Remigiusz Rajwa : "Moja walka skończy sie przed czasem"

06.10.2015
Remigiusz Rajwa będzie jednym z zawodników walczących na sobotniej gali Spartan Fight. Rozmawialiśmy z Remigiuszem o nadchodzącym wydarzeniu. Zapraszamy do lektury.
SportŚląski : Pierwsza tak duża gala w Chorzowie. Czy w związku z tym będziesz czuł dodatkową presję? Czy może działa to na Ciebie motywująco?

Remigiusz Rajwa : Ma to swoje dobre i złe strony. Z jednej wiadomo, że będzie motywacja, bo chcę się pokazać przed znajomymi, walczy się u siebie, ale z drugiej pojawia się presja. Każdy na Ciebie patrzy i wymaga, młodsi koledzy obserwują Twoje ruchy. Chcę wypaść jak najlepiej i to motywuje, ale wrzuca też na plecy dodatkowy ciężar.

Może właśnie w trudnych chwilach koledzy zza oktagonu pomogą?

Na pewno pomogą!

Dla Ciebie będzie to pierwsza walka przed tak dużą publicznością.

Walczyłem już w Spodku, ale szczerze nie wiem jaka była publika. Tutaj hala jest mniejsza i będzie zupełnie inna atmosfera. Wiemy, że na trybunach będzie komplet więc hałas będzie zupełnie inny. W takiej atmosferze jeszcze nie walczyłem i im bliżej gali tym większy stres. Nie tyle przed walką, bo bardziej obawiam się tej presji, ale jestem pewien, że jest to do przejścia.

Jak się zaczęła Twoja przygoda z MMA?

Zacząłem w wieku 15 lat od Muai Thai, później doznałem kontuzji i pół roku nie trenowałem. Po wyleczeniu nie wracałem już do Muai Thai tylko za namową kolegi poszedłem na zapasy. Gdy miałem 17 lat zapasy zaczynały być wypierane przed MMA i wtedy ktoś pokazał kilka ruchów : lewy, prawy, kombinacje, trochę parteru i spodobało mi się to łączenie różnych stylów. W wieku 18 lat stoczyłem pierwszą amatorską walkę w MMA.

Ostatnio mówiłeś, że nie interesujesz sie przeciwnikiem. Coś się zmieniło w tej kwestii?

Nie, bo uważam, że przeglądanie walk przeciwnika nie ma sensu, bo każda walka jest inna, on tam nie walczy ze mną. To, że w jakiejś walce wykonał tę czy inna kombinację, te czy inne ruchy, nie ma żadnego znaczenia. Ja jestem inny, walczę inaczej

Masz jakiś plan na walkę?

Wiadomo, że jakieś małe plany czy strategie będzie się realizowało, ale możliwości czy scenariuszy jest tak dużo, że ciężko cokolwiek planować. Jedyny cel to skończyć walkę przed czasem, nie chcę dopuścić do sytuacji kiedy ktoś po decyzji powie, że wygrałem bo walczyłem u siebie. Ma być czarne albo białe, albo efektownie wygram, albo trudno - przegram. Także moja walka na pewno skończy się przed czasem.

Ostatnie dwie walki przegrałeś. Wyciągnąłeś z nich wnioski? Uczyniły Cię lepszym zawodnikiem?

Teraz będę lepiej przygotowany, wcześniej znałem limit wagowy, co prawda zmienił mi się przeciwnik ale i tak mogłem się przygotować profesjonalnie, więc pod tym względem na pewno będę lepszy.

Co po walce? Jakie plany na przyszłość?

Póki co nic nie planuję. Skupiam się na walce. Na planowanie przyjdzie czas po wygranej. Mam nadzieje, że po zwycięstwie ktoś mnie zauważy, złapię jakieś kontakty i pojawią się ciekawe propozycje

Kto jest Twoim idolem?

Ciężko teraz mieć jednego, bo jest wielu dobrych zawodników, ale w przeszłości inspirował mnie Fedor. Ciekaw jestem jak wyglądałaby jego konfrontacja z obecnymi zawodnikami wagi ciężkiej w UFC. Przez 15 lat zmieniły się metody treningowe i zawodnicy są dużo bardziej atletyczni, kiedyś nie było takich olbrzymów jak Overeem czy Lesnar. Jestem ciekaw czy poradziłby sobie w dzisiejszym MMA.

Dziękuję za rozmowę.

Dzięki
 
źródło: SportSlaski.pl
autor: Michał Piwoński

Przeczytaj również