Ruch - GKS Bełchatów 0-1. Nie tak miało być

21.09.2014
Kibice „Niebieskich” liczyli dzisiaj na tak bardzo potrzebne ich zespołowi trzy punkty. Skończyło się natomiast na nieco zaskakującej w sumie porażce. W poprzednich meczach Ruch nie grał źle lecz brakowało nieco boiskowego fartu. Tym razem do ideału zabrakło już o wiele więcej niż tylko szczęścia.
Norbert Barczyk/pressfocus.pl
Wydarzenie
W przekroju całego meczu najistotniejsza była na pewno sytuacja z 5 minuty. Adrian Basta poszedł na przebój prawą stroną, podał do Bartosza Ślusarskiego, a napastnik gości perfekcyjnie odegrał klepkę do szarżującego prawego obrońcy Bełchatowa. Defensywa chorzowian, licząc na spalonego, nieco zaspała i Basta znalazł się sam na sam z Krzysztofem Kamińskim. Chwilę później mieliśmy rezultat 0:1.

Bohater
Bełchatów wygrał zasłużenie, a na szczególne wyróżnienie w zespole przyjezdnych zasłużył Arkadiusz Malarz. O ile bowiem w pierwszej połowie, słabo dysponowani, „Niebiescy” kompletnie nie potrafili przebić się przez obronę gości, to już po zmianie stron okazje na gole dla Ruchu były. Parokrotnie próbował Grzegorz Kuświk, mierzony strzał z wolnego oddał Filip Starzyński, zawsze jednak na posterunku był efektownie broniący Malarz. Gdyby nie on, bełchatowianie raczej nie dowieźli by jednobramkowej wygranej do końca meczu.

Rozczarowanie
Szkoleniowiec Ruchu zaryzykował dzisiaj grę nietypowym ustawieniem, z trójką stoperów. Potem skorygował je na standardowe dla chorzowian 4 – 5 – 1. Po przerwie wymienił jeszcze skrzydłowych, stawiając na debiutanta Wołodymyra Tanczyka oraz Jana Chovanca. To wszystko jednak zdało się na nic między innymi w wyniku postawy Eduardsa Visnakovsa. Łotysz zagrał od pierwszej minuty i kompletnie nie potrafił odnaleźć się na boisku obok Grzegorza Kuświka. Ten drugi walczył, strzelał, próbował zdobyć bramkę, a jego partner z linii ofensywnej, momentami jakby nie istniał na boisku. Visnakovs wyraźnie nie czuje się dobrze, będąc zmuszonym do gry z przodu na dwóch napastników i tak naprawdę uaktywnił się dopiero w ostatnich 10 minutach rywalizacji. Bez skutku bramkowego.

Co ciekawego
- Ruch zaczął w nietypowym dla siebie ustawieniu 3 – 5 – 2 lecz już po 23 minutach Jan Kocian nakazał swoim piłkarzom wrócić do standardowego 4 – 5 – 1.

- Dopiero w 29 minucie chorzowianie oddali pierwszy w tym spotkaniu strzał na bramkę rywali. Piłka po uderzeniu Grzegorza Kuświka poszybowała wysoko ponad bramką Malarza.

- Mnóstwo ożywienia wniósł po przerwie w szeregi „Niebieskich” Ukrainiec Tanczyk. Niestety nie miało to w efekcie przełożenia na gole.

- W 74 minucie mogło być „po meczu”. Fatalna strata piłki w środku pola o mało co nie zakończyła się wyjściem bełchatowian we dwójkę przeciwko Kamińskiemu. Na szczęście dla Ruchu Sawala kompletnie zepsuł akcję, zbyt mocno podając do Ślusarskiego.

- W drugiej połowie, gdy chorzowianie na dobre wzięli się do odrabiania strat, Grzegorz Kuświk czterokrotnie próbował pokonać Arkadiusza Malarza. Trzy razy górą był golkiper gości, raz uderzenie „Kuśwy” zostało zablokowane.
źródło: własne
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również