Remigiusz Jezierski: Ruchowi powinna się zapalić "czerwona lampka"

02.03.2013
- Kibice Ruchu Chorzów są - poniekąd - trochę rozpieszczeni ostatnim rokiem i chcieliby swój zespół widzieć cały czas w czołówce. Ale do huśtawki nastrojów też powinni być przyzwyczajeni - mówi Remigiusz Jezierski.
Jak pan ocenia start rundy wiosennej w wykonaniu Ruchu Chorzów?

Remigiusz Jezierski, były napastnik chorzowian: - Meczu pucharowego nie widziałem, aczkolwiek znam jego przebieg. Rzeczywiście, łatwo się wczuć w kibica Ruchu Chorzów. Można patrzeć w przyszłość pesymistycznie, bo wszyscy czekali na okres przygotowawczy, by coś przy Cichej się odmieniło, tymczasem przytrafiła im się taka nieprzyjemna inauguracja. To na pewno trudny moment dla zespołu i kibiców.

Czy można liczyć na to, że w meczu z Widzewem coś się odmieni?

- Można, bo często tak w piłce bywa, że pierwszy mecz z niewiadomych przyczyn nie wychodzi, a niekoniecznie się to potem przekłada na następne kolejki. Zdarzało się, że zespoły w pierwszych kolejkach wygrywały po 5-0, a potem spadały z ligi. Jakiś promyk nadziei więc na pewno jest. Trener ma materiał do przemyśleń - którzy zawodnicy nie złapali jeszcze formy. Ale tak prawdę powiedziawszy, ciężko w tym momencie dać gwarancję, że będzie lepiej. Co tu dużo mówić, nie najlepsza jest sytuacja Ruchu.

Myśli pan, że tej drużynie brakuje jakości czy chodzi o coś innego?

- Ruch tracą na razie dużo bramek, a to nie było do tej pory domeną "Niebieskich". Przeciwnie, Ruch często - tak jak Korona - był zespołem, który potrafił przy braku jakości wydrzeć punkty przeciwnikowi. Pytanie, czy to tylko kwestia braku szczęścia? Takiego wejścia "Baszcza", jak w meczu z Lechem Poznań, przecież nikt nie mógł przewidzieć i też nie można powiedzieć, że Marcin tak będzie grał cały czas. Można patrzeć o tyle optymistycznie, że obrona się przeorganizuje i może nie będzie popełniać tyle błędów. A co do jakości w grze ofensywnej, widzieliśmy, że pomoc Ruchu się trochę zmieniła. Nie ma kto kreować sytuacji. W obliczu pojawiających się młodych zawodników, można apelować, by dać im jeszcze trochę czasu.

Z jednej strony mówi pan, żeby dać trochę czasu, a nie obawiałby się pan na miejscu kibiców Ruchu o utrzymanie w lidze?

- Przewaga punktowa nad Podbeskidziem jest znaczna, aczkolwiek bielszczanie świetnie tę pogoń rozpoczęli i jak najbardziej "czerwona lampka" powinna się w Chorzowie zapalić. Kibice chorzowscy są - poniekąd - ostatnim rokiem trochę rozpieszczeni, chcieliby cały czas być w czołówce, ale... powinni też być przyzwyczajeni do tej huśtawki. Co drugi rok grają świetnie i słabo. Można się obawiać, ale taka jest piłka. Jeśli ktoś wygrywa, to ktoś musi być tym pokonanym. Być może dla Ruchu ten sezon jest przejściowy, po to by przeorganizować szyki, wkomponować młodych zawodników, którzy zbiorą teraz doświadczenia, a za rok mogą błyszczeć jak Arkadiusz Milik.

A jakie jest pana zdanie na temat Widzewa Łódź? Zespół wygląda na taki, któremu również brakuje jakości, tymczasem jest w środku tabeli, w całkiem bezpiecznej sytuacji...

- Przyznam, że naprawdę nie można tego zespołu lekceważyć. Jestem pod ich wrażeniem. Tak jak pokazywali jakość w rundzie jesiennej, tak w pierwszym wiosennym meczu również to utrzymali. Absolutnie nie można mówić w kategoriach przypadku o tym, że Widzew jest tak wysoko. Oni grają naprawdę bardzo fajnie w piłkę, mają kilku zawodników, którzy wnoszą powiew świeżości. Chodzi mi tu o Stępińskiego, Rybickiego czy Aleksa Bruno. Do tego dochodzi dobrze zorganizowana gra obronna, co sprawia, że śmiało można się tego zespołu obawiać. Apelowałbym o spokojne podejście, by każdy punkt z Widzewem szanować. Żeby nikt nie pomyślał, że z Widzewem będą łatwe trzy punkty. Podejrzewam, że tak nie będzie. Śląsk Wrocław się z nim męczył. Ostatecznie mistrzom Polski udało się wygrać, ale mam wrażenie, że tylko dlatego, że Widzew nie odrobił zadania domowego jeśli chodzi o stałe fragmenty gry.

Rozmawiał Michał Trela.

Ruch Chorzów - Widzew Łódź
sobota, 13:30
sędziuje Paweł Raczkowski (Warszawa)
autor: Michał Trela

Przeczytaj również