Prof. Jan Miodek: Mecz z Lechią przywołuje wspomnienie z Cieślikiem
23.02.2011
- Było to w marcu 1953 roku, w parę dni po meczu z Lechią, wygranym w Gdańsku przez Ruch 1-0 po bramce pana Gerarda. Rodzice wzięli mnie po spacerze na ciastko do tarnogórskiego "Siedlaczka" - pisze Miodek.
- Proszę sobie wyobrazić moje osłupienie - dziecka wtedy siedmioletniego, gdy ojciec, wskazując pana siedzącego w rogu sali w brązowej sztruksowej kurtce, powiedział mi, że to jest... Gerard Cieślik. Mało tego - wziął mnie za rękę i do tego pana podprowadził. Oczywiście, z wrażenia nie byłem w stanie wykrztusić słowa, choć miałem ochotę, by zapytać, czemu w Gdańsku Ruch wygrał tylko 1-0 (tak nas wtedy chorzowianie rozkaprysili wysokimi zwycięstwami; mistrzostwo zdobyli z 10-punktową przewagą, a Cieślik został królem strzelców). Ojciec był odważniejszy i powiedział to wszystko za mnie, a ja usłyszałem z ust pana Gerarda: "To dobrze, że taki mały, a już się sportem interesuje". I zapamiętałem jego uśmiech - ciągle ten sam do dziś. A minęło 58 lat...
- Z gdańskiej drużyny tamtych lat pamiętam dobrego bramkarza Gronowskiego i bardzo przystojnego reprezentacyjnego stopera Romana Korynta. Ten drugi przysłał mi niedawno książkowe wydanie swoich wspomnień z bardzo ciepłą dedykacją. A że przywołuje w nich często postać Gerarda Cieślika, przekazałem książkę legendarnemu piłkarzowi z Chorzowa.
- Proszę sobie wyobrazić moje osłupienie - dziecka wtedy siedmioletniego, gdy ojciec, wskazując pana siedzącego w rogu sali w brązowej sztruksowej kurtce, powiedział mi, że to jest... Gerard Cieślik. Mało tego - wziął mnie za rękę i do tego pana podprowadził. Oczywiście, z wrażenia nie byłem w stanie wykrztusić słowa, choć miałem ochotę, by zapytać, czemu w Gdańsku Ruch wygrał tylko 1-0 (tak nas wtedy chorzowianie rozkaprysili wysokimi zwycięstwami; mistrzostwo zdobyli z 10-punktową przewagą, a Cieślik został królem strzelców). Ojciec był odważniejszy i powiedział to wszystko za mnie, a ja usłyszałem z ust pana Gerarda: "To dobrze, że taki mały, a już się sportem interesuje". I zapamiętałem jego uśmiech - ciągle ten sam do dziś. A minęło 58 lat...
- Z gdańskiej drużyny tamtych lat pamiętam dobrego bramkarza Gronowskiego i bardzo przystojnego reprezentacyjnego stopera Romana Korynta. Ten drugi przysłał mi niedawno książkowe wydanie swoich wspomnień z bardzo ciepłą dedykacją. A że przywołuje w nich często postać Gerarda Cieślika, przekazałem książkę legendarnemu piłkarzowi z Chorzowa.
Polecane
Ekstraklasa