Przeszedł wyboistą drogę. Ten debiut zasłużył na uwagę [InStat]

25.11.2016
Od początku roku w Ekstraklasie zagrał raptem 12 minut. Latem bez wielkiego żalu oddany przez bielskie Podbeskidzie trafił do chorzowskiego Ruchu. Zanim na dobre zdążył się przedstawić przy Cichej zerwał mięsień czworogłowy. Adam Pazio długo czekał na swój debiut w niebieskiej koszulce, ale kiedy już wrócił pokazał się z niezłej strony.
Rafał Rusek/PressFocus
-  Cieszę się z tego, że ten wyczekany długo debiut nastąpił. Fajnie, że udało się strzelić bramkę, ale najważniejsze było zwycięstwo, bo chcieliśmy szybko zmazać plamę po porażce z Lechem - mówił tuż po udanym występie z Górnikiem Łęczna Adam Pazio.

W mediach udany występ Adama Pazio został nieco przykryty przez powrót na Ekstraklasowe boiska wychowanka "niebieskich", Michała Helika. Wymowne, że nawet w telewizyjnej relacji komentatorska pomyłka trafienie byłego "Górala" przypisała Helikowi. Tymczasem na debiut 24-letniego defensora naprawdę warto zwrócić uwagę.

Jak wyliczono na oficjalnej stronie Ruchu Pazio jest dopiero drugim obrońcą w historii Ruchu, który zdobył gola w swoim debiucie w niebieskiej koszulce. Trafienie z 18. minuty starcia w Lublinie podkreśliło dobry mecz wychowanka Huraganu Wołomin. Według statystyk InStat lewy obrońca chorzowian może za mecz z Górnikiem pochwalić się imponującymi liczbami. W 16 kolejce na jego pozycji żaden z zawodnik nie zademonstrował większego procentu celnych podań, a 89 procent piłek które trafiły do adresata to wynik zdecydowanie ponad ligową średnią osiąganą przez ligowców w miniony weekend. Pazio wyróżniał się również w statystyce odbiorów piłki - w tym elemencie był skuteczny w aż 6 na 8 prób i nikt pod tym względem nie wypadł od niego lepiej. Tylko 7 zawodników wygrało więcej pojedynków w obronie - 24-latek był w tym elemencie skuteczny w 12 z 16 prób. 

Minusy występu w Lublinie? Mimo gola niewielka aktywność w grze do przodu. Zaledwie jedno, nieudane kluczowe podanie i ani jednego zagrania w pole karne łęcznian, brak podjętych pojedynków w fazie atakowania - to akurat liczby zdecydowanie poniżej przeciętnej prezentowanej przez piłkarzy na jego pozycji. Dużo solidniej pod tym względem wypadł po prawej stronie boiska Martin Konczkowski, który zdecydowanie częściej brał udział w ofensywnych akcjach Ruchu.

Adam Pazio przed debiutem w Ruchu przeszedł mocno wyboistą drogę. Do Chorzowa trafił w lipcu, ale na samym początku rozgrywek zerwał mięsień czworogłowy. Kontuzja wyeliminowała go z gry na dwa miesiące. Wcześniej również pozostawał praktycznie bez gry - trener Robert Podoliński wiosną wpuścił go na boisko tylko raz. Wszedł przy stanie 2:1 dla "Górali" w meczu z Jagiellonią w Białymstoku, a już podczas jego obecności na boisku bielszczanie stracili dwa gole i zeszli z boiska pokonani. - W przerwie na kadrę pracowaliśmy dosyć mocno, z każdym dniem się nakręcaliśmy, integrowaliśmy się w Kamieniu i to pomogło. Zdobyliśmy trzy punkty i wracamy do Chorzowa, by za tydzień znowu zagrać o zwycięstwo. Chcemy zapunktować u siebie i iść w górę tabeli - mówił tuż po meczu z Górnikiem lewy obrońca Ruchu. Wydaje się, że w meczu z "Jagą" dostanie szanse na potwierdzenie swoich słów i znowu wybiegnie w wyjściowym składzie trenera Waldemara Fornalika.
autor: ŁM

Przeczytaj również