"Przepraszam za to, co zrobiłem. Ale o jakim chamstwie mówi Ruch?"

27.01.2011
- Jak słyszę, że Piech był o centymetry od zakończenia - nazwijmy to - kariery, to jest przesada! To było zwykłe podcięcie, jak w podstawówce - twierdzi Bartłomiej Konieczny, zawodnik Podbeskidzia.
Na głowę spokojnego zazwyczaj Bartłomieja Koniecznego, stopera Podbeskidzia Bielsko-Biała, sypią się zewsząd gromy za faul, którego dopuścił się na Arkadiuszu Piechu z Ruchu Chorzów. To po nim doszło do bijatyki i przerwania wczorajszego sparingu. - Zapalnikiem wcale nie byłem ja, zapalnikiem był mecz i sędzia dopuścił do tego, co się działo. Mój faul to była konsekwencja całego przebiegu gry - mówi obrońca. - Chorzowianie zarzucają nam, że ich strasznie kopaliśmy, a kto był na meczu, ten widział, jak było w rzeczywistości. Oni zagrali nie fair i nawet tym zawsze spokojnym puściły nerwy, między innymi mnie - dodaje Konieczny.

Zarówno trener Waldemar Fornalik, jak i Piech mówili o wyjątkowym chamstwie graczy z Bielska-Białej. - Jakie chamstwo?! O czym oni w ogóle mówią? Sami wiedzą, jak się poszczególni gracze zachowywali. Oczywiście nie wszyscy, niektórych zawodników stamtąd lubię, trenera bardzo szanuję, ale "chamstwo" to słowo nie na miejscu. To była konsekwencja gry, nikt nikomu celowo nosa nie rozbijał. To jest męska gra, a i tak wszyscy wiedzą, że w lidze sędziowie sporadycznie karzą nas żółtymi czy czerwonymi kartkami - przypomina stoper.

Osoby związane z Ruchem twierdzą, że bielszczanie zagrali tak agresywnie, bo chcieli udowodnić, że już teraz zasługują na ekstraklasę. - To dla nas normalna sprawa, w końcu musimy się mierzyć z tymi, z którymi chcemy wkrótce grać w lidze. Z całym szacunkiem, ale Ruch to zwykły ekstraklasowy zespół. Graliśmy z Koroną, graliśmy w Pucharze Polski i jakoś wszystko było w porządku. Dla nas to ani wyróżnienie, ani ujma grać z chorzowianami. Nie ma w tym dla nas żadnego podtekstu - zaznacza zawodnik.

- Dużo myślę o całym tym zdarzeniu, cały czas towarzyszą mi emocje, bo to dopiero dzień od meczu. Oczywiście, trener miał do mnie pretensje, ale to nic dziwnego, bo sam je do siebie mam. Nie spodziewałem się, że zrobię coś takiego. Gdyby mi ktoś tak powiedział, to tylko bym się zaśmiał. Nawet koledzy się podśmiewają, że akurat mi się to zdarzyło. Ale gdy gdzieś słyszę, że Piech był o centymetry od zakończenia kariery - nazwijmy to karierą - to jest przesada. To było zwykłe podcięcie, tak jak się to robiło w podstawówce, żeby ktoś stracił równowagę. Chciałem po prostu przerwać tę akcję. Źle się zachowałem, biorę wszystko na siebie, przepraszam - kończy Bartłomiej Konieczny.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również