"Rowerem nad Bałtyk" to był pikuś. Teraz czas na... Hiszpanię!

13.12.2010
- To będą wakacje życia! - ekscytuje się Anna Kupczak, która w przyszłym roku wybiera się rowerem do Hiszpanii. Prawdopodobnie aż do Santiago de Compostela! Czeka ją kilka tygodni na siodełku...
Historia 20-letniej rowerzystki z Lipowej, którą opowiadaliśmy przez miniony tydzień, ma swój ciąg dalszy. Ledwie podróżniczka wróciła znad morza (PRZECZYTAJ), a już miała w głowie plan na kolejną, zdecydowanie bardziej wymagającą wyprawę. Potrzebowała dwóch rzeczy - pieniędzy i... towarzystwa. Po letnich artykułach w lokalnej prasie udało się zainteresować sponsorów i potencjalnych towarzyszy podróży. Choć sytuacja wciąż jest daleka od ideału, można powiedzieć, że marzenie nabiera już bardzo realnych kształtów.

- Gdy jechałam nad Bałtyk, przeszkadzało mi, że nie miałam do kogo otworzyć ust. Owszem, spotykałam różnych ludzi, rozmawiałam z nimi, ale nie było kogoś, kto towarzyszyłby mi przez cały czas. Do Hiszpanii chciałabym pojechać już z kimś. Kilka osób wyraziło wstępne zainteresowanie, ale nie wiem, czy nie będzie to słomiany zapał. Przekonam się, ale jeśli nikt się nie zdecyduje... znów będę samotną rowerzystką z Lipowej - zapowiada odważnie. Większym problemem są, jak zwykle, pieniądze.

- Taki wyjazd to już nie byle co. Będzie dużo noclegów, wyżywienie, oprócz tego mam zamiar wiele zwiedzać. Chcę zwłaszcza poznać dokładnie kulturę Węgier i Włoch - wyjaśnia Kupczak. Jak na razie jej inicjatywa spodobała się Nadleśnictwu Węgierska Górka, które wesprze finansowo podróżniczkę. - Dokładny plan trasy nie jest jeszcze znany. Wstępnie myślę o Barcelonie. To by było "tylko" trzy tysiące kilometrów. Jeśli jednak będę miała wystarczająco dużo czasu, pieniędzy i ochoty, wybiorę się do Santiago de Compostela, miasta na zachodnim wybrzeżu. W takim wypadku trasa liczyłaby aż cztery tysiące kilometrów - tłumaczy rowerzystka.

Taka wyprawa to już naprawdę nie byle co i na sam taki pomysł byłoby stać niewiele osób. A ona zamierza go zrealizować... - Już biegam, chodzę na siłownię, trenuję, po to by być odpowiednio przygotowana. Jednocześnie szukam map, a to nie jest łatwe, bo żeby się za bardzo nie gubić, potrzebuję je mieć bardzo dokładne - mówi. - Będę się bała tej podróży i to strasznie, ale strasznie też jestem nią podekscytowana. Jestem pewna, że mi się uda - kończy pełna optymizmu dziewczyna. Miejmy nadzieję, że jej plan i marzenie się spełnią. - Muszą się spełnić, wszak podczas andrzejkowego wróżenia wyszło mi, że będę jechać na rowerze, a z wosku wyłaniało się coś na kształt Hiszpanii - mówi ze śmiechem podróżniczka.

Portal SportSlaski.pl objął patronat medialny nad podróżą Anny Kupczak do Hiszpanii. W związku z tym, o jej losach będziemy na bieżąco informować.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również