Prezes Polonii Bytom: Stoimy w obronie naszego trenera

22.08.2010
Drużyna z Bytomia zaliczyła falstart. Ledwie jeden punkt na początku sezonu wywołał irytację kibiców. Część z nich głośnymi okrzykami wysłała trenera Jurija Szatałowa "tam, gdzie pieprz rośnie".
- Naszym problemem jest styl gry. Nie wymieniamy podań tak płynnie, jak należy - kręcił głową szkoleniowiec Polonii. Szatałow miał również powody, aby narzekać na skuteczność, bo jego zawodnicy w pierwszej połowie stworzyli sobie kilka dogodnych szans. - Mieliśmy ich w pierwszej połowie więcej niż Korona. Szkoda przede wszystkim tej, kiedy uderzyłem, a bramkarz sparował piłkę przed siebie i Maciek Bykowski miał pustą bramkę. Cóż, liczą się bramki, a nie sytuacje - skwitował Marcin Radzewicz, jeden z bardziej aktywnych graczy Polonii.

Drużyna z Bytomia zmarnowała dobre okazje, a potem oddała inicjatywę Koronie. Skutki był opłakane. - Polonia z poprzednich sezonów była bardziej groźna. Ale to jej problem, a nie nasz. My zdobyliśmy wreszcie pierwszy komplet punktów w tym sezonie - cieszył się Zbigniew Małkowski. Bramkarz Korony zachował czyste konto, co wywołało wściekłość kibiców gospodarzy. "Gdzie są zwycięstwa, Szatałow gdzie są zwycięstwa?" - skandowały trybuny, a po chwili część fanów w bardziej dosadny sposób zaczęła się domagać zmiany trenera.

- Stoimy w obronie naszego trenera - zaznaczył Damian Bartyla. - Zawdzięczamy mu bardzo wiele. Należycie pamiętać w jakich warunkach przyszło mu pracować i jaki materiał ma do dyspozycji - dodał prezes Polonii, dając jasno do zrozumienia, że nie ma tematu roszady. Działacze klubu chcą raczej wzmocnić kadrę. Bartyla twierdzi, że w najbliższych dniach powinien zostać sfinalizowany transfer Arkadiusza Mysony z Lechii Gdańsk. Zakontraktowany zostanie najpewniej również jeden ze Słowaków, którzy przebywają obecnie na testach. Dziś większe szanse na angaż ma Marian Sluka.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również