Rekord - Jango 4-9. Jednych nie było, drudzy grali na wyżynach...

26.11.2010
- Pierwsza połowa w naszym wykonaniu wcale się nie odbyła. Tego nie można nazwać grą w piłkę - mówił zdenerwowany Piotr Szymura, kapitan Rekordu. Jango zagrało jak z nut i rozbiło bielszczan.
Katowiczanie przed meczem zajmowali w tabeli piąte miejsce, ze stratą trzech punktów do rywali z Bielska-Białej. Zapowiadało to spotkanie raczej wyrównane, niż jednostronne. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna. Rekord dawno nie prezentował się we własnej hali tak tragicznie, jak w piątkowy wieczór. Brakowało zaangażowania, dokładności, pewnej obrony, przemyślanych akcji i sytuacji bramkowych. Słowem - brakowało wszystkiego. - My natomiast pierwszą część gry zagraliśmy bezbłędnie. To były wyżyny naszych umiejętności. Gdybyśmy zawsze tak grali, w tabeli bylibyśmy w zupełnie innym miejscu - mówił zadowolony Marek Cierpioł z Jango.

Taka rozbieżność w dyspozycji obu zespołów musiała się skończyć pogromem. Po 12 minutach goście prowadzili już 5-0 i ani myśleli przystopować, zaś Rekordziści wyglądali na otumanionych. W szeregach katowiczan szczególnie dobrze prezentował się Kolumbijczyk Camilo Gomez, który w całym spotkaniu zdobył cztery gole, a jego trafienie z pierwszej połowy, kiedy to sam ograł czterech zawodników Rekordu i strzelił nie do obrony pod poprzeczkę bramki Witolda Zająca, było ozdobą spotkania. W samej końcówce pierwszej połowy dla gospodarzy trafił po dobrze rozegranym rzucie wolnym Wojciech Łysoń, ale nie wlało to specjalnej nadziei w serca kibiców.

Ta pojawiła się dopiero po kilkunastu minutach drugiej części gry. Wprawdzie Rekord nadal nie zachwycał, ale Jango wyraźnie przyhamowało i gospodarze stopniowo zaczęli odrabiać straty. Po bramce Piotra Pawełka było już nawet 4-6 i wydawało się, że niemożliwe stanie się możliwe. - Był moment, kiedy mogliśmy złapać kontakt, ale to zaprzepaściliśmy - wspomniał Szymura. - Mamy do siebie pretensje o drugą połowę, bo niepotrzebnie dopuściliśmy do nerwówki. Inna sprawa, że bramki dla Rekordu były dość przypadkowe - stwierdził z kolei Cierpioł. Zawodnicy Andrei Bucciola musieli się szybko pozbyć złudzeń - podczas gry z lotnym bramkarzem, na pustą bramkę zza połowy trafił Douglas i to był właściwie już koniec - bielszczanie przestali wierzyć w dobry rezultat. Jedynie Camilo Gomez zdołał jeszcze podreperować dorobek bramkowy.

- Po takim meczu można jedynie przeprosić kibiców za to, że musieli to oglądać - powiedział Szymura. - Jango rewelacyjnie broniło, na dziś ma chyba najlepszą defensywę w lidze. My zagraliśmy słabo, ale oni nie wygrali tylko dzięki temu. Zagrali po prostu fantastyczny mecz - nie mógł się nadziwić Paweł Budniak, zawodnik Rekordu.
źródło: Michał Trela

Przeczytaj również