Ruch - Górnik Łęczna 1-2. Wciąż bez punktu
27.07.2014
O ile jednak wyjazdowa porażka ze Śląskiem, przed tygodniem była dość łatwa do przełknięcia dla fanów „Niebieskich”, o tyle dzisiejsza przegrana z beniaminkiem Ekstraklasy – Górnikiem Łęczna, boli już znacznie bardziej. Tym bardziej, że Ruch wcale nie był słabszym zespołem. Zupełnie jednak nie potrafił swojej optycznej przewagi udokumentować.
Górnik lepszy w drugiej linii
Początek meczu to inicjatywa po stronie chorzowian, której efektem były strzały Jakuba Kowalskiego w 4 oraz Marka Zieńczuka w 7 minucie. Oba uderzenia sparował jednak Silvio Rodić, a po mniej więcej kwadransie gry do głosu zaczęła coraz częściej dochodzić Łęczna.
Jeszcze w 17 minucie akcja trójki Surma – Babiarz – Zieńczuk zakończyła się kolejną obroną golkipera Górnika lecz już cztery minuty później z dystansu próbował uderzać Tomasz Nowak, a w 26 minucie po podaniu wspomnianego Nowaka, lob Grzegorza Bonina złapał Krzysztof Kamiński.
Tomasz Nowak był zresztą przez całe spotkanie wyróżniającym się graczem przyjezdnych. Skutecznie kierował grą w środku pola, inicjował akcje i sprawiał dużo lepsze wrażenie niż jego vis a vis – Łukasz Surma. Lider „Niebieskich” szczególnie w pierwszej połowie był niemal zupełnie bezproduktywny.
Wróćmy jednak do meczu. W 29 minucie Nowak minął Piotra Stawarczyka ale w sytuacji sam na sam górą był Kamiński, który obronił wybijając piłkę na rzut rożny. Po jego wykonaniu wrzutkę w pole karne wykonał Patrik Mraz i przy biernej postawie obrońców chorzowian Lukas Bielak strzelił na 1:0 dla gości.
Ten gol jakby zupełnie podciął skrzydła zawodnikom Jana Kociana. Nic dziwnego więc, że w 38 minucie Słowak zdecydował się ściągnąć z placu gry Filipa Starzyńskiego, którego zastąpił Michał Szewczyk. Do końca pierwszej połowy nie dało to żadnych wymiernych efektów.
Ruch przeważa, goście kontrują
Po zmianie stron ponownie inicjatywę przejęli gospodarze meczu. Pierwszą groźną sytuację stworzyli jednak goście, wyraźnie dobrze czujący się także w grze z kontry. W 52 minucie Grzegorz Bonin zagrał do Łukasza Mierzejewskiego, ten zrewanżował mu się wrzutką w pole karne ale strzał głową byłego gracza Górnika Zabrze, wybronił Kamiński. Dobitkę z paru metrów... również.
Kolejne minuty to optyczna przewaga „Niebieskich” i nieskuteczne próby pokonania Rodićia. W 58 minucie wrzutkę Kowalskiego próbował zamienić na bramkę Grzegorz Kuświk ale zrobił to nieskutecznie. Dwie minuty później uderzenie tego samego gracza z 18 metrów obronił bramkarz Łęcznej.
Niewykorzystane okazje zemściły się na ekipie z Cichej. Oto w 64 minucie znowu pokazał się Tomasz Nowak, zagrał pod pole karne do Miroslava Bozoka i mieliśmy już 2:0 dla Górników. Nadzieję kibicom Ruchu dał Piotr Stawarczyk, który zaledwie kilkadziesiąt sekund po stracie bramki, strzelił kontaktowego gola. Centrował z wolnego Zieńczuk i mieliśmy rezultat 2:1.
W 68 minucie w barwach „Niebieskich” zadebiutował były obrońca Cracovii Marcin Kuś, który zastąpił na prawej obronie kontuzjowanego Michała Helika. I trzeba przyznać, że to właśnie tą stroną Ruch stwarzał największe zagrożenie w końcówce spotkania. Głównie za sprawą Jakuba Kowalskiego.
Na kwadrans przed końcem potyczki trener Kocian zagrał va banque. Zdjął z boiska obrońcę – Daniela Dziwniela, wprowadzając kolejnego napastnika – Michała Efira. Na placu gry pozostało w tym momencie już tylko trzech defensorów chorzowian i równocześnie trzech graczy „Niebieskich” w ataku. Od momentu wejścia na boisko Szewczyka, w roli drugiego napastnika występował bowiem Marek Zieńczuk.
Co z tego jednak skoro zwiększający wciąż swoją przewagę Ruch, zupełnie nie potrafił tego udokumentować stwarzanymi sytuacjami. Do pola karnego Łęcznej jeszcze jakoś chorzowianom szło, tam jednak dobrze zorganizowana defensywa gości, panowała niepodzielnie.
W tej sytuacji na 11 minut przed końcem spotkania z dystansu postanowił huknąć Zieńczuk ale wówczas pomogła Rodićiowi poprzeczka. Ten bowiem jedynie obserwował lot futbolówki. Nieskuteczne były też uderzenia Szewczyka w 81 oraz Marcina Malinowskiego w 90 minucie rywalizacji.
Arbiter meczu – Krzysztof Jakubik – doliczył jeszcze 4 minuty do podstawowego czasu gry i właśnie w tym doliczonym czasie mogło jeszcze dojść do zmiany rezultatu. Najpierw po dynamicznym wypadzie przyjezdnych, wprowadzony wcześniej na boisko Sebastian Szałachowski zmarnował sytuację sam na sam z Kamińskim. Chwilę później mieliśmy bramkę dla „Niebieskich”. Tyle, że sędzia odgwizdał w tej sytuacji spalonego.
Gra lepsza niż... wynik
Po kilkudziesięciu sekundach mecz zakończył się i Ruch stracił kolejne ligowe punkty. Stracił przegrywając spotkanie, w którym nie był na pewno zespołem gorszym. Chorzowianie nie potrafili jednak rozmontować linii obronnej gości, a Ci wykazali się wyjątkową skutecznością i choć w ich składzie zabrakło dzisiaj zakupionego niedawno Przemysława Kazimierczaka, to zespół Jurija Szatałowa wywozi z Gliwic trzy „oczka”.
Górnik lepszy w drugiej linii
Początek meczu to inicjatywa po stronie chorzowian, której efektem były strzały Jakuba Kowalskiego w 4 oraz Marka Zieńczuka w 7 minucie. Oba uderzenia sparował jednak Silvio Rodić, a po mniej więcej kwadransie gry do głosu zaczęła coraz częściej dochodzić Łęczna.
Jeszcze w 17 minucie akcja trójki Surma – Babiarz – Zieńczuk zakończyła się kolejną obroną golkipera Górnika lecz już cztery minuty później z dystansu próbował uderzać Tomasz Nowak, a w 26 minucie po podaniu wspomnianego Nowaka, lob Grzegorza Bonina złapał Krzysztof Kamiński.
Tomasz Nowak był zresztą przez całe spotkanie wyróżniającym się graczem przyjezdnych. Skutecznie kierował grą w środku pola, inicjował akcje i sprawiał dużo lepsze wrażenie niż jego vis a vis – Łukasz Surma. Lider „Niebieskich” szczególnie w pierwszej połowie był niemal zupełnie bezproduktywny.
Wróćmy jednak do meczu. W 29 minucie Nowak minął Piotra Stawarczyka ale w sytuacji sam na sam górą był Kamiński, który obronił wybijając piłkę na rzut rożny. Po jego wykonaniu wrzutkę w pole karne wykonał Patrik Mraz i przy biernej postawie obrońców chorzowian Lukas Bielak strzelił na 1:0 dla gości.
Ten gol jakby zupełnie podciął skrzydła zawodnikom Jana Kociana. Nic dziwnego więc, że w 38 minucie Słowak zdecydował się ściągnąć z placu gry Filipa Starzyńskiego, którego zastąpił Michał Szewczyk. Do końca pierwszej połowy nie dało to żadnych wymiernych efektów.
Ruch przeważa, goście kontrują
Po zmianie stron ponownie inicjatywę przejęli gospodarze meczu. Pierwszą groźną sytuację stworzyli jednak goście, wyraźnie dobrze czujący się także w grze z kontry. W 52 minucie Grzegorz Bonin zagrał do Łukasza Mierzejewskiego, ten zrewanżował mu się wrzutką w pole karne ale strzał głową byłego gracza Górnika Zabrze, wybronił Kamiński. Dobitkę z paru metrów... również.
Kolejne minuty to optyczna przewaga „Niebieskich” i nieskuteczne próby pokonania Rodićia. W 58 minucie wrzutkę Kowalskiego próbował zamienić na bramkę Grzegorz Kuświk ale zrobił to nieskutecznie. Dwie minuty później uderzenie tego samego gracza z 18 metrów obronił bramkarz Łęcznej.
Niewykorzystane okazje zemściły się na ekipie z Cichej. Oto w 64 minucie znowu pokazał się Tomasz Nowak, zagrał pod pole karne do Miroslava Bozoka i mieliśmy już 2:0 dla Górników. Nadzieję kibicom Ruchu dał Piotr Stawarczyk, który zaledwie kilkadziesiąt sekund po stracie bramki, strzelił kontaktowego gola. Centrował z wolnego Zieńczuk i mieliśmy rezultat 2:1.
W 68 minucie w barwach „Niebieskich” zadebiutował były obrońca Cracovii Marcin Kuś, który zastąpił na prawej obronie kontuzjowanego Michała Helika. I trzeba przyznać, że to właśnie tą stroną Ruch stwarzał największe zagrożenie w końcówce spotkania. Głównie za sprawą Jakuba Kowalskiego.
Na kwadrans przed końcem potyczki trener Kocian zagrał va banque. Zdjął z boiska obrońcę – Daniela Dziwniela, wprowadzając kolejnego napastnika – Michała Efira. Na placu gry pozostało w tym momencie już tylko trzech defensorów chorzowian i równocześnie trzech graczy „Niebieskich” w ataku. Od momentu wejścia na boisko Szewczyka, w roli drugiego napastnika występował bowiem Marek Zieńczuk.
Co z tego jednak skoro zwiększający wciąż swoją przewagę Ruch, zupełnie nie potrafił tego udokumentować stwarzanymi sytuacjami. Do pola karnego Łęcznej jeszcze jakoś chorzowianom szło, tam jednak dobrze zorganizowana defensywa gości, panowała niepodzielnie.
W tej sytuacji na 11 minut przed końcem spotkania z dystansu postanowił huknąć Zieńczuk ale wówczas pomogła Rodićiowi poprzeczka. Ten bowiem jedynie obserwował lot futbolówki. Nieskuteczne były też uderzenia Szewczyka w 81 oraz Marcina Malinowskiego w 90 minucie rywalizacji.
Arbiter meczu – Krzysztof Jakubik – doliczył jeszcze 4 minuty do podstawowego czasu gry i właśnie w tym doliczonym czasie mogło jeszcze dojść do zmiany rezultatu. Najpierw po dynamicznym wypadzie przyjezdnych, wprowadzony wcześniej na boisko Sebastian Szałachowski zmarnował sytuację sam na sam z Kamińskim. Chwilę później mieliśmy bramkę dla „Niebieskich”. Tyle, że sędzia odgwizdał w tej sytuacji spalonego.
Gra lepsza niż... wynik
Po kilkudziesięciu sekundach mecz zakończył się i Ruch stracił kolejne ligowe punkty. Stracił przegrywając spotkanie, w którym nie był na pewno zespołem gorszym. Chorzowianie nie potrafili jednak rozmontować linii obronnej gości, a Ci wykazali się wyjątkową skutecznością i choć w ich składzie zabrakło dzisiaj zakupionego niedawno Przemysława Kazimierczaka, to zespół Jurija Szatałowa wywozi z Gliwic trzy „oczka”.
Polecane
Ekstraklasa