Radoslav Latal: "Powinna być dyscyplina i porządek"
11.09.2016
Kiedy po dwudziestu pięciu minutach gry na tablicy świetlnej przy Okrzei widniał wynik 3:0 dla gospodarzy, zapewne nikt nie pamiętał o meczu z maja 2015 roku, kiedy to Piast prowadził z Górnikiem Łęczna 2:0, by ostatecznie przegrać 3:2. A na pewno nikt takiego scenariusza nie zakładał.
Prowadząc trzema bramkami nie można dać sobie wydrzeć zwycięstwa. Szczególnie grając przed własną publicznością – mówił po meczu Radoslav Latal. Co takiego stało się w głowach i nogach zawodników, którzy rzutem na taśmę stracili trzy punkty? - Początek meczu był dobry w naszym wykonaniu. Gra wyglądało dokładnie tak jak chcieliśmy. Szybko strzeliliśmy trzy bramki. Później zmieniliśmy ustawienie w defensywie i zagraliśmy na czwórkę obrońców. Nie było to najlepsze rozwiązanie. Niestety nie wytrzymaliśmy i daliśmy sobie wydrzeć zwycięstwo w końcówce spotkania – tak całą sytuacje tłumaczył czeski szkoleniowiec Piasta. Zmiana ustawienia spowodowała, że gliwiczanie przestali stwarzać sobie okazje. Kluczowy wydaję się jednak moment, kiedy to Masłowski w przeciągu dwóch minut zobaczył dwie żółte kartki i wyleciał z boiska, co potwierdza opiekun „Niebiesko - Czerwonych”. - Do tego graliśmy w dziesiątkę po czerwonej kartce Michała Masłowskiego. Wydaje mi się, że to było kluczowe. Powinna być dyscyplina i porządek. Powiedziałem o tym zawodnikowi – dodał Radoslav Latal. Nie po raz pierwszy w tym sezonie zawiedli Zivec i Barisic. Ich wejście na boisko nic nie wniosło do gry gospodarzy, a wręcz przeciwnie. – Nie chcę teraz tego komentować. Będziemy oglądać video i to analizować – tłumaczył czeski trener.
Najgorsze w wykonaniu Piasta były ostatnie fragmenty meczu, kiedy to w przeciągu czterech minut Rusov został dwukrotnie pokonany przez Hernandeza. – Przegrywaliśmy 3:0 i zremisowaliśmy ten mecz 3:3. Można to traktować jako dobry rezultat – zwłaszcza, że strzeliliśmy gola w ostatnich sekundach. Zespół pokazał charakter i do końca wierzył, że można odwrócić losy spotkania – tak skomentował ten pojedynek Andrzej Rybarski, trener Górnika Łęczna, dodając. – To wszystko zasługa piłkarzy, którzy walczyli do końca. To się ceni i dziękuje im za to.
Prowadząc trzema bramkami nie można dać sobie wydrzeć zwycięstwa. Szczególnie grając przed własną publicznością – mówił po meczu Radoslav Latal. Co takiego stało się w głowach i nogach zawodników, którzy rzutem na taśmę stracili trzy punkty? - Początek meczu był dobry w naszym wykonaniu. Gra wyglądało dokładnie tak jak chcieliśmy. Szybko strzeliliśmy trzy bramki. Później zmieniliśmy ustawienie w defensywie i zagraliśmy na czwórkę obrońców. Nie było to najlepsze rozwiązanie. Niestety nie wytrzymaliśmy i daliśmy sobie wydrzeć zwycięstwo w końcówce spotkania – tak całą sytuacje tłumaczył czeski szkoleniowiec Piasta. Zmiana ustawienia spowodowała, że gliwiczanie przestali stwarzać sobie okazje. Kluczowy wydaję się jednak moment, kiedy to Masłowski w przeciągu dwóch minut zobaczył dwie żółte kartki i wyleciał z boiska, co potwierdza opiekun „Niebiesko - Czerwonych”. - Do tego graliśmy w dziesiątkę po czerwonej kartce Michała Masłowskiego. Wydaje mi się, że to było kluczowe. Powinna być dyscyplina i porządek. Powiedziałem o tym zawodnikowi – dodał Radoslav Latal. Nie po raz pierwszy w tym sezonie zawiedli Zivec i Barisic. Ich wejście na boisko nic nie wniosło do gry gospodarzy, a wręcz przeciwnie. – Nie chcę teraz tego komentować. Będziemy oglądać video i to analizować – tłumaczył czeski trener.
Najgorsze w wykonaniu Piasta były ostatnie fragmenty meczu, kiedy to w przeciągu czterech minut Rusov został dwukrotnie pokonany przez Hernandeza. – Przegrywaliśmy 3:0 i zremisowaliśmy ten mecz 3:3. Można to traktować jako dobry rezultat – zwłaszcza, że strzeliliśmy gola w ostatnich sekundach. Zespół pokazał charakter i do końca wierzył, że można odwrócić losy spotkania – tak skomentował ten pojedynek Andrzej Rybarski, trener Górnika Łęczna, dodając. – To wszystko zasługa piłkarzy, którzy walczyli do końca. To się ceni i dziękuje im za to.
Załamany po meczu był rozgrywający w tym dniu bardzo dobre zawody Patrik Mraz. – Ciężko coś powiedzieć po takim spotkaniu – komentował Słowak, który należał do najlepszych zawodników na boisku. To po jego podaniach do bramki zespołu z Łęcznej trafiali Marcin Pietrowski, a potem Maciej Jankowski. Jednak dobra gra Mraza na niewiele się zdała. – Po przerwie nie graliśmy tego co wcześniej. Łęczna wciągała nas na swoją połowę. Szkoda już tej pierwszej straconej bramki przez nas przed przerwą. Co mam powiedzieć, jak prowadzimy 3:0 i nie potrafimy utrzymać korzystnego wyniku – rozkładał bezradnie ręce zawodnik Piasta.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów