Raków - Ruch 2-1. "Niebiescy" mogą się cieszyć, że przegrali tak nisko...

05.07.2011
- To był zdecydowanie bardziej wartościowy sparing niż z Polonią Bytom, bo ta jest jednak dużo gorsza, niż zespół, który grał w ekstraklasie - mówi Arkadiusz Piech po meczu z Rakowem.
Po efektownym rozbiciu bytomian w sobotę 4-0, na zakończenie obozu w Wiśle, chorzowian spotkał zimny prysznic. Oczywiście, że to tylko sparing, ale nikt nie lubi przegrywać, zwłaszcza z II-ligowcem. A już szczególnie, gdy jest to porażka całkowicie zasłużona. - Mieliśmy na obozie ciężkie treningi siłowe, ale nie ma o czym mówić, nie odczuwaliśmy tego na boisku. Mam nadzieję, że trener jest zadowolony i te zajęcia zaprocentują w lidze - powiedział Piech.

Napastnik Ruchu wystąpił tylko w drugiej połowie i ze swojej, oraz kolegów, gry nie może być zadowolony. - Te drugie 45 minut było zdecydowanie słabsze od pierwszych. Mieliśmy jakieś okazje, ale to wszystko było jakieś marne - kręcił głową Piech. Faktycznie, na początku meczu "Niebiescy" jeszcze mogli się podobać. W pierwszych minutach Ruch stłamsił II-ligowca, który musiał się ratować bardzo ostrymi faulami, co z kolei nie spodobało się Tomaszowi Wajdzie, I-ligowemu arbitrowi z Żywca, więc posypało się dużo, jak na sparing, żółtych kartek.

Z czasem częstochowianie zaczęli odzyskiwać animusz i to oni wyszli na prowadzenie - Maciej Gajos wykorzystał niezdecydowanie stoperów - Michała Staszowskiego i Rafała Grodzickiego, wbiegł w pole karne, a następnie pokonał Michala Peskovicia. Chorzowianie odpowiedzieli jednak szybko - Mateusz Kwiatkowski wyszedł do idealnego prostopadłego podania Gabora Straki, położył bramkarza i kopnął do pustej bramki. - Cieszy, że ten chłopak w drugim meczu z rzędu strzela gola. Ma talent, ale nie można go wrzucać na głęboką wodę, tylko trzeba powoli wprowadzać do drużyny - mówił Waldemar Fornalik.

W drugiej części gry obecność na boisku mocno zaznaczył Rafał Czerwiński, napastnik Rakowa, który najpierw pięknym wolejem z ostrego kąta trafił w słupek, a następnie był bliski zdobycia gola przewrotką. To, co nie udało się jemu, zrobił na kilka minut przed końcem meczu Adrian Pluta, który po rzucie rożnym nieatakowany, ustawił sobie piłkę i pokonał Damiana Matrasa. - Przeciwnik był bardzo zmotywowany i zagrał ambitnie. My nie możemy się tłumaczyć tylko zmęczeniem. To po prostu nie jest gra, której oczekuję - zakończył lekko zdegustowany Fornalik.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również