Przyleciał do Polski z polecenia kolegów. Jest szybki i silny, a nazywa się James

02.08.2011
Jego piłkarskie CV, jak na polskie warunki, robi wrażenie. W końcu niewielu może się pochwalić występem w meczu przeciwko Chelsea FC. Spokojnie może wyjść na murawę i powiedzieć: "I am Sinclair, James Sinclair"
Grał w Boltonie Wanderers kiedy jeszcze ten klub z powodzeniem radził sobie w angielskiej Premier League (odpowiednik polskiej T-mobile Ekstraklasy). Po kilku latach jego kariera tak się potoczyła, że wylądował w I- ligowej Polonii Bytom. Skąd taki przeskok? - Owszem, grałem w Anglii. Teraz jednak czas na Polskę. Pamiętam, jak, grając jeszcze w Boltonie, koledzy mówili o Wiśle Kraków, o polskiej lidze. To utkwiło mi w pamięci. Teraz pojawiła się możliwość gry w tej lidze, zawsze coś nowego - opowiada James Sinclair.

O ile z debiutu nie może być do końca zadowolony jeśli chodzi o wynik, to jego postawa najgorsza nie była. - Z wyniku nie ma się co cieszyć, bo przecież przegraliśmy 0-1. Ale cieszę się, że dane mi jest grać w Polonii - dodaje obrońca, który popisał się jednym bardzo dynamicznym rajdem spod własnej bramki aż pod pole karne Warty. Dopiero któryś z kolei defensor z Poznania dał radę dynamicznemu zawodnikowi.

- Moje najmocniejsze strony? Na pewno szybkość i siła. Za czasów młodzieńczych zostałem nawet mistrzem Wielkiej Brytanii w sprincie na 50 metrów. Wydaje mi się także, że siłowo jestem w stanie sprostać wielu zawodnikom. Oczywiście wszystko zweryfikuje boisko - zaznacza Brytyjczyk.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również