Ruch Chorzów, czyli po złotej jesieni przyszła deszczowa wiosna
05.06.2009
Komentarz
[b]Wojciech Grzyb [/b](kapitan drużyny): Zakończyliśmy sezon poniżej oczekiwań. Zwycięstwo w finale Pucharu Polski mogło zrekompensować postawę w lidze, ale trofeum nie zdobyliśmy. Dlatego pozostał niedosyt. Jeszcze jedna strzelona bramka, jeden punkt więcej, a bylibyśmy na 7. miejscu. Wtedy byłbym bardziej zadowolony, bo tak wyglądają aktualnie możliwości organizacyjne i sportowe klubu. Najbardziej przeżyłem porażki z Górnikiem Zabrze i Odrą Wodzisław. Pierwszy mecz był na remis, zaś ten drugi "sztuką" było przegrać.
Głos eksperta
[b]Mariusz Śrutwa [/b](były zawodnik Ruchu i król strzelców ekstraklasy): Runda jesienna była w wykonaniu chorzowian znacznie lepsza, chociaż już wtedy klub borykał się z problemami organizacyjnymi. Miejsce na półmetku było całkiem przyzwoite. Na boisko zmartwienia piłkarzy zaczęły się przekładać wiosną. Jedyną dobrą, choć spóźnioną, decyzją było zatrudnienie Waldemara Fornalika. Trener ten potrafił na tyle zmotywować drużynę i przestawić cykl jej treningów, że Ruch uratował się, stojąc już na krawędzi ekstraklasy i I ligi.
[b]Plusy[/b]
Waldemar Fornalik przez całą karierę piłkarską był związany z Ruchem. Praca szkoleniowa wychodzi mu równie dobrze, jak niegdyś zabezpieczenia tyłów. Szybko zyskał sympatię, zaufanie i szacunek piłkarzy. Latem do jego kadry dojdzie najpewniej kilku zawodników z Młodej Ekstraklasy. "Niebiescy" byli najlepsi w tych rozgrywkach. Perspektywiczne zaplecze jest nadzieją w tych trudnych czasach. Dodać należy, że za sprawą Ruchu nie "umierał" Stadion Śląski, o czym świadczą Wielki Derby Śląska, czy finał Pucharu Polski.
[b]Minusy[/b]
Jesienią ubiegłego roku władzom klubu udało się spłacić zobowiązania poprzedników, ale niemal od tego samego momentu zaczęły być generowane nowe długi. To doprowadziło do tego, że zimą nie dokonano transferów, a w nieprzyjemnej atmosferze odszedł Maciej Scherfchen. Nerwowo było też pod kasami Stadionu Śląskiego, kiedy zbyt mała liczba czynnych kas nie nadążała ze sprzedażą biletów. Innym niedociągnięciem jest kontrakt z Waldemarem Fornalikiem. 27 kwietnia został podpisany z datą 2010 roku, lecz w czerwcu wyszło na jaw, że stosowny papier jeszcze nie nabrał mocy prawnej.
[b]Najlepszy zawodnik[/b]
Tomasz Brzyski - mieć takiego lewonożnego zawodnika w polskim zespole to skarb. "Brzytwa" może grać w pomocy, jak i na obronie. Jedynie na początku wiosny był w lekkim dołku, ale to dotyczyło całego zespołu. Goli nie strzela zbyt wiele, ale jak już przymierzy, to nic tylko cmoknąć z zachwytu.
[b] Najlepszy mecz[/b]
Ruch - Lech Poznań 2-0. Chorzowianie, jak mało kto, potrafili w tym sezonie zneutralizować siłę ofensywną "Kolejorza". Pewne zwycięstwo przy Cichej pokazało, że w tym zespole drzemie spory potencjał.
[b]Rozczarowanie[/b]
Marcin Zając - jego ściągnięcie latem okazało się małym hitem. Początek również był udany, bo "Kicaj" potrafił przebiec pół boiska, mijając obrońców rywala, a na koniec zapytać bramkarza: "w który róg?". Im pogłębiały się problemy finansowe klubu, tym Zając biegał wolniej. Męczyły go w dodatku kontuzje. W końcu poddał się zabiegowi i koniec sezonu oglądał z boku.
[b]Wojciech Grzyb [/b](kapitan drużyny): Zakończyliśmy sezon poniżej oczekiwań. Zwycięstwo w finale Pucharu Polski mogło zrekompensować postawę w lidze, ale trofeum nie zdobyliśmy. Dlatego pozostał niedosyt. Jeszcze jedna strzelona bramka, jeden punkt więcej, a bylibyśmy na 7. miejscu. Wtedy byłbym bardziej zadowolony, bo tak wyglądają aktualnie możliwości organizacyjne i sportowe klubu. Najbardziej przeżyłem porażki z Górnikiem Zabrze i Odrą Wodzisław. Pierwszy mecz był na remis, zaś ten drugi "sztuką" było przegrać.
Głos eksperta
[b]Mariusz Śrutwa [/b](były zawodnik Ruchu i król strzelców ekstraklasy): Runda jesienna była w wykonaniu chorzowian znacznie lepsza, chociaż już wtedy klub borykał się z problemami organizacyjnymi. Miejsce na półmetku było całkiem przyzwoite. Na boisko zmartwienia piłkarzy zaczęły się przekładać wiosną. Jedyną dobrą, choć spóźnioną, decyzją było zatrudnienie Waldemara Fornalika. Trener ten potrafił na tyle zmotywować drużynę i przestawić cykl jej treningów, że Ruch uratował się, stojąc już na krawędzi ekstraklasy i I ligi.
[b]Plusy[/b]
Waldemar Fornalik przez całą karierę piłkarską był związany z Ruchem. Praca szkoleniowa wychodzi mu równie dobrze, jak niegdyś zabezpieczenia tyłów. Szybko zyskał sympatię, zaufanie i szacunek piłkarzy. Latem do jego kadry dojdzie najpewniej kilku zawodników z Młodej Ekstraklasy. "Niebiescy" byli najlepsi w tych rozgrywkach. Perspektywiczne zaplecze jest nadzieją w tych trudnych czasach. Dodać należy, że za sprawą Ruchu nie "umierał" Stadion Śląski, o czym świadczą Wielki Derby Śląska, czy finał Pucharu Polski.
[b]Minusy[/b]
Jesienią ubiegłego roku władzom klubu udało się spłacić zobowiązania poprzedników, ale niemal od tego samego momentu zaczęły być generowane nowe długi. To doprowadziło do tego, że zimą nie dokonano transferów, a w nieprzyjemnej atmosferze odszedł Maciej Scherfchen. Nerwowo było też pod kasami Stadionu Śląskiego, kiedy zbyt mała liczba czynnych kas nie nadążała ze sprzedażą biletów. Innym niedociągnięciem jest kontrakt z Waldemarem Fornalikiem. 27 kwietnia został podpisany z datą 2010 roku, lecz w czerwcu wyszło na jaw, że stosowny papier jeszcze nie nabrał mocy prawnej.
[b]Najlepszy zawodnik[/b]
Tomasz Brzyski - mieć takiego lewonożnego zawodnika w polskim zespole to skarb. "Brzytwa" może grać w pomocy, jak i na obronie. Jedynie na początku wiosny był w lekkim dołku, ale to dotyczyło całego zespołu. Goli nie strzela zbyt wiele, ale jak już przymierzy, to nic tylko cmoknąć z zachwytu.
[b] Najlepszy mecz[/b]
Ruch - Lech Poznań 2-0. Chorzowianie, jak mało kto, potrafili w tym sezonie zneutralizować siłę ofensywną "Kolejorza". Pewne zwycięstwo przy Cichej pokazało, że w tym zespole drzemie spory potencjał.
[b]Rozczarowanie[/b]
Marcin Zając - jego ściągnięcie latem okazało się małym hitem. Początek również był udany, bo "Kicaj" potrafił przebiec pół boiska, mijając obrońców rywala, a na koniec zapytać bramkarza: "w który róg?". Im pogłębiały się problemy finansowe klubu, tym Zając biegał wolniej. Męczyły go w dodatku kontuzje. W końcu poddał się zabiegowi i koniec sezonu oglądał z boku.
Polecane
Ekstraklasa