykład Andrej Komac nie poślizgnął się przy oddawaniu strzału, to o asyście Jankowskiego mówiłoby się bardzo długo.

Prawdziwe emocje przy Cichej rozpoczęły się w samej końcówce. Najpierw Tomasz Frankowski stanął oko w oko z bramkarzem Ruchu. Chorwat spisał się jednak znakomicie. Nie przepuścił podciętej przez "Franka" piłki. Odpowiedź? Błyskawiczna i równie groźna. Po rzucie rożnym uderzał z bliska głową Arkadiusz Piech. Kapitalnie spisał się jednak Grzegorz Sandomierski. - Najważniejsze, że zagraliśmy na zero z tyłu. W Chorzowie polegli najwięksi, dlatego ten punkt jest dla nas cenny - ocenił bramkarz z Białegostoku.

- Dziś pokazaliśmy po raz kolejny, że z dobrymi przeciwnikami potrafimy grać. Szkoda, że nic nie wpadło, bo komplet punktów bardzo by nam się przydał - dodał Maciej Sadlok. Za tydzień chorzowianie u siebie zagrają z Lechią Gdańsk.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również