Robert Małek wiedział o błędzie, lecz nie mógł go naprawić...

24.10.2011
ŁKS w prawidłowy sposób strzelił bramkę Wiśle na 2-2. Robert Małek nie uznał gola, choć po błędzie sędziego liniowego, otrzymał sprostowanie od arbitra technicznego. Pytanie, dlaczego decyzji nie zmienił?
Mecz w Łodzi prowadzili doświadczeni sędziowie ze Śląska. Robert Małek jest arbitrem międzynarodowym. Jego asystent - Krzysztof Myrmus, cieszy się dobrą opinią w środowisku, uchodzi za fachowca. Jednak w ostatni weekend przytrafił mu się błąd. Dopatrzył się pozycji spalonej Marcina Kaczmarka z Łódzkiego Klubu Sportowego, chociaż brakowało do tego 68 centymetrów, jak ustalili fachowcy ze stacji Canal+.

Małek gwizdnął, nim piłka przekroczyła linię bramkową. Co najciekawsze, w całej sytuacji, chwilę potem otrzymał informację, że Myrmus się pomylił. A wszystko dzięki powtórkom telewizyjnym. Fakt ten ustalił sędzia techniczny i szybko przekazał sprostowanie Robertowi Małkowi. Arbiter z Zabrza decyzji nie zmienił. Powód? Tłumaczył, że piłka nie przekroczyła linii bramowej, gdy przerwał grę.

A nieoficjalnie sprawa miała drugie dno. Otóż UEFA zabrania sędziom konsultacji na podstawie powtórek telewizyjnych. - Gdyby sędzia Małek zmienił decyzję, moglibyśmy narazić się na skarcenie przez taką organizację, jak UEFA - przyznał w programie Liga+ Extra Sławomir Stępniewski, ekspert od spraw związanych z sędziowaniem.


Nasz komentarz
Krzysztof Kubicki

Śląscy sędziowie zachowali się w Łodzi w niemal modelowy sposób. Każdy może popełnić błąd, Krzysztof Myrmus również. Po to ma kolegów w swoim zespole sędziowskim, aby ci naprawili jego pomyłkę. I oni tak zrobili! W błyskawiczny sposób, nim gra została wznowiona, sędzia techniczny ustalił, że bramka ŁKS-u powinna zostać uznana. Informację przekazał dalej. I co? I wychodzi na to, że Robert Małek miał związane ręce, bo UEFA twierdzi, że w takich przypadkach należy skrzywdzić jedną z drużyn. Postąpić wbrew duchowi fair play! Ba! UEFA grozi, że będzie karać, jeśli sędzia przyzna się do błędu i decyzję zmieni na podstawie powtórek w TV! Paranoja. Nikt mi nie powie, że to jest urok piłki nożnej. I nikt mi nie wmówi, że powtórki telewizyjne to zły pomysł, bo w klasie okręgowej ich nie ma. A jeśli ktoś chce polemizować, to niech zastanowi się, ile pieniędzy warta może być pomyłka w "okręgówce", a ile wypaczenie wyniku w ekstraklasie. Niech spojrzy, czy w innych dyscyplinach sportu też tak bronią się przed techniką, bo już trudno powiedzieć, że przed nowinkami technicznymi. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to...
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również