Radzionków - Piast 3-0. Pierwsza porażka gliwiczan w tym sezonie

30.10.2010
Zawodnicy Piasta po końcowym gwizdku zakrywali twarze dłońmi. Do tej pory nie przegrali, a w Radzionkowie stracili trzy bramki. - Przegraliśmy ogromnie ważną bitwę - podsumował trener Brosz.
Ruch zagrał jeszcze efektowniej niż z Pogonią Szczecin, której przed dwoma tygodniami strzelił dwie bramki. Dziś miał dużo więcej okazji. Wykorzystał trzy. -  To kwestia tego, że takie zespoły jak Pogoń czy Piast grają w piłkę. W Ząbkach to był futbol siłowy - tłumaczył Marek Suker.

Radzionkowianie, którzy przegrali ostatni mecz z Dolcanem, kompletnie zaskoczyli. Przede wszystkim rozmiarem zwycięstwa. Piast do tej pory nie przegrał żadnego meczu w lidze. Ma najlepszych defensorów. Ale dziś od błędu gliwiccy obrońcy się nie uciekli. Po przerwie Tomasz Foszmańczyk zacentrował z rzutu wolnego na dalszy słupek, gdzie akurat nie było żadnego z nich. Było za to dwóch piłkarzy w żółto-czarnych koszulkach. Piłkę wpakował do siatki Miłosz Przybecki.

- To był najważniejszy moment meczu. Piast, chcąc odrobić stratę, zostawiał nam dużo miejsca na kontry - podkreślił Marcin Dziewulski. Te w wykonaniu "Cidrów" były zabójcze. Jedne z wielu okazji wykorzystali Dawid Jarka i Marek Suker, który znów, tak jak w meczu z Pogonią, przebiegł z piłką przez całą połowę.

Piast odkrył się jeszcze bardziej, gdy z boiska za dwie żółte kartki wyleciał Piotr Rocki. - Rzuciliśmy się do tego ataku, bo przecież to my powinniśmy byli objąć prowadzenie pierwsi - zauważył Adrian Klepczyński.

I rzeczywiście, goście mogli żałować, że przed przerwą żadna z akcji nie zakończyła się bramką. Włosy szarpał sobie Jan Buryan, który huknął w poprzeczkę. Efektownym strzałem popisał się Jan Biskup. Tuż obok słupka. - Zabrakło nam koncentracji, nie byliśmy konsekwentni. Przegraliśmy ogromnie ważną bitwę - martwił się trener Marcin Brosz, który miał pretensje za brak skuteczności.

- Przegraliśmy w złym momencie, gdy czołówkę mieliśmy już na wyciągnięcie ręki. Trzeba będzie te punkty odrabiać w następnych spotkaniach - podsumował "Klepa".
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również