Rowerem nad Bałtyk: Policja zatrzymuje chorego "brudasa"
11.12.2010
- Tak miło zakończył się dla mnie dzień w Turku (PRZECZYTAJ), że rano byłam kompletnie zaskoczona, gdy... zatrzymała mnie policja. Okazało się, że jechałam pod prąd, o czym oczywiście nie miałam pojęcia. Szczęśliwie, panowie obrócili do wszystko w żart - wspomina mieszkanka Lipowej. Później było jeszcze ciekawiej, bo dzień piąty i szósty tej morderczej wyprawy przypadły na największe lipcowe upały. - Strasznie było, gdy musiałam się zatrzymywać na światłach. Z przerażeniem patrzyłam, jak sandały coraz bardziej wtapiały się w asfalt. Wydawało mi się, że mogę zniknąć w środku - śmieje się dziewczyna.
A jednak kolejnego dnia nie było jej do śmiechu. Na trasie do Kruszwicy przeżywała chwile zwątpienia i - jak sama twierdzi - jechała dalej tylko z jednego powodu. - Mówiłam sobie, że skoro dotarłam już tak daleko, nie mogę się poddać - wspomina. Na domiar złego, pojawiły się kłopoty zdrowotne - na jej twarz wystąpiła opuchlizna spowodowana zapaleniem dziąseł. Udało się dotrzeć do Kruszwicy, gdzie spotkała ją zaskakująca sytuacja. - Weszłam do apteki, chcąc kupić coś na opuchliznę. Tymczasem aptekarka przeraziła się dlaczego jestem taka... brudna. Jechałam w rękawiczkach rowerowych, więc końcówki palców miałam bardzo opalone, co dość mocno kontrastowało z resztą ciała - tłumaczy Kupczak.
Ostatecznie po dziewięciu dniach udało się dotrzeć na Hel. - Znajomi, którzy przywitali mnie we Władysławowie, nie chcieli uwierzyć, że całą trasę pokonałam na rowerze. Myślałam, że będę czuła się, jakbym dokonała czegoś wielkiego, jednak absolutnie nic takiego mi nie towarzyszyło. Każdy mógłby tego dokonać - twierdzi, chyba aż nazbyt skromnie, rowerzystka.
Po głowie świtał jej jednak nowy plan, o którym opowiemy już niebawem.
A jednak kolejnego dnia nie było jej do śmiechu. Na trasie do Kruszwicy przeżywała chwile zwątpienia i - jak sama twierdzi - jechała dalej tylko z jednego powodu. - Mówiłam sobie, że skoro dotarłam już tak daleko, nie mogę się poddać - wspomina. Na domiar złego, pojawiły się kłopoty zdrowotne - na jej twarz wystąpiła opuchlizna spowodowana zapaleniem dziąseł. Udało się dotrzeć do Kruszwicy, gdzie spotkała ją zaskakująca sytuacja. - Weszłam do apteki, chcąc kupić coś na opuchliznę. Tymczasem aptekarka przeraziła się dlaczego jestem taka... brudna. Jechałam w rękawiczkach rowerowych, więc końcówki palców miałam bardzo opalone, co dość mocno kontrastowało z resztą ciała - tłumaczy Kupczak.
Ostatecznie po dziewięciu dniach udało się dotrzeć na Hel. - Znajomi, którzy przywitali mnie we Władysławowie, nie chcieli uwierzyć, że całą trasę pokonałam na rowerze. Myślałam, że będę czuła się, jakbym dokonała czegoś wielkiego, jednak absolutnie nic takiego mi nie towarzyszyło. Każdy mógłby tego dokonać - twierdzi, chyba aż nazbyt skromnie, rowerzystka.
Po głowie świtał jej jednak nowy plan, o którym opowiemy już niebawem.
Polecane
Sporty inne