Rafał Grodzicki: Przy takiej publiczności gra się zupełnie inaczej
26.03.2012
Mistrz kraju był bezradny przy Cichej. Zaskoczony?
- Hmm... Wisła przyjechała z wielkim respektem do Chorzowa. Ostatnie mecze i nasze miejsce w tabeli pokazują, że nie przez przypadek jesteśmy tak wysoko w tabeli.
Od kiedy jesteś specjalistą od rzutów karnych?
- Przed meczem wyznaczeni do ich egzekwowania byli Marek Zieńczuk i Łukasz Janoszka, choć nawet tego trener nie musiał mówić. Tak się po prostu przyjęło. A że to ja chwyciłem piłkę? To był impuls. Miałem wcześniej w tym meczu dwie inne okazje. Bardzo chciałem strzelić gola.
Przyznaj, że to jako sympatyk Cracovii chciałeś strzelić gola Wiśle...
- Fakt, przy okazywaniu radości, miało to ogromne znaczenie.
Co byłoby, gdyby sędzia nie podyktował rzutu karnego?
- I tak zdobylibyśmy bramkę. Wisła poważnie nam nie zagroziła, a my mieliśmy kilka dogodnych szans. Uważam, że powinniśmy zdobyć nie jedną, a dwie bramki.
Jak grało ci się w masce i czy przeszkodziła ona w oddaniu dwóch strzałów głową?
- Być może przy drugiej sytuacji ona przeszkodziła. Nie odbijałem piłki tak, jakbym chciał, bowiem maska zachodzi na czoło i przy oddawaniu strzałów trzeba włożyć trochę więcej siły, a gwarancji, że piłka poleci tam - gdzie bym chciał i tak nie ma. Generalnie jestem jednak z niej zadowolony, bo nic złego mi się nie stało.
Zastanawiałeś się, czy maska będzie potrzebna. Prawdą jest, że to córka kazała ci ją założyć?
- Może nie kazała, ale po zabawie z nią stwierdziłem, że jest niezbędna.
Pełne trybuny dodały wam animuszu?
- Już od paru dni cieszyliśmy się, że Cicha zapełni się do ostatniego miejsca. Proszę wierzyć, że przy takiej publiczności gra się zupełnie inaczej niż to było wcześniej.
W następnej kolejce powinniście kibicować Wiśle, bo zagra ona z Legią...
- Ja przede wszystkim trzymam kciuki za nas. Gramy w najbliższej kolejce z Widzewem w Łodzi i chcąc myśleć o medalach, musimy to spotkanie wygrać.
- Hmm... Wisła przyjechała z wielkim respektem do Chorzowa. Ostatnie mecze i nasze miejsce w tabeli pokazują, że nie przez przypadek jesteśmy tak wysoko w tabeli.
Od kiedy jesteś specjalistą od rzutów karnych?
- Przed meczem wyznaczeni do ich egzekwowania byli Marek Zieńczuk i Łukasz Janoszka, choć nawet tego trener nie musiał mówić. Tak się po prostu przyjęło. A że to ja chwyciłem piłkę? To był impuls. Miałem wcześniej w tym meczu dwie inne okazje. Bardzo chciałem strzelić gola.
Przyznaj, że to jako sympatyk Cracovii chciałeś strzelić gola Wiśle...
- Fakt, przy okazywaniu radości, miało to ogromne znaczenie.
- I tak zdobylibyśmy bramkę. Wisła poważnie nam nie zagroziła, a my mieliśmy kilka dogodnych szans. Uważam, że powinniśmy zdobyć nie jedną, a dwie bramki.
Jak grało ci się w masce i czy przeszkodziła ona w oddaniu dwóch strzałów głową?
- Być może przy drugiej sytuacji ona przeszkodziła. Nie odbijałem piłki tak, jakbym chciał, bowiem maska zachodzi na czoło i przy oddawaniu strzałów trzeba włożyć trochę więcej siły, a gwarancji, że piłka poleci tam - gdzie bym chciał i tak nie ma. Generalnie jestem jednak z niej zadowolony, bo nic złego mi się nie stało.
Zastanawiałeś się, czy maska będzie potrzebna. Prawdą jest, że to córka kazała ci ją założyć?
- Może nie kazała, ale po zabawie z nią stwierdziłem, że jest niezbędna.
Pełne trybuny dodały wam animuszu?
- Już od paru dni cieszyliśmy się, że Cicha zapełni się do ostatniego miejsca. Proszę wierzyć, że przy takiej publiczności gra się zupełnie inaczej niż to było wcześniej.
W następnej kolejce powinniście kibicować Wiśle, bo zagra ona z Legią...
- Ja przede wszystkim trzymam kciuki za nas. Gramy w najbliższej kolejce z Widzewem w Łodzi i chcąc myśleć o medalach, musimy to spotkanie wygrać.
Polecane
Ekstraklasa