Ruch - Bełchatów 2-1. Rośnie forma przed derbami z Górnikiem!
12.03.2011
"Niebiescy" rozpoczęli z impetem. Szalał od pierwszego gwizdka Arkadiusz Piech. Zadziorny napastnik wreszcie wyszedł w pierwszym składzie ligowego meczu. I nie zawiódł! To on po raz pierwszy uruchomił Wojciecha Grzyba. Najstarszy gracz na boisku tej okazji tym razem nie wykorzystał. Zrobił to dopiero w drugiej odsłonie. Wcześniej Piech genialnym zwodem i zagraniem piętą ośmieszył Grzegorza Fonfarę.
- Zagraliśmy tragicznie w pierwszej połowie. Zupełnie jakbyśmy nie wyszli z autokaru - irytował się Grzegorz Baran. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Po jednym z dośrodkowań piłka wylądowała pod nogami Żeljko Djokicia, ten skierował ją w światło bramki, a tor lotu piłki zmienił jeszcze Maciej Jankowski. Cicha ucieszyła się po raz pierwszy.
Zawodnicy Waldemara Fornalika nie zwolnili tempa. Szukali drugiego gola przed przerwą. Najlepszą okazję miał Gabor Straka, któremu piłkę wycofał Grzyb. Słowak nie trafił w nią czysto. To i tak rozwścieczyło Macieja Bartoszka. - W szatni było gorąco. Powiedzieliśmy sobie kilka ostrych słów - relacjonował Baran. Nic one nie dały, bo kolejnego gola i tak strzelił Ruch.
Piech uciekł obronie Bełchatowa i dograł do wychodzącego Grzyba. - Na ogół napastnik rzadko w takiej sytuacji podaje. Arek usłyszał, że krzyknąłem i widać z sympatii do mnie, podał. Przyznam, że nie było łatwo opanować piłkę. Nawet przeklnąłem w myślach - uśmiechał się "Grzybek". Swoje jednak zrobił. Po raz drugi posłał piłkę do siatki tej wiosny. I kiedy wydawało się, że sytuacja została opanowana, jednego z zawodników gości sfaulował Piech. Piłkę w okolicach 25. metra ustawił Maciej Małkowski i... trafił!
- Przepiękny gol Małkowskiego zachwiał naszą pewność siebie. Gdyby nie ta bramka, to spokojnie oglądalibyśmy końcówkę tego spotkania - wskazał trener Waldemar Fornalik. A tak, momentami było nerwowo pod bramką Matko Perdijicia. Chorwat spisywał się jednak bez zarzutów. Przy bramce był bezradny, za to wybronił na przykład bardzo groźny strzał głową Dawida Nowaka.
Kibice Ruchu odetchnęli. Ucieszyli się z kolejnych punktów, ale na sam koniec zaśpiewali swoim ulubieńcom, że powtórki domagają się już w piątek z Górnikiem Zabrze. - Na razie myślimy o wtorku i rewanżu z Legią Warszawa w Pucharze Polski - zastrzegł Wojciech Grzyb.
- Zagraliśmy tragicznie w pierwszej połowie. Zupełnie jakbyśmy nie wyszli z autokaru - irytował się Grzegorz Baran. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Po jednym z dośrodkowań piłka wylądowała pod nogami Żeljko Djokicia, ten skierował ją w światło bramki, a tor lotu piłki zmienił jeszcze Maciej Jankowski. Cicha ucieszyła się po raz pierwszy.
Zawodnicy Waldemara Fornalika nie zwolnili tempa. Szukali drugiego gola przed przerwą. Najlepszą okazję miał Gabor Straka, któremu piłkę wycofał Grzyb. Słowak nie trafił w nią czysto. To i tak rozwścieczyło Macieja Bartoszka. - W szatni było gorąco. Powiedzieliśmy sobie kilka ostrych słów - relacjonował Baran. Nic one nie dały, bo kolejnego gola i tak strzelił Ruch.
Piech uciekł obronie Bełchatowa i dograł do wychodzącego Grzyba. - Na ogół napastnik rzadko w takiej sytuacji podaje. Arek usłyszał, że krzyknąłem i widać z sympatii do mnie, podał. Przyznam, że nie było łatwo opanować piłkę. Nawet przeklnąłem w myślach - uśmiechał się "Grzybek". Swoje jednak zrobił. Po raz drugi posłał piłkę do siatki tej wiosny. I kiedy wydawało się, że sytuacja została opanowana, jednego z zawodników gości sfaulował Piech. Piłkę w okolicach 25. metra ustawił Maciej Małkowski i... trafił!
- Przepiękny gol Małkowskiego zachwiał naszą pewność siebie. Gdyby nie ta bramka, to spokojnie oglądalibyśmy końcówkę tego spotkania - wskazał trener Waldemar Fornalik. A tak, momentami było nerwowo pod bramką Matko Perdijicia. Chorwat spisywał się jednak bez zarzutów. Przy bramce był bezradny, za to wybronił na przykład bardzo groźny strzał głową Dawida Nowaka.
Kibice Ruchu odetchnęli. Ucieszyli się z kolejnych punktów, ale na sam koniec zaśpiewali swoim ulubieńcom, że powtórki domagają się już w piątek z Górnikiem Zabrze. - Na razie myślimy o wtorku i rewanżu z Legią Warszawa w Pucharze Polski - zastrzegł Wojciech Grzyb.
Polecane
Ekstraklasa