Ruch - Bełchatów 0-1. "Niebieskim" grozi spadek z ekstraklasy
25.04.2009
Kibice, którzy wydali pieniądze na bilety, mogą czuć ogromny zawód, bo przecież zamierzali zobaczyć mecz piłki nożnej, a na ich oczach rozgrywały się zapasy. - Przyjęliśmy warunki zdeterminowanego Ruchu. Istotnie, na murawie było więcej walki w parterze niż futbolu. Akcje co chwilę przerywano - przyznał trener gości, Dariusz Ulatowski. I tak nie minęło jeszcze dziesięć minut, a dwóch piłkarzy z Chorzowa zostało ukaranych żółtymi kartkami. - Chcieliśmy być agresywni, a tymczasem spóźnialiśmy się w wielu wypadkach i stąd można było odnieść wrażenie, że jesteśmy brutalni - tłumaczył Wojciech Grzyb. Kapitan Ruchu biegał wzdłuż i wszerz boiska. - Każdy bał się wziąć odpowiedzialność na swoje barki - tłumaczył kapitan.
Dobrze w pierwszej odsłonie spisywała się para napastników. Niespodziewanie stanowili ją Martin Fabusz i Łukasz Janoszka. Drugi z wymienionych dwukrotnie był bliski szczęścia. Najpierw strzelał z ostrego kąta, a potem z kilku metrów zmienił tor lotu piłki po zgraniu jej przez Fabusza. - Marne pocieszenie, że tylko z mojej strony coś zagrażało rywalom, skoro gola nie udało się strzelić - kręcił głową Janoszka.
Ruch nie miał pomysłu, a walczący o europejskie puchary Bełchatów grał równie mizernie. To jednak goście zadali "zabójcze" uderzenie. Krzysztof Janus na początku spotkania "rozkręcał" obroną Ruchu na skrzydle, aż wreszcie wcielił się w rolę napastnika. Po dośrodkowaniu Bartłomieja Chwalibogowskiego głową strzelił na bramkę, lecz ten strzał wybił jeszcze przed siebie Matko Perdijić. Chorwat był bezradny przy dobitce.
Zirytowała się w tym momencie publiczność. Kibice zaczęli domagać się zmiany trenera, a potem zarzucali piłkarzom brak zaangażowania, aż zaczęli wykrzykiwać ironiczne "ole" przy rozgrywaniu piłki. - My nie rozpieszczamy ich, a oni nas. Każdy kibic ma swoją cierpliwość. Ta naszych fanów dzisiaj się skończyła - skwitowował Maciej Sadlok, który przez 45 minut stanowił razem Piotrem Kieruzelem najmłodszą parę stoperów w ekstraklasie.
Po końcowym gwizdku kilku zawodników Ruchu zostało na murawie i wysłuchiwało krytyki płynącej z trybun. Trybuny wywołały pozostałych zawodników z szatni. "Gdzie wasz trener?" - skandowała publiczność. Bogusław Pietrzak nie przyszedł, lecz oddał się do dyspozycji zarządu.
Sytuacja Ruchu robi się tragiczna. - Musimy bronić ligi. Nie dopuszczam do myśli, że możemy spaść. Nie pozwolę, aby ta tradycja została zszargana - podkreślił kapitan Wojciech Grzyb..
[b]
[/b]Pod szatniami
[b]Łukasz Janoszka[/b] (napastnik Ruchu): Byliśmy blisko gola w pierwszej połowie. Potem coś się zacięło. Pozostało nam teraz po prostu walczyć do końca. Nic innego.
[b]Krzysztof Janus[/b] (pomocnik GKS-u): Cieszę się niezmiernie z gola, a przede wszystkim tego, że zapewnił on komplet punktów. Wywozimy z ciężkiego terenu wygraną.
Konferencja prasowa
[b]Rafał Ulatowski[/b] (trener GKS-u): Nie stwarzamy zbyt wiele sytuacji, ale jesteśmy chłodni i z zimną krwią potrafimy przechylić szalę na swoją korzyść. Mamy problemy kadrowe, ale dzięki temu, że posiadam w kadrze 21 mężczyzn, wygrywamy.
[b]Bogusław Pietrzak[/b] (trener Ruchu): Moi zawodnicy zostawili bardzo dużo zdrowia, kości trzeszczały. to był jedyny argument, który mogliśmy przeciwstawić dobrze zorganizowanemu rywalowi.
Dobrze w pierwszej odsłonie spisywała się para napastników. Niespodziewanie stanowili ją Martin Fabusz i Łukasz Janoszka. Drugi z wymienionych dwukrotnie był bliski szczęścia. Najpierw strzelał z ostrego kąta, a potem z kilku metrów zmienił tor lotu piłki po zgraniu jej przez Fabusza. - Marne pocieszenie, że tylko z mojej strony coś zagrażało rywalom, skoro gola nie udało się strzelić - kręcił głową Janoszka.
Ruch nie miał pomysłu, a walczący o europejskie puchary Bełchatów grał równie mizernie. To jednak goście zadali "zabójcze" uderzenie. Krzysztof Janus na początku spotkania "rozkręcał" obroną Ruchu na skrzydle, aż wreszcie wcielił się w rolę napastnika. Po dośrodkowaniu Bartłomieja Chwalibogowskiego głową strzelił na bramkę, lecz ten strzał wybił jeszcze przed siebie Matko Perdijić. Chorwat był bezradny przy dobitce.
Zirytowała się w tym momencie publiczność. Kibice zaczęli domagać się zmiany trenera, a potem zarzucali piłkarzom brak zaangażowania, aż zaczęli wykrzykiwać ironiczne "ole" przy rozgrywaniu piłki. - My nie rozpieszczamy ich, a oni nas. Każdy kibic ma swoją cierpliwość. Ta naszych fanów dzisiaj się skończyła - skwitowował Maciej Sadlok, który przez 45 minut stanowił razem Piotrem Kieruzelem najmłodszą parę stoperów w ekstraklasie.
Po końcowym gwizdku kilku zawodników Ruchu zostało na murawie i wysłuchiwało krytyki płynącej z trybun. Trybuny wywołały pozostałych zawodników z szatni. "Gdzie wasz trener?" - skandowała publiczność. Bogusław Pietrzak nie przyszedł, lecz oddał się do dyspozycji zarządu.
Sytuacja Ruchu robi się tragiczna. - Musimy bronić ligi. Nie dopuszczam do myśli, że możemy spaść. Nie pozwolę, aby ta tradycja została zszargana - podkreślił kapitan Wojciech Grzyb..
[b]
[/b]Pod szatniami
[b]Łukasz Janoszka[/b] (napastnik Ruchu): Byliśmy blisko gola w pierwszej połowie. Potem coś się zacięło. Pozostało nam teraz po prostu walczyć do końca. Nic innego.
[b]Krzysztof Janus[/b] (pomocnik GKS-u): Cieszę się niezmiernie z gola, a przede wszystkim tego, że zapewnił on komplet punktów. Wywozimy z ciężkiego terenu wygraną.
Konferencja prasowa
[b]Rafał Ulatowski[/b] (trener GKS-u): Nie stwarzamy zbyt wiele sytuacji, ale jesteśmy chłodni i z zimną krwią potrafimy przechylić szalę na swoją korzyść. Mamy problemy kadrowe, ale dzięki temu, że posiadam w kadrze 21 mężczyzn, wygrywamy.
[b]Bogusław Pietrzak[/b] (trener Ruchu): Moi zawodnicy zostawili bardzo dużo zdrowia, kości trzeszczały. to był jedyny argument, który mogliśmy przeciwstawić dobrze zorganizowanemu rywalowi.
Polecane
Ekstraklasa