ROW Rybnik - KM Ostrów 50-42. "Gizatullin to człowiek z marmuru"

12.07.2009
- Ten mecz musieliśmy wygrać. Dopasowaliśmy się do toru i zdobyliśmy bardzo cenne punkty - cieszył się po wygranej z Ostrowem żużlowiec RKM-u, Mariusz Węgrzyk.
Gospodarze od pierwszego biegu dyktowali warunki na torze. W drugiej gonitwie w barwach "Rekinów" przed rybnicką publicznością zadebiutował Hlib, który już na pierwszym łuku zaliczył upadek. W powtórce - w której pojechali wszyscy zawodnicy - nowy żużlowiec ROW-u przyjechał jako pierwszy, a tuż za nim linię mety minął Węgrzyk i gospodarze zanotowali podwójne zwycięstwo. - Bardzo lubię jeździć w Rybniku. Zawsze były tutaj dziury, a dziś tor był tak równy, że można było zasnąć - uśmiechał się Paweł Hlib.

Na obiekt RKM-u powrócił dobrze znany miejscowym kibicom Harris, który w trzecim starcie został wyprzedzony na dystansie przez dobrze dysponowanego tego dnia Gizatullina. Już w piątym biegu trener przyjezdnych zdecydował się na Złotą Rezerwę Taktyczną. Anglik jako dżoker nie zawiódł i zdobył sześć "oczek", ale sukces ostrowian był połowiczny, bowiem jako ostatni przyjechał Gomólski.

W drużynie rybniczan ponownie znakomicie spisywał się Węgrzyk. Lider ROW-u popisał się cudownym manewrem w dziewiątym biegu. Wjeżdżając miedzy Harrisa i Miśkowiaka objął prowadzenie i zdobył dla gospodarzy ważne trzy punkty.

"Rekiny" zapewniły sobie wygraną jeszcze przed biegami nominowanymi. W 14 gonitwie najpierw za spowodowanie upadku wykluczony został Hlib. W powtórce świetnie jechał Gizatullin, który bezpardonowo został uderzony przez Gomólskiego. Rosjanin długo leżał na torze i po chwili zabrała go karetka. Wydawało się, że już nie pojedzie, ale w ostatniej chwili zdecydował się na udział w powtórce. - Znieczulenie? Tak, ale dopiero po meczu - powiedział ambitny żużlowiec ROW-u.

Jeśli ktoś myślał, że Gizatullin w tym starcie odpuści i zadowoli się drugą lokatą, to grubo się pomylił. Żużlowiec miejscowych do ostatnich metrów gonił Miśkowiaka i przegrał z nim dosłownie o centymetry, za co otrzymał owacje na stojąco.

W całym spotkaniu oglądaliśmy momentami bezpardonową jazdę przyjezdnych i kilka upadków zawodników obu drużyn. - Ja rozumiem, że to jest żużel, ale liczy się przede wszystkim zdrowie. Nie podejrzewam, że któryś z żużlowców robił to celowo. Nie chcę jednak na gorąco oceniać ich postawy - mówił po meczu mocno podekscytowany prezes rybniczan, Michał Pawlaszczyk. - Gdy już mieliśmy pewną wygraną, to powiedziałem w parku maszyn chłopakom, aby w groźnych sytuacjach odpuścili. Denis jednak jechał "na maksa", ale to jest człowiek z marmuru - uśmiechał się sternik ROW-u.

autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również